Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Z życia linuksiarza

Nudny człowiek, nudne życie – tak mógłbym streścić to, o czym byłby ten tekst. Po chwili przypominam jednak sobie, że używam Linuxa. Użytkownik Linuxa nie może przecież mieć nudnego życia! Przepełnione jest intensywnym „komputerowaniem” i innymi czarami, które są cechą rozpoznawczą wielbicieli „pingwinka”. Nie ma więc co opowiadać o tym, co robię poza używaniem komputera. Skupmy się na potencjalnie najciekawszym. Zapraszam!

Ledwo wstał i już do komputera – dobrze to do mnie pasuje. Szybko zrobić kawkę i sru przed komputerek. Włączam laptopa i już czekam na tajemniczą konsolę, w której wpiszę czarodziejskie regułki i tym samym uruchomię właściwy system. Ale nie – to przecież Ubuntu – błyskawicznie wyświetla się ekran logowania. Roześmiany spurdo w avatarze już czeka aż wpiszę hasło. Kolejne kilka sekund i już widzę swój pulpit. Poczciwe MATE dobrze mi służy i elegancko pasuje do raczej niewielkiego ekranu. Około pół minuty od uruchomienia i już mogę używać.

Włączam Operę, której ikonka wyświetla się na pasku na dole. Nie pamiętam już, dlaczego wybrałem właśnie tę przeglądarkę. Dobrze działa, więc nie czuję potrzeby zmiany. W razie czego do dyspozycji jest jeszcze Firefox dostarczony wraz z dystrybucją. Kiedyś ktoś spytał mnie, czy na Linuxa w ogóle są jakieś programy. Jak wynika z tego, co już zrobiłem, są przynajmniej dwa. Sądzę, że wielu osobom już tyle by w zupełności wystarczyło.
Codzienny rytuał sprawdzania nowości na czytanych przeze mnie portalach zakończony powodzeniem. Kolejna dawka informacji przyjęta. Czy były mi potrzebne? Prawdopodobnie nie, ale wiedza to wiedza, dobrze ją nabywać. W tym rytuale zerkam również na DobreProgramy, czy nie dodano może jakiegoś nowego tekstu na temat, o którym mam jakieś pojęcie, czyli głównie o Linuxie. Nie ma nic nowego. Komentarze do poprzedniego newsu o Ubuntu 17.04 już mnie nie ciekawią. Linuxsupport, kolego, gdzie jesteś?
Na youtubie już czeka na mnie kolejny filmik Gonciarza. Temu to się powodzi, myślę, popijając stygnącą kawę. Kolejny raz dopada mnie myśl, że powinienem zrobić coś produktywnego. Przez sekundę przewija się myśl „a może sobie wgrać Gentoo?”. Szybko dochodzę do wniosku, że mnie chyba popompomowało i odrzucam myśl. Ubuntu to naprawdę świetna dystrybucja, nie potrzebuję babrać się w innych, gdy mogę czas przeznaczyć na coś lepszego. A co ja robię lepszego, niż bawienie się dystrybucjami Linuxa? Chwila zastanowienia. Zerkam na paseczek. Obok napisu „System” stoją dwie ikonki – LibreOffice Writer i Pluma. Ano tak, lubię pisać.

r   e   k   l   a   m   a

To już pewne, że na Linuxa są przynajmniej cztery programy. Gdy zerknę w menu programów przekonam się, że jest ich dużo więcej. Nie oszukujmy się, na Linuxa jest dużo oprogramowania. Wracając do mojego dnia, a raczej poranka – włączam Writera. Jeszcze tylko jakaś muzyczka ze Spotify i można działać. Puszczam Maca DeMarco i myślę o tym, co by tu napisać. Mam! Opiszę swój dzień z Linuxem. Nikt tego nie będzie chciał czytać, ale co mi tam…
Reszta dnia wygląda podobnie. Trochę bycia produktywnym i masa marnowania czasu oraz pisania ze znajomymi. Gdybym miał ochotę, to czeka na mnie zakupiony niedawno Psychonauts, który na Linuxie działa doskonale. Kto by się spodziewał, że da się na tym grać. Czasem też przyjdzie edytować jakiś obrazek, obejrzeć film czy po prostu pomazać w Krita. Co jeszcze sobie wymyślę, to prawie na pewno znajdę odpowiedni program, który odpalę na swoim obecnym systemie. Wszystko działa bezproblemowo, a mówili ludzie, że nic się nie da.

Wiele osób zastanawia się nad przejściem na Linuxa. Niektórzy w końcu to zrobią, inni wycofają się po próbie, jeszcze inni poddadzą się zanim w ogóle spróbują. Dystrybucje Linuxa wydają się nadal opcją dla zapaleńców, informatyków i im podobnych. Niektórzy potrafią śmiechem zareagować na to, że używasz czegoś innego, niż Windows. Każdy używa przecież okienek, a przynajmniej każdy „normalny”. Czasami słyszę, że na Linuxa nic nie ma. Nie ma programów, nie ma gier, nie ma graficznych narzędzi i nie ma rzeczy, które niezbędne są do codziennego korzystania z komputera. Siedzę przed komputerem i zastanawiam się – jeżeli na Linuxie nic się nie da zrobić, to jakim cudem od długiego czasu robię codzienne rzeczy tylko na nim?
Chcę, żeby ten nieskomplikowany tekst obrazował to, że naprawdę się da. Da się na Linuxie zrobić naprawdę wiele, wystarczy mieć trochę cierpliwości i chęci. Chwila poznawania nowego środowiska nagradza użytkownika wspaniałym doświadczeniem. Gdy już poznasz ten system, okaże się, że nie chcesz wracać do Windowsa i jeżeli już musisz, to robisz to z niechęcią. Nie chcę nikogo przekonywać na siłę, bo wiem jak jest i wiem, że czasami po prostu nie ma wyjścia. Jednak na pytanie „Czy na Linuxie można wykonywać codzienne czynności i nie tylko?” odpowiadam: Można, jak najbardziej. Jeszcze jak!  

linux

Komentarze