Fight Night: Champion

Strona głównaFight Night: Champion
14.03.2011 15:26
Redakcja
Redakcja

Pewne sportówki od EA mają się od lat bardzo dobrze. Takiej ostatniej piłce nożnej „elektroników” ponownie udało się ustawić poprzeczkę wyżej i choć na pierwszy rzut oka zmian wprowadzono niewiele, tak po kilku meczach da się odczuć, iż FIFA 11 poszła oto bardziej w symulację. Inną popularną, idącą do przodu serią jest Fight Night. Round 4 dało nam realistyczny wgląd w sytuację panującą na ringu podczas walki - krew, pot oraz zachowanie się legend otrzymujących raz za razem potężne ciosy oszałamiały nawet osoby boksem na co dzień niezainteresowane. Czy Champion znowu je znokautuje?

Przygodę na ringu warto rozpocząć od tytułowego trybu, chociaż ten grający pierwsze skrzypce poprzednio, kiedy stawaliśmy się własnym menadżerem, też jest obecny - acz w moim odczuciu robi wyłącznie za dodatek. Przyjęto trochę inny kierunek. Teraz to nie sławne nazwiska mają stanowić o sile produktu, a dopracowany wątek fabularny. Przy jego tworzeniu raczej nie wzorowano się na filmach pokroju Rocky czy Wściekły Byk, gdzie Sylvester Stallone oraz Robert De Niro stworzyli niezapomniane role, niemniej po poznaniu historii Andre Bishopa na myśl przyszedł mi Rubin Carter, czyli Denzel Washington w Huraganie. Opowieść o niesłusznie oskarżonym pięściarzu pasowała jakoś po prostu jak ulał…

Fabuła jest relatywnie krótka i to chyba jej jedyny większy minus - droga na szczyt wiedzie przez zestaw starć, które sprawny gracz ukończy w pięć czy sześć godzin. Opowieść zaczyna się niepozornie. Andre i Raymond, dwójka osieroconych braci, trafia pod skrzydła wiekowego już trenera. Starszy (w niego się wcielamy) szybko zaczyna odnosić spore sukcesy, co z kolei zwraca uwagę rekinów bokserskiego biznesu. Za wszelką cenę chcą go promować. Odmowa kończy się źle dla głównego bohatera - zostaje wrobiony w napaść na funkcjonariusza i trafia do więzienie na pięć długich lat. Po wyjściu okazuje się, że w branży sporo się pozmieniało, ale przede wszystkim pieczę nad karierą rodzeństwa ma ten, który nas "posadził"... Andre ze swoją więzienną przeszłością musi się teraz sporo namęczyć, aby udowodnić, iż nadal jest naprawdę dobrym zawodnikiem.

350006331916445633

Scenariusz autorstwa Willa Rokosa udanie ukazuje postać starszego z braci Bishop, jego rozterki, ciężki okres w „kiciu”, plus powrót na ring. Losy pięściarza śledzić będziemy nie tylko w czasie jego występów na wielkich, komercyjnych galach boksu, ale również w więzieniu. Ten epizod wprowadza też spore zmiany do samego sposobu gry - z grzecznego medalisty wagi średniej przeistoczymy się w wytatuowanego, zarośniętego twardziela. W końcu przybędzie nam kilka kilo, a co za tym idzie trafimy do innej kategorii. Z uwagi na środowisko nie obejdzie się rzecz jasna bez kilku niesportowych zagrywek - da się przyłożyć przeciwnikowi z główki, albo celowo uderzyć w krocze. Są ponadto gesty mające wytrącić konkurenta z równowagi. Metody te możemy stosować później na prawdziwym ringu, ale sędzia nie będzie tak pobłażliwy, jak ten za kratkami...

[break/]Niekiedy w czasie pojedynków wypada wykonywać odpowiednie zadania. Chodzi na przykład o ochronę szwów na łuku brwiowym, bo gdy otrzymamy za dużo ciosów ogłoszony zostaje techniczny nokaut i koniec gry. Innym razem Andre przez wyprowadzenie niefortunnego ciosu łamie prawą rękę - w tym wypadku atak tą pięścią zmniejsza odporność naszego zawodnika, więc należy ją oszczędzać. Jest też problem z przekupnym sędzią, który każdą szarżę na korpus przeciwnika uzna nam za cios poniżej pasa... Podobnych akcji jest wiele, trzeba odpowiednio dostosować do nich technikę walki. Między starciami mamy czasem opcję treningów na sali, acz stanowią one raczej bezużyteczny bonus. Bokser wykonuje narzucone przez trenera sekwencje, lecz to nie ma wpływu na statystyki. Niemniej podczas „naparzania” w worek usłyszymy cenne uwagi odnośnie kolejnego wroga.

350006331916642241

Tak, da się odczuć, że Fight Night: Champion to ukłon w stronę graczy tak zwanych niedzielnych. Śledzenie losów Bishopa to jedna rzecz, drugą jest tu sterowanie. Każdy może śmiało chwycić za pad, ustawić poziom trudności na najniższy i odnosić sukcesy na ringu. Zamiast dla wielu niewygodnego wychylania prawej gałki, w celu wyprowadzenia odpowiednich ciosów, skupimy się "klasycznie" na przyciskach. Sierpy czy proste wykonuje się oto bajecznie łatwo, podbródkowe wymagają klepnięcia dwóch literek, różnych w zależności od ataku prawą i lewą ręką. Alternatywne "machane" sterowanie działa równolegle, ale aby wszystko było tip top dobrze jest rzucić okiem na opcje, gdzie dokonamy kilku zmian, żeby wyświetlane ikony i wszelkie polecenia nie tyczyły się domyślnej konfiguracji. Wyraźne są ponadto pewne ułatwienia - wyeliminowano wymierzanie razów w zwarciu, ale też nie jest to element, który jakoś przypadł mi do gustu w Round 4.

Poza ciekawą historią w Champion Mode, nowy Fight Night kryje kilka innych interesujących opcji. Legacy Mode zostało stworzone z myślą o fanach prawdziwego boksu, z udziałem autentycznych zawodników. Z miejsca możemy wybrać swojego ulubionego pięściarza, albo "zmontować" własnego i zacząć jego mozolne szkolenie. Bierzemy udział w losowych walkach, a za to, jak się spiszemy na ringu, otrzymujemy punkty doświadczenia. Te posłużą nam do polepszenia statystyk podopiecznego - zadbamy między innymi o odporność, wytrzymałość poszczególnych partii ciała czy siłę ciosów. Training Games to natomiast seria mini gier, które pomogą nam nieco podszkolić umiejętności - w tym trybie da się wyćwiczyć niemal każdy fragment walki. Niezwykle przydatne są tu lekcje trzymania się na dystans lub punktowania przy naprawdę niskim poziomie "staminy". Są ponadto sparingi, albo ćwiczenia kombinacji i uników z workiem.

350006331916838849

Podobnie jak w Fight Night Round 4, także w Champion nie zabraknie gwiazd ringu. Większość zawodników zagościło już w poprzedniej odsłonie bokserskiej serii EA, nowych twarzy jest raczej jak na lekarstwo. Najwięcej słynnych nazwisk znajdziemy naturalnie w wadze ciężkiej - Mike’a Tysona, Muhammada Ali, Lennoksa Lewisa, Evandera Holyfielda czy też braci Klitschko (Vitali i Wladimir) zna prawie każdy. Choć do obsady dochodzą potem fikcyjni bohaterowie Champion Mode (między innymi Isaac Frost oraz Andre Bishop w kilku wariantach), rzecz nie rekompensuje braku polskich pięściarzy. Pocieszyć może jednak fakt, że gra poza możliwością stworzenia oraz wymiany bokserów oferuje także wewnętrzny sklep, trzebawięc cicho liczyć, iż Kanadyjczycy dostarczą „naszych” w późniejszym terminie. Bitki po sieci są, ale tryb nie dopasowuje nam przeciwników na podobnym poziomie. W praktyce oznacza to, iż często w drugim narożniku stanie weteran. A nokaut w pierwszej rundzie to żadna frajda...

[break/]Wizualnie nowy Fight Night to ponownie klasa sama w sobie. Zawodnicy prezentują się fantastycznie. Mamy liczne szczegóły, począwszy od kropli potu spływających po ciele boksera, poprzez krew, a na sińcach kończąc. Electronic Arts odrobiło też lekcję z anatomii, co da się zauważyć po tym, jak sportowcy reagują na kolejne ciosy. Widać także zmęczenie, gdy pasek "staminy" jest na wyczerpaniu - pięściarz porusza się ociężale, jego uderzenia ześlizgują się po mokrej skórze przeciwnika. Ogólnie gra posiada wszystkie plusy Round 4. Ale niestety nie wyzbyła się i wpadek. Miejscami kuleje detekcja kolizji obiektów, co zakłuje w oczy na powtórkach. EA Canada nadal też nie dopracowało otoczenia wokół ringu - w tle często świecą pustki. Nie czuć euforii podczas gali bokserskiej.

350006331917035457

Swoje za uszami ma również część audio, ale zacznijmy od pozytywów – na ścieżce dźwiękowej usłyszymy nie tylko kawałki przywodzące na myśl filmową sagę Rocky, lecz też trochę rapu, hip-hopu oraz rocka. EA Trax to w sumie 23 utwory różnych wokalistów, z których warto wymienić przede wszystkim takie kapele jak N.E.R.D. czy The Roots. Każdy kawałek da się wykorzystać jako podkład w czasie sceny wchodzenia na ring naszego ulubieńca. Minusy? Komentatorzy mają zdecydowanie za mało do powiedzenia. Kiedy walka trwa sześć czy osiem rund możemy być pewni, że pojawią się kilkukrotnie te same teksty. Ot, sportowi dziennikarze niemal w każdym starciu opowiadają, jakiego to wielkiego postępu dokonał Andre Bishop od czasu pobytu za kratkami. Uwagi odnośnie jego techniki przeniesionej z wagi średniej do ciężkiej też po pewnym czasie zaczynają irytować.

350006331917166529

Fight Night to nadal monopolista w swoim gatunku, więc Championa wypada porównać tylko do poprzedniej części. Round 4 oszołomiło mnie niewiarygodnie realistyczną grafiką, ale przez koślawe sterowanie nie bawiłem się super dobrze. W przypadku najnowszego dzieła EA Canada wizualnie to nadal majstersztyk, zaś ciosy mogę teraz wyprowadzać nie tylko za pomocą gałki, ale także przycisków - grało mi się więc zwyczajnie lepiej. Tytuł dostarczył mi do tego coś ponad zwykły boks – porywającą fabułę. Historia Andre jest świetnym urozmaiceniem dla „niedzielnego gracza”. Poza tym, przez dorzucenie zróżnicowanych zadań do zabawy nie wkrada się też nuda. No i dawno nie odczuwałem takiej presji, jak tu - każde wyjście na ring powodowało przypływ adrenaliny, zaś położenie przeciwnika przed czasem niesamowitą ulgę… Ten tytuł powinni nabyć nie tylko wielbiciele tego sportu, ale również Ci chcący przeżyć wciągającą przygodę.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)