Do arsenału urządzeń sterowanych za pomocą fal mózgowych, w którym znajdują się już uszka Necomimi, ogon Shippo, zestaw Neurosky do potwierdzania tożsamości czy kontroler Emotiv, dołączyła kamera wyzwalana emocjami noszącego — Neurocam. Dzięki temu wynalazkowi już nigdy nie ucieknie nam ciekawy bądź przyjemny moment.
Prototyp urządzenia powstał na Uniwersytecie Keio w Japonii i na razie nie wygląda ani na wygodny, ani nie jest szczególnie estetyczny. Spełnia jednak swoje zadanie — na podstawie fal mózgowych monitoruje stopień zaangażowania noszącego i stara się ocenić, na ile obserwowana scena jest interesująca, w skali od 1 do 100 (widać to na monitorze iPhone'a, który jest głównym elementem prototypu). Po przekroczeniu pewnego poziomu (obecnie ustalonego na 60) kamerka nagra 5-sekundowy film, który zostanie potem przekonwertowany do animowanego GIF-a. Na podobnych zasadach działa nieco starszy Brain Bookmark, który automatycznie zapisuje szczególnie interesujące strony internetowe.
Twórcy projektu rozważają możliwość dodania trybu manualnego do urządzenia, a także możliwość tagowania nagrań, jak konkretne określanie emocji. Nie mogło zabraknąć modnych filtrów. W przyszłości naukowcy mają nadzieję opracować lżejszy, mniejszy i ładniejszy aparat do noszenia na głowie. Takie monitorowanie emocji może także pomóc w planowaniu przestrzeni, co pokazał już projekt Neuro Tagging, tworzący emocjonalną mapę. Z drugiej strony nie brak projektów starających się dopasować muzykę do nastroju słuchającego.
Ten ciekawy eksperyment pokazuje kolejny krok w kierunku uczynienia fotografii mobilnej bardziej osobistą. Projekt Google Glass pokazał, że można fotografować świat z nowej, bardziej związanej z punktem widzenia fotografa perspektywy. Neurocam pozwala uchwycić kadry w podobny sposób, ale bez żadnego wysiłku ze strony użytkownika pozwoli zarejestrować te naprawdę najciekawsze chwile. Co więcej, obsługa urządzenia w najmniejszym stopniu nie angażuje, więc nie ma ryzyka, że szukając ustawień w aplikacji do obsługi aparatu oderwiemy wzrok od pięknej sceny lub będziemy oglądać ją przez obiektyw zamiast „na własne oczy”. W przyszłości zapewne możemy spodziewać się także możliwości szybkiej publikacji materiałów na serwisach społecznościowych — oby nie była obowiązkowa ;-).