Zachowujący anonimowość internauta założył stronę patrickdewitt.net, co pokrywa się z nazwiskiem uznanego kanadyjskiego powieściopisarza i autora scenariuszy filmowych, Patricka deWitt. W jakim celu? Aby, jak stwierdził, zwrócić na siebie uwagę wydawców swojego idola; przedstawić im fragment autorskiej pracy i ewentualne uzyskać recenzję.
Pomijając adres domeny, autor witryny ani przez moment nie próbował udawać, że jest Patrickiem deWitt. Wprost przeciwnie – informuje o tym na każdym kroku.
A sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że ów człowiek zdaje się być rzeczywiście przejęty brakiem kontrreakcji. – Wydawało mi się, że mogę szantażować wydawców, aby to przeczytali – wyznaje w rozmowie z Willamette Week. – Okazuje się, że byłem w błędzie. Nikt się nie pofatygował. Nikt nawet nie wysłał e-maila poprzez tę stronę, z wyjątkiem dziwnej, zdezorientowanej osoby, która pisała o okrucieństwie wobec zwierząt – żali się.
Jak podaje źródło, zarówno Patrick deWitt, jak i jego aktualny wydawca, oficyna HarperCollins, nie chcą komentować zajścia. Na razie nie wnieśli też żadnej skargi do sądu. Trochę paradoksalnie, tym gorzej dla autora mistyfikacji, który może poczuć się kompletnie zbagatelizowany.