Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Stary laptop, nowy system — podejście drugie

Uch, jak ten czas leci. W grudniu ubiegłego roku opisywałem moje próby uruchomienia aktualnego systemu na dość wiekowym sprzęcie. Udało się z NetBSD, który działał całkiem sprawnie, jednak ostatecznie nie udało mi się rozwiązać pewnych problemów (m.in. ze sterownikiem do karty dźwiękowej, który zawieszał proces startu systemu). Tak więc przystąpiłem do dalszego poszukiwania odpowiedniego systemu. I tak: ReactOS nie wystartował, Haiku również, w rodzinie *BSD nie było już czego szukać, więc pozostał mi tylko Linux.

No tak, tylko którą z tysięcy (milionów? (miliardów??)) dystrybucji wybrać?

Przetestowałem kilka, mniej lub bardziej znanych, dystrybucji. Z najważniejszych: Debian, Devuan, SliTaz, Gentoo oraz Alpine. Każda działała, każda miała swoje plusy i minusy. Ocena tego, którą polubiłem najbardziej jest oczywiście subiektywna i nie każdy się z nią zgodzi.

Ale do rzeczy.

r   e   k   l   a   m   a

Za każdym razem instalowałem podobny zestaw aplikacji. Kernel w wersji 4.9.xx kompilowałem ręcznie, jako menedżer okien używałem OpenBoksa, menedżer plików PCManFM. Poza tym: Xarchiver, Leafpad, Xpdf, Geany, LXAppearance, feh, GPicView, scrot, Xpaint, CMus, mpv, youtube-dl, wpa_supplicant, NetSurf, tint2(Gentoo)/fbpanel(Debian, Devuan, Alpine)/LXPanel (SliTaz), dmenu, rxvt-unicode, htop, lshw, ncdu...

Gentoo Linux

Oczywiście nie stawiałem Gentoo bezpośrednio na maszynie docelowej. Przy takich zasobach sprzętowych, wpis zapewne powstawałby dwa razy dłużej. Prawdopodobnie (ba, na pewno) istnieją lepsze metody na instalację Gentoo na takim sprzęcie, jednak ja najzwyczajniej w świecie użyłem mocniejszego komputera, VirtualBoksa i CloneZilli.
Kiedy po rozpakowaniu domyślnego archiwum Stage3 spostrzegłem, że system zajmuje prawie 1GB, czyli w zasadzie 1/3 dostępnej przestrzeni, stwierdziłem, że nie bardzo jest sens kontynuowania próby. Zamiast tego postanowiłem spróbować wersji z uClibc. Nie bez problemów, ale udało się postawić system wraz ze środowiskiem graficznym i kilkoma aplikacjami. System zajmował ponad 1.5GB, ale działał całkiem żwawo. Zużycie ramu też prezentowało się bardzo atrakcyjnie (około 7MB bez środowiska graficznego, niestety nie pamiętam jak wyglądała sprawa po uruchomieniu OpenBoksa, prawdopodobnie w okolicach 20-25MB). Wszystko pięknie, ale ze względu na swoją specyfikę, Gentoo posiadał dwie wady. Po pierwsze, problematyczna aktualizacja, bo albo musiałbym kompilować pakiety na Pentiumie 2, albo utrzymywać system na dwóch komputerach. To samo, jeśli chodzi o instalację nowych pakietów. Po drugie, problemy z kompilacją niektórych pakietów (za sprawą uclibc, które nie jest całkowicie kompatybilne z glibc).

Debian GNU/Linux (Jessie)

Oficjalnie instalacja tego systemu nie jest możliwa na komputerze posiadającym mniej niż 78MB RAMu, jednak dla chcącego nic trudnego. Wystarczyło przełączyć się na drugi wirtualny terminal, utworzyć partycję swap i jej użyć. Instalacja co prawda chwilę trwała (jakieś 3-4 godziny), jednak przebiegła poprawnie. Po uruchomieniu przywitał mnie oczywiście terminal, ja grzecznie przystąpiłem do konfiguracji systemu, jednak po 5 minutach laptop zgasł. Po kilku nieprzyjemnych słowach w kierunku baterii sprawdziłem jej stan, i okazało się, że jest jeszcze prawie w połowie naładowana. Nie powiem, że mnie to nie zaniepokoiło. Z duszą na ramieniu wcisnąłem włącznik, i... laptop ruszył. Okazało się, że systemd wprowadził go w stan uśpienia. Po wyłączeniu tej funkcji przystąpiłem do konfiguracji systemu. Mnóstwo pakietów, wszystkie sprawdzone i stabilne, system się zainstalował i działa, konfiguracja banalnie prosta, czegóż chcieć więcej? Ano, przydałby się mniej zasobożerny system. Po pierwszym starcie systemu całość zabierała około około 25MB pamięci RAM. Po uruchomieniu Openboksa usłyszałem pracę dysku – znak, że w ruch poszła partycja swap. Po instalacji kilku aplikacji szybko okazało się, że system zajmuje około 1.5GB na dysku twardym. Stwierdziłem, że czas na dalsze poszukiwania. Kolejny był...

Devuan GNU/Linux (Jessie)

Instalacja przebiegła podobnie do Debiana, jednak zabierał zauważalnie mniej zasobów (szczególnie po małych modyfikacjach, np. podmianie getty na ngetty). Po instalacji wszystkich potrzebnych pakietów oczywiście rozmiarowo zbliżył się do Debiana, jednak działał zauważalnie żwawiej. Przeglądanie internetu za pomocą Netsurfa czy uruchamianie prostych gierek było jak najbardziej możliwe (choć przy tym pierwszym wymagana była odrobina cierpliwości). Martwił jedynie rozmiar systemu, który bardzo szybko dobił do 2GB. Z drugiej strony miałem tam już wszystko czego potrzebowałem, a nawet więcej. Gdyby nie ciekawość, zapewne to Devuan byłby głównym bohaterem tego wpisu. Ale skoro zrobiłem obraz dysku i przystąpiłem do dalszych testów...

SliTaz GNU/Linux

Pod moim poprzednim wpisem polecono mi dystrybucję SliTaz. Postanowiłem dać jej szansę i faktycznie, jest naprawdę niezła. Łatwa instalacja, wygodne konfiguratory, zajmuje około 250MB (gotowy do pracy ze środowiskiem graficznym!)… Byłby to świetny system, gdyby nie to, że 64MB ramu to dla niego trochę zbyt mało, a być może i procesor niedomagał. W każdym razie, całość nie działała tak, jak bym tego chciał (pomijam problemy z wifi, które z jakiegoś powodu nie potrafiło się połączyć). Kilka chwil z Google dało sposób na zainstalowanie jedynie podstawowego systemu. Po wykonaniu niezbędnych kroków system zajmował około 60MB miejsca na dysku i 7,5MB pamięci. Po początkowych problemach z brakiem wpa_supplicant i potrzebnych modułów w kernelu (co wymagało instalacji odpowiednich paczek z pendrive’a), udało mi się postawić resztę środowiska bez większych przeszkód. Moją uwagę zwróciły pakiety „drugiej świeżości” (jądro w wersji 3.2.71, mpv 0.18.1 czy Firefox w wersji 17.0.11). Z drugiej strony, byłem pod wrażeniem ilości konfiguratorów. Do instalacji serwera wyświetlania służy narzędzie tazx. Język, klawiaturę, połączenie wifi (nie zadziałało w moim przypadku), użytkowników czy datę można skonfigurować używając slitaz-config. Zapewne wielu użytkowników to doceni.
Dlaczego przy nim nie zostałem? Po prostu nie przypadł mi do gustu. Konfiguratory mogą być poręczne, ale nie zawsze działają jak trzeba, Zmuszenie do działania wifi to była istna mordęga, ponieważ domyślnie jest to rozwiązane dość dziwnie (a przynajmniej niestandardowo) i nie obyło się bez grzebania w plikach konfiguracyjnych SliTaza. Było też kilka innych, drobnych, acz trochę denerwujących problemów. Z drugiej strony, jakoś ciężko było wrócić do zajmującego 10 razy więcej miejsca Devuana… Szukałem więc dalej, aż w końcu natknąłem się na...

Alpine Linux

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że dystrybucja tworzona raczej z myślą o pracy na serwerach, routerach, czy w kontenerze sprawdzi się tak dobrze również jako desktop (no, powiedzmy). Pierwsze co zrobiłem, to sprawdzenie listy pakietów, i może nie ma tego dużo, ale generalnie jest wszystko co potrzeba. Oczywiście najpierw zainstalowałem system na wirtualnej maszynie, żeby zobaczyć co i jak. Po kilku minutach miałem gotowy do pracy system, a przygotowanie środowiska do budowy pakietów zajęło kolejne kilkanaście minut. Szybko przygotowałem sobie pakiet z przystosowanym kernelem, więc przystąpiłem do instalacji na maszynie docelowej.
Zaraz po instalacji Alpine zajmuje 340mb, jednak po szybkim przeglądzie większość z tego zajmował kernel oraz firmware (prawie 300mb). Po podmienieniu tych pakietów na moje, system zajmował niecałe 60mb, a więc tyle, co SliTaz. Po instalacji i konfiguracji całość zajęła około 360MB, a więc znośnie. Zużycie pamięci to 10MB w trybie tekstowym (z włączonym wpa_supplicant), około 25MB w trybie graficznym. Wszystko działa całkiem żwawo (jak na możliwości sprzętu), konfiguracja jest prosta, przyjemna i bezproblemowa.
Chyba jedyny problem jaki napotkałem, to domyślnie wyłączony wpa_supplicant przy starcie systemu (mimo skonfigurowania sieci wifi podczas procesu instalacji). Czasami we znaki może się też dawać niewielka ilość pakietów (chociaż przy tak „skromnej” konfiguracji nie jest to wielki problem).

Tak więc, co wybrać?

Wszystko zależy od preferencji użytkownika. Jeżeli komuś zależy na ogromnej ilości skompilowanych pakietów, nie boi się czasem pogrzebać w konsoli oraz nie ogranicza go zbytnio pojemność dysku, Devuan GNU/Linux.

Jeśli ogranicza Cię miejsce, nie przeszkadza Ci używanie narzędzi z projektu BusyBox zamiast GNU i potrafisz skonfigurować system od podstaw, Alpine Linux.

Jeśli nie przeszkadza Ci wiek pakietów, a na widok konsoli włosy na karku stają dęba i oblewa Cię zimny pot, SliTaz będzie dobrym wyborem.

Na zakończenie

Ostatecznie lista pakietów trochę się zmieniła w porównaniu do tego co podałem wyżej. Wersja jądra to 4.12.6, zamiast OpenBoksa używam JWM, rxvt-unicode zamieniłem na st, a system plików na JFS (domyślnie ani SliTaz ani Alpine nie oferują takiej możliwości). System dostał lekkiego kopa, a i zajmuje odrobinę mniej. Poniżej załączam parę obrazków, bo jakoś ich brakowało. Pozdrawiam i zapraszam do kolejnych wpisów (chociaż najbliższy zapewne znowu pojawi się za kilka miesięcy...).

Jeszcze drobne uzupełnienie (i korekta) specyfikacji

Tak więc mamy do czynienia z:


  • procesor: Intel Pentium II Mobile (Deschutes), 266MHz, 32kB cache L1, 512KB cache L2 (taktowany połową prędkości rdzenia)
  • pamięć: 64MB SDRAM 100MHz (wg dmidecode obsługuje max 128MB)
  • karta graficzna: Neomagic Magicgraph 128XD (tu udało mi się dotrzeć do takiej strony )
  • dysk: Fujitsu Siemens MHD-2032AT 3,25GB (max 18GB w Ultra DMA)
  • ekran: 12.1” o rozdzielczości 800x600
  • 87-klawiszowa klawiatura z osadzoną klawiaturą numeryczną
  • wymiary: 320mm x 255mm x 38mm
  • waga: 3.1kg (z baterią)

 

linux sprzęt hobby

Komentarze