Wymiana karty na microSIM w Orange i nabijanie klientów w butelkę

Rzadko kiedy zdarza mi się, że ja- osoba świadoma, oczytana, ‘obcykana’ w nowościach, daję się naciągnąć. No cóż, kiedyś musiał nadejść ten dzień.

Kupiłam nowy telefon. Super nowy wypasiony smartphone. Nie doczytałam przed zakupem w specyfikacji, że potrzebna jest do niego karta microSIM, więc jak telefon miałam już w domu musiałam lecieć biegiem do salonu mojego operatora, żeby dowiedzieć się co i jak muszę zrobić, żeby dostać taką kartę. No bo przecież czekać nie można skoro nowa zabawka tylko czeka, żeby ją włączyć.

Początkowo konsultantka zaproponowała mi przycięcie mojej starej karty SIM do żądanego rozmiaru. Jednak po włożeniu karty do ‘maszynki’ do przycinania okazało się, że chip w karcie jest za duży i może zostać uszkodzony (wtedy lipa- numer nie do odzyskania), więc się nie zgodziłam. Konsultantka w takim razie poinformowała mnie, że może dokonać wymiany, jednocześnie pytając czy mam telefon na kartę czy abonament (posiadam Orange Free na kartę). Stwierdziła, że jak mam na kartę to muszę koniecznie podpisać umowę na 12 miesięcy i co miesiąc doładowywać konto kwotą minimum 25 zł- wtedy będzie mogła wymienić mi kartę na microSIM. Jako że standardowo doładowuję konto co miesiąc tą kwotą, zgodziłam się. Obsługa w salonie przebiegła bez problemu, nowa karta została aktywowana zanim zdążyłam dojechać do domu. W czasie wizyty w salonie druga konsultantka, która znajdowała się w salonie przy innym stanowisku co jakiś czas głupio podśmiechiwała się pod nosem. W pierwszej chwili pomyślałam, że może przeczytała coś śmiesznego w internecie, jednak po powrocie do domu mąż uświadomił mnie, że mogłam zostać naciągnięta na umowę i wszystko powoli zaczęło układać się w sensowną całość. Dla rozwiania moich wątpliwości 14 listopada br. napisałam na Twitterze do Orange Polska. Okazało się, że nie muszę żadnej umowy podpisywać, jedyne co to muszę mieć zarejestrowany numer. Mój numer jest zarejestrowany u operatora, ponieważ przenosiłam go do Orange kilka lat temu z Play.

Po raz kolejny poczułam się zniesmaczona tym w jaki sposób traktowani są klienci Orange. Konsultanci kłamią ludziom w żywe oczy, byleby napchać sobie kieszenie- tego pewnie uczą ich na szkoleniach- wiadomo ;-) Mój mąż kilka lat temu również został naciągnięty na umowę (poinformowano go, że nie można przenieść numeru z karty na kartę, tylko z karty na abonament lub mix-co oczywiście było nieprawdą, bo ja kilka miesięcy później bez problemu przeniosłam tak swój numer). Doładowuję swoje konto regularnie kwotą 25 zł, więc sam fakt istnienia umowy nie zrobił mi dużej różnicy, jednakże kłuje mnie to jak jesteśmy traktowani. Praktyki stosowane przez PTK Centertel są według mnie nieetyczne i noszą znamiona nieuczciwych praktyk rynkowych. Czując wielką niesprawiedliwość, 15 listopada wysmarowałam za pośrednictwem Orange on-line skargę na obsługę w salonie.

Minął jeden dzień od złożenia skargi. Dziś rano otrzymałam smsa, że moja 'reklamacja' została rozpatrzona pozytywnie. Czym prędzej wskoczyłam na maila, żeby przeczytać co ciekawego wysmarowali i się zdziwiłam. Totalnie. Nie dość, że zostałam przeproszona za zaistniałe oszustwo to jeszcze umowa została anulowana, a na moje konto wpłynęło 25 złotych w ramach rekompensaty. Szok totalny tym bardziej, że pisząc ową skargę nie prosiłam o nic. Dodatkowo upewniono mnie, że

procedura wyrobienia duplikatu karty SIM nie musi wiązać się z podpisaniem umowy lojalnościowej w jakiejkolwiek ofercie.

Fajnie, że Orange pokazuje od czasu do czasu swoją ludzką twarz, jednak wolałabym żeby takie sytuacje, nie tylko mi, zdarzały się jak najrzadziej. Jeśli jesteśmy przekonani, że coś jest nie tak należy walczyć o swoje prawa. Przez 2 lata pracowałam w biurze Powiatowego Rzecznika Konsumentów i wiem jak działają operatorzy na naszym rynku, ile osób nie potrafi sobie poradzić z nimi i przez to częstokroć się poddają. 

Komentarze