Wypowiedzi przedstawicieli DuckDuckGo zostały opublikowane za pośrednictwem oficjalnego konta wyszukiwarki na Twitterze. Najlżejszym określeniem, jakim można je skomentować, jest tyrada – na Google nie zostawiono suchej nitki. Gwoli przypomnienia – po nałożeniu kary, Google zapowiedziało apelację. Sundar Pichai w oficjlanym stanowisku starał się przekonać, że to właśnie „ekosystem” Google jest najbardziej otwarty, że pluralizm i wolność wyboru to podstawy, na których został zbudowany Android. Te zapewnienia zostały jednak bezlitośnie odparte przez DuckDuckGo, które przez lata na własnej skórze przekonało się, że aby konkurować z Google potrzeba nie lada wytrwałości.
Według DuckDuckGo, uzasadnienie kary nałożonej na potentata to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Google ma się bowiem nie ograniczać w swoich praktykach monopolistycznych do Androida. W zeszłym roku Google (oczywiście nie z własnej woli, lecz w obawie przed Komisją Europejską właśnie) wprowadziło do Chrome’a możliwość zmiany domyślnej wyszukiwarki. Szczególnie zabawnie wyglądało to w Polsce – obok Google dostępny jest do dziś wyłącznie Bing i… Onet, który przecież korzysta z silnika Google. DuckDuckGo z całą pewnością ma podstawy pytać, dlaczego jedna z najpopularniejszych wyszukiwarek internetowych była tutaj skrupulatnie dyskryminowana.
Równie wiele zapewnianej przez szefa Google „wolności” było w zakresie konfiguracji widżetu, jaki wyświetlany jest na ekranach głównych miliardów urządzeń z Androidem. DuckDuckGo zauważyło także, że po każdorazowej aktualizacji rozszerzenia DDG dla Chrome’a, przeglądarka pyta, czy przywrócić domyślne ustawienia wyszukiwania, co oczywiście skutkowało wyłączeniem rozszerzenia. Cios poniżej pasa? Otóż nie – najlepsze przedstawiciele DuckDuckGo zostawili na koniec. Google od 2011 roku jest w posiadaniu domeny duck.com, weszło jej w posiadanie części firmy On2 (wcześniej Duck Corpopration). Przez lata po przejściu pod ten adres, mimo wielu apeli i ofert kupna ze strony DuckDuckGo, trafiało się do wyszukiwarki Google.
Dziś, po tygodniu na pewno dla Google ciężkim, w końcu się to zmieniło – komunikat wyświetlany na duck.go zawiera już informację, sugerującą, że odwiedzającemu chodziło może o DuckDuckGo. Nikt chyba nigdy nie miał wątpliwości, że dla Google na drodze do zadowalania swoich udziałowców priorytetowe będą zasady fair-play, niemniej punktujące korporację tweety DuckDuckGo po raz kolejny odsłaniają prawdziwe mechanizmy działania Doliny Krzemowej. Czy nałożona przez Komisję Europejską kara może cokolwiek w tej kwestii zmienić? Na to pytanie niech każdy lepiej odpowie sobie sam.