Naukowcy Google'a pochwalili się, że opracowali program komputerowy, który jest w stanie uczyć się na błędach i zachowywać odpowiednio do sytuacji, a wiedzę czerpie z rozwiązywania problemów w klasycznych tytułach komputerowych. Wstępnie mówią o nim Agent (nie wiadomo czy od agenta zmian, czy agenta robokalipsy), ogłaszając oto światu wielki przełom. SI doskonale zapoznała się z 49 klasykami, w tym m.in. Pongiem, Space Invaders i Breakoutem, z czego w ponad połowie przypadków osiągnęła wyniki pozwalające pomylić ją z profesjonalnym graczem. W innych nie powalała zmyślnością, ale to dlatego, że na razie nie dysponuje czymś na wzór ludzkiej pamięci, a więc nie kojarzy faktów, które pozwalałyby wygrać grę, jeśli chodzi o coś więcej, niż tylko proste zbijanie punktów i przechodzenie etapów. Google już niemniej nad tym pracuje, planując za moment potestować Agenta na bardziej zaawansowanych produkcjach 3D.
Program do każdej kolejnej gry podchodził z zerowym doświadczeniem, po prostu sobie klepiąc niczym dziecko w klawiaturę (czyli sprawdzając działające kombinacje klawiszy) i patrząc, co z tego wynika. Zaawansowany algorytm przetwarzał zebrane w trakcie kolejnych partii dane, by odpowiednio wpływać na decyzje Agenta, który kieruje się prostą zasadą, że zyskiwanie punktów jest dobre, zaś ich utrata zła. Tak metodycznie wypracowuje wygraną. Średnio opanowanie zasad gry zajmowało mu około 600 sesji. Z naszego puntu widzenia to naprawdę dużo, ale maszyny mają przecież czas... Nieraz zaskoczył ojców, odkrywając przed nimi strategie, na które nikt dotąd jeszcze nie wpadł.
WIDEOMnih Supplementary Data video 2 R3
Co dalej? Google wspomina o inteligentnych samochodach, asystentach zaklętych w smartfonach czy też samodzielnych badaniach nad różnymi aspektami (było, nie było) ludzkiego życia lub kosmosu, a nawet zwyczajnej kreatywności, czyli że program sam z siebie coś kiedyś stworzy. Nie boi się apokaliptycznych wizji przeszłości, gdyż ponoć jeszcze grube dekady miną, nim sztuczna inteligencja rozwinie się na tyle, aby stanowić dla nas potencjalne zagrożenie. Na razie co najwyżej tylko wcieli się w znanego Mario, by kombinować, na co może sobie pozwolić w grzybowym królestwie. Tym bardziej nikt nie zaprząta sobie jeszcze głowy prawami robotów Asimova, choć może już na to czas?