Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kryształki kurzu — czyli jak dbamy o komputery

Nadchodzą chłodne dni i coraz częściej temperatura będzie spadała poniżej zera. Jak doskonale wiemy, podczas mrozu - woda zamarza. Powstają kryształki lodu, które mogą tworzyć niesamowite kompozycje. Mroźna pogoda potrafi wykreować piękne lodowe struktury. Może się zdarzyć, że w lodzie zostaną uwięzione pęcherzyki powietrza. Nadają one dodatkowego uroku i wyglądają na prawdę pięknie.

Może nie nie wszyscy wiedzą, ale jest miejsce w naszych domach, gdzie przez całe miesiące tworzą się struktury, które rosną w zaciszu naszych komputerów stacjonarnych i naszych laptopów. Zjawisko to jest bardzo często nie zauważane, a wręcz bagatelizowane. Rosną powoli, ale sukcesywnie zwiększają swoje rozmiary i dokładnie oplatają kolejne elementy w swoim otoczeniu. Odmiennie niż woda, w tym przypadku im cieplej, tym szybciej powstaje twór, któremu nadałem nazwę:

Kryształki kurzu

Formacja ta powstaje w wyniku zasysania powietrza przez układ chłodzenia głównie procesora i/lub obudowy. Chłodzenie procesora w formie klasycznej to tak zwany cooler, czyli radiator na którym znajduje się wentylator wymuszający obieg powietrza. Powietrze odbiera ciepło z jego żeberek i owiewa pozostałe części na płycie głównej. Podobnie zachowują się układy chłodzenia na kartach graficznych. Wentylator w tylnej części obudowy oraz ten umieszczony w zasilaczu, pomagają odprowadzić gorące powietrze na zewnątrz.

r   e   k   l   a   m   a

Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jeden szczegół. Otóż wraz z zasysanym powietrzem, wentylatory zasysają miliony cząsteczek pyłu pochodzącego z ziemi, odzieży, tytoniu czy innych bardzo drobnych substancji. Pierwszą barierą jest perforacja w obudowie, która może zostać całkowicie zasłonięta przez sporej wielkości "koty" - tylko co można sobie pomyśleć o właścicielu... Kurz bardzo chętnie osiada wewnątrz obudowy komputera, szczególnie w miejscach usytuowanych na drodze przepływającego powietrza. Cząsteczki mikrometrowych wielkości z czasem "przyrastają" na łopatach wentylatora i w pobliżu na radiatorze.

Cały ten "towar" kieruje się dalej do łopat zasysających i natrafia na bardzo podatny grunt, czyli radiator. Drobinki lepkiego materiału, osadzają się stopniowo na krawędziach. Po pewnym czasie warstwa staje się na tyle duża, że zaczyna zamykać prześwit między żeberkami. Teraz jest już z górki, bo wszystko jest nadmuchiwane na wcześniej utworzoną firankę kurzową. Co raz szybciej powłoka gęstnieje i tworzy nieprzepuszczalny zimowy kożuszek.

Niestety taka "wełenka" nie jest mile widziana na systemach chłodzenia. Powietrze nie mogąc swobodnie przepływać przez radiator, nie może skutecznie odebrać ciepła z chłodzonego elementu. Może to doprowadzić do przegrzewania się procesora i w konsekwencji do zawieszania się całego komputera. Tego typu problemy dotyczą również urządzeń przenośnych, takich jak laptopy. One też posiadają w większości przypadków aktywne chłodzenie.

Czyszczenie tego filcu, wymaga dostania się do wnętrza obudowy. Jeśli posiadamy większego laptopa, to prawdopodobnie wystarczy zdjąć (po odkręceniu kilkunastu wkrętów) tylną pokrywę i bez większych problemów powinniśmy dostać się do cooler-a. Coraz częściej jednak posiadamy kompaktowe notebooki, które już tak łatwo nie dadzą się spenetrować. W takim przypadku będziemy musieli oprócz tylnego "dekielka", odłączyć również klawiaturę z touch padem, a następnie (po odłączeniu dysku i napędu) odkręcić płytę główną. Dopiero teraz dostaniemy się do chłodzenia. Czyszczenie samych łopat wentylatora będzie również małym wyzwaniem. Ja używam szpatułek z watą i alkoholu wysokoprocentowego. Taki zestaw umożliwia dokładne wytarcie całego brudu, który nie bardzo będzie chciał zejść na sucho.

Operację taką lepiej powierzyć bardziej doświadczonej osobie, ze względu na delikatne wnętrze lapka. Zazwyczaj przyjdzie nam jeszcze powypinać kilka delikatnych taśm sygnałowych, no i potem wypadałoby to wszystko ponownie złożyć bez zostawienia części na zewnątrz.

Przegląd konserwacyjny komputera, powinien być zrobiony przynajmniej raz w roku, aby nie narazić się na poważne problemy, w tym nawet na utratę danych. Przy braku odpowiedniej przewiewności obudowy, doprowadzamy do przegrzewania się komponentów i ich szybsze zużycie. Szczególnie dotyczy to kondensatorów elektrolitycznych, które mogą stracić swoje właściwości i nawet "wybuchnąć", powodując zwarcie na płycie głównej i co za tym idzie dalsze nie przewidziane konsekwencje. Pierwszymi objawami "padania" kondensatora jest jego wybrzuszenie i zalecana jest jego wymiana. Jeżeli nasz producent płyty głównej wyposażył ją w wysokiej jakości kondensatory, które wytrzymują ekstremalne warunki, to też nie możemy spać spokojnie. Jak już wcześniej wspomniałem, objawem przegrzania procesora i/lub chipsetu czy też karty graficznej, może być zawieszanie się komputera. Może to doprowadzić do błędów na dysku lub w skrajnym przypadku do awarii systemu operacyjnego. Jeżeli podczas zawieszenia się sprzętu, miała miejsce aktualizacja oprogramowania lub samego systemu, to możemy już nie uruchomić naszego komputera. Trzeba posiłkować się odzyskiwaniem utraconych danych i przywracaniem plików systemowych.

Przywracałem do życia już wiele komputerów po takim scenariuszu i praktycznie wszystkie przypadki wynikały z zaniedbania tej bardzo ważnej czynności, jaką jest konserwacja układów chłodzenia. Dlatego jeżeli zauważycie pierwsze objawy, takie jak głośna praca wentylatora, dziwny turkot lub zawieszanie się systemu, to w trybie pilnym należy wykonać czyszczenie - jest to ostatni dzwonek. Poniżej krótki film pokazujący, jak wygląda wnętrze komputera pracującego w trudnych warunkach (sklep odzieżowy):

No cóż, potraktujecie te zdjęcia drodzy czytelnicy, jako przestrogę i dbajcie o Wasze sprzęty, a będą pracowały długo i szczęśliwie. Zresztą pomyślcie o "specjaliście", który będzie czyścił ten cały syf - normalnie już tyle tego się naoglądałem, że postanowiłem moim wpisem uświadomić użytkowników.

Przypomniała mi się jeszcze taka anegdotka, która mnie trochę rozbawiła. Byłem u osoby, która miała opisywany tutaj problem i podczas przeprowadzania procedury czyszczenia "filtrów kurzowych" zrobiłem kilka fotek tegoż elementu. Właścicielka komputera powiedziała, że jak jestem zainteresowany, to ma jeszcze kurz w innych miejscach w pokoju...

Na zakończenie mam pytanie do Was:

Gdzie jeszcze znajdziecie kurz przy swoim stanowisku komputerowym?

 

sprzęt porady

Komentarze