Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Przewodnik po Sailfish OS 2.0


W dzisiejszych, jakże specyficznych czasach, megakorporacje skupiają się na wciskaniu usług, które przy każdej okazji z telefonów użytkowników wysysają dane. W tej kategorii nie ma lepszych, są tylko źli i gorsi. Część świadomych użytkowników zatem oczekuje platformy programowej w telefonie odciętej od tego rodzaju praktyk. Można zadbać o siebie w tym względzie na różne sposoby, acz o gotowy, współczesny produkt jest relatywnie trudno.

W ramach portalu dobreprogramy pośród komentarzy dało się wyczytać, że słuchawkę firmy Jolla czy też kontakt z samym Sailfish OS ktoś gdzieś ma, niemniej próżno było szukać wpisu, który mógłby ukazać choć namiastkę tego systemu w akcji. Mnie ciekawość zżerała do tego stopnia, że postanowiłem w końcu sprawdzić Sailfish OS na własnej skórze. I tak oto długo oczekiwany wpis przez niektórych czytelników wreszcie się skrystalizował i ostatecznie przybrał materialną formę.

Na koniec wstępu drobna uwaga. Nie udało mi się umieścić zrzutów ekranów w pełnej krasie w ramach tego bloga, dlatego pod każdym z nich widnieje link do grafiki w pełnej rozdzielczości bez kompresji. Z pewnością nie jest to najwygodniejsze rozwiązanie na przeglądanie obrazów, dlatego poza tym umożliwiam pobranie wszystkich grafik w jednej paczce.

r   e   k   l   a   m   a

Jak przetestować Sailfish OS?

Sposobów jest wiele. Pierwszy to możliwość zakupu słuchawki firmy Jolla. Jest to zdecydowanie najbardziej odpowiedni wybór we względzie użytkowym nie wymagający żadnych dodatkowych wysiłków. W przypadku drugiej opcji, którą osobiście wybrałem, jest możliwość uruchomienia wersji deweloperskiej na telefonie innej marki. W takim wypadku wybór jest zawsze ograniczony. Nie każda słuchawka z Androidem nadaje się do testów z różnych przyczyn i względów. Ja zdecydowałem się na Google Nexus 5 produkowany przez LG.

Mój wybór ma swoje uzasadnienie w kilku miejscach. Po pierwsze jest to słuchawka wyposażona we względnie szybką pamięć eMMC i 2GB RAM. Drugim argumentem jest fakt, że telefon bardzo fajnie się adaptuje jeśli chodzi o porty różnych systemów operacyjnych. We wszystkich, które mnie interesują jest wspierany moduł GSM. W słuchawkach konkurencyjnych nie jest to takie oczywiste. Nexus 5 pociągnie wszystkie potencjalnie interesujące mnie systemy – Ubuntu Touch, Plasma Active, Firefox OS, Maru OS.

Niestety, wpisy o tych systemach z mojej inicjatywy szybko nie powstaną gdyż mam przeszkodę w postaci leciwego monitora, który jest zdolny wyświetlać obraz tylko w rozdzielczości 720p. Mam kabel Slimport, niemniej nic z niego, gdy rozdzielczość ekranu w telefonie jest wyższa od tej, jaką zdolny jest wyświetlić mój monitor. Eksperymentowanie zaś z rozdzielczościami w telefonach odbywa się najczęściej niestety na poziomie firmware, więc szczerze przyznaję, że szkoda mi czasu na coś, przy czym bym siedzieć w ogóle nie musiał mając monitor zdolny wyświetlać wyższe rozdzielczości.

Jeśli ktoś z was zechce sprawdzić Sailfish OS w swojej słuchawce, zachęcam w pierwszej kolejności do poszukiwań szczegółów odnośnie danego portu systemu czy modelu telefonu. Może się okazać, że port systemu występuje tylko w rewizji ze starszym UI, brakuje akceleracji GPU czy nieobsługiwany może być moduł GSM.

Na koniec wspomnę, że poza wersją mobilną Sailfish OS, którą zdecydowałem się opisać, istnieje także wersja tabletowa. Do testów w tym celu może nam posłużyć Raspberry Pi 2 z dotykowym ekranem - dedykowany jest ku temu projekt SailPi. Oprócz tego możemy się pokusić przykładowo na ROM do Nexusa 7.

Na czym można testować Sailfish OS?

Do testowania samego Sailfish OS są modele telefonów lepsze jak i gorsze. Jeśli mowa o tych lepszych, prym wiodą oczywiście chińskie tygrysy – z prostego względu – w przeciwieństwie do megakorporacyjnej konkurencji, chińskie urządzenia częściej są projektowane pod kątem uniwersalnych zastosowań. Znaczna część topowych, chińskich marek skupia się na współpracy ze społecznościami parającymi się modyfikacjami Androida. Megakorpo natomiast uwielbia dusić użytkowników we własnym sosie i wiele rozwiązań potencjalnie pożądanych przez użytkowników nie pojawia się wcale lub do czasu, gdy tego nie wymusi konkurencja.

Jeśli zamierzasz pójść drogą podobną do mojej i chcesz przetestować Sailfish OS mogę polecić Ci wizytę w wiki projektu Mer. Tam opublikowana jest w tabeli lista słuchawek uruchamiających Sailfish OS. Oczywiście sama tabelka to nie wszystko, diabeł tkwi w szczegółach. Przykładowo aparat w moim Nexusie, owszem działa, niemniej już nie łapie ostrości, także radzę uważnie czytać changelogi, fora i wszystko na temat co popadnie przed podjęciem nazbyt pochopnych decyzji.

Port Sailfisha na Nexusie 5

W zasadzie niemal wszystko opisuje wcześniej wspomniane przeze mnie wiki projektu. Niemal bo na czas kiedy sam się zabrałem za wrzucanie Sailfisha do Nexusa znalazły się dwa haczyki. W skrócie instalacja portu Sailfisha na Nexusie 5 wygląda mniej więcej tak: na platformie desktopowej wgrać narzędzia do obsługi adb i fastboot, do telefonu wrzucić oprogramowanie do obsługi recovery, pobrać i kolejno wgrać CyanogenMod 11 oraz sam port Sailfish OS.

Teraz o haczykach – komenda z programem sed zawierała błąd w składni. Nie było to nic trudnego do poprawienia. Dla tych, którym wyrażenia regularne są formą abstrakcji takie oczywiste być to nie musi. W każdym razie na dzisiaj ten błąd w wiki już nie występuje. Drugi haczyk to fakt, że ponoć nie można od tak przeskoczyć z wersji 1.1.9.28 do 2.0.0.10. Aby niczego po drodze nie pokpić najlepiej aktualizować Sailfisha na Nexusie 5 wedle następującej kolejności:


  • 1.1.9.28
  • 1.1.9.30
  • 2.0.0.10

Różnice pomiędzy wersjami występują, acz tutaj pozwoliłem sobie temat uciąć. Wpis osiągnąłby zbyt monstrualny rozmiar. Zmiany są znaczne w niektórych miejscach. O różnicach, które zauważyłem postaram się wspomnieć we wpisie, natomiast tych odniesień wiele nie będzie. Ogólnie z wydaniem 1.1.9.28 spędziłem mniej niż pół tygodnia, 1.1.9.30 w zasadzie przeleciało mi przed oczami w trakcie aktualizacji, natomiast zdecydowanie najwięcej czasu spędziłem z 2.0.0.10. Generalnie we wszystkich przytoczonych przeze mnie wersjach mamy do czynienia z odświeżonym UI. Starsze UI można do dziś doświadczyć na Nokii N9 czy Nexusie 4.

Sam port Sailfisha na Nexusie 5 wspiera akcelerację GPU za sprawą czego mamy do czynienia z całkiem żwawą instancją tego systemu. Port zawiera szereg dodatkowych aplikacji przydatnych dla deweloperów. Messwerk pozwala na diagnostykę i interakcję ze sprzętowymi modułami telefonu. Components wizualnie reprezentuje elementy, na których opiera się całe UI. Poza tym mamy bezpośredni dostęp do terminala. Mając dostęp do tych narzędzi deweloperzy mogą przemyśleć najróżniejsze aspekty interakcji z użytkownikami czy też w bardziej efektywny i ergonomiczny sposób przeportować aplikację z innego środowiska.

Deweloperski build z Nexusa 5 w stosunku do stockowego firmware z telefonów Jolla odróżnia brak oficjalnej aplikacji z mapami oraz nieobecność oficjalnie wspieranego launchera aplikacji Androida. Co do pierwszego przypadku, zdaje się, że na tę niedogodność powstała aplikacja Poor Maps acz sama jej nazwa jest chyba wystarczająco wymowna. Co do aplikacji Androida ponoć nie jest tak najgorzej. Piszę ponoć bo akurat tego nie sprawdzałem. Nie widzę w ogóle sensu opisywania aplikacji Androida w systemie dla deweloperów, który z zasady nie stanowi gotowego produktu. W każdym razie na Nexusie 5 zawsze mamy opcję aby zrobić multiboot.

Aplikacje i sklep

Jak się pewnie domyślacie, w systemie mobilnym nie ma ważniejszych aplikacji od dialera czy czegoś do pisania sms. Dobra wiadomość jest taka, że moduł GSM w porcie Sailfish OS 2.0 na Nexusie 5 działa, natomiast zła wiadomość jest taka, że nie miałem po ręką karty w formacie micro SIM do testów w polskiej sieci. W każdym razie udało mi się odebrać rozmowę i sms. Podejrzewam, że z tym w drugą stronę również nie będzie problemu. Niestety, obsługi MMS też tym razem Wam nie pokażę, no ale a nóż zrobi się koncert życzeń w komentarzach i będzie to pretekst na drugą część wpisu;)

Klawiatura w aplikacji do pisania sms jest strasznie niepozorna. Gdy pierwszy raz ją ujrzałem, zadałem sobie pytanie, jak ja mam na czymś takim pisać? Przy pięciu calach i wielkości moich dłoni okazało się, że to najwygodniejsza dotykowa klawiatura, z jaką miałem jak dotąd do czynienia – zarówno w pionie jak i poziomie.

Kalkulator w moim odczuciu trochę bardziej zrobiony jest na design aniżeli na ekspozycję danych. Jak widać już przy trzech prostych operacjach cyfry wylewają się poza ekran. Plus jego jest za to taki, że nie nabierał się na proste, matematyczne prowokacje;) Wbrew pozorom – istnieją i takie kalkulatory, które nie przechodzą tym podobnych prób;)

Z tego co wiem, a nie wiem na ile te wiadomości są aktualne, w Sailfish OS nie ma dostępu do sklepu z aplikacjami z poziomu przeglądarki internetowej. Z dobrych wiadomości mam do przekazania fakt, że aplikacje w sklepie w znacznej części tak na prawdę stanowią projekty Open Source, często publikowane ramach Githuba.

Często problematycznym i drażliwym tematem jest kwestia zachowania się danej aplikacji na zmiany orientacji. W tej kwestii Jolla wedle mnie spisała się na poziomie. Zarówno z poziomu SDK jak i systemu w tym względzie nie ma problemu. Ostatecznie deweloperzy jednak decydują się na pracę aplikacji w danej orientacji i tu niestety, użytkownik na takie decyzje nie ma wpływu.

W każdym razie jak widać, przystosowany do pracy w orientacji poziomej jest app grid jak i na przykład aplikacja do pisania sms. Z drugiej strony aplikacja kalkulatora niezdolna jest do pracy w poziomie. Przy takiej ekspozycji danych trochę jednak szkoda.

Ambience

Atmosfera to element Sailfish OS, który wedle mnie jest specjalnością firmy Jolla. Jak wiele wykreowano mobilnych systemów operacyjnych, tak wiele powstało kompromisów i uchybień na tym polu i jak się okazuje, szczególnie megakorporacje pod tym względem mają powody do popadania w kompleksy.

Podejście fińskiego startup-u jest proste, ale nie prostackie. Nie od dziś wiadomo, że nie jeden ojciec uwielbia wrzucić na tapetę zdjęcie swojego pryszczatego syna. Nie ma co się zatem dziwić, że taki widok dostarczy w najlepszym razie przeciętnych wrażeń wizualnych, niemniej koncepcja Ambience polega na dostosowaniu całego UI do zdjęcia przewodniego, które ustali to sobie użytkownik.

Brzmi to nadal przerażająco prosto i niezbyt nadzwyczajnie. Co powoduje zatem, że Ambience jest uznawany przez wielu estetów za coś, co jest warte przysłowiowej świeczki? Otóż diabeł tkwi w szczegółach. Po pierwsze jak wszyscy wiemy, nie wszystkie kolory komponują się ze sobą w sposób sprzyjający poczuciu naszej estetyki. Kompozycje w takim i jeszcze gorszym stylu oferuje m$ w swojej najnowszej windzie.

Jolla podchodzi do tematu bardziej ambitnie i zamiast na ślepo pobierać próbki ze zdjęć i wstawiać losowe kolory gdzie popadnie, najprawdopodobniej posługuje się teorią koloru. Tak, jest coś takiego jak teoria koloru i stosunkowo łatwo nawet ją opisać algorytmami. Wystarczy poobserwować trochę przyrodę i znajdziemy wiele odpowiedzi na to co z czym kolorystycznie się łączy i jak.

Oczywiście nie wszystkie atmosfery generowane są idealnie, niemniej na wypadek wątpliwości co do słuszności wyboru przewodniego koloru, mamy do dyspozycji suwak, w którym można zmienić barwę. Zazwyczaj za ten stan rzeczy raczej należy winić fotografa, a nie algorytm, bo amatorscy fotografowie mają tendencję do zepsucia rzeczy najbardziej podstawowych i najprostszych. Dopasowanie nie ogranicza się do doboru tylko wyznaczonego koloru, wiele różnych elementów w Sailfish OS oddzielonych jest zupełnie innym tonem, także choć w ramach jednej atmosfery kolorów dopasowuje się kilka, to tylko barwę przewodnią można zawsze zmienić ręcznie wedle własnego uznania.

Oczywiście Ambience nie ogranicza się tylko do tonalnych dopasowań. Do tego nakładane są tekstury, efekty i filtry. Dzięki nim z całkiem przeciętnego zdjęcia potrafi się często zrobić całkiem śliczne cacko. Jeszcze raz w tym miejscu namawiam do przejrzenia udostępnionych przez mnie zrzutów, albowiem są to nieskompresowane grafiki w natywnej rozdzielczości i zupełnie inaczej oddają sedno tematu.

Na koniec mały tech-tip. Zasadniczo można dobrać każde zdjęcie w dowolnych proporcjach i tu system nie nakłada na użytkownika żadnych ograniczeń. Minusem w tym wszystkim jest fakt, że jeśli będzie to zdjęcie panoramiczne, to jego kadr nie zmieści się w pełni powierzchni ekranu. Dogrzebałem się więc do tapety z Atmosfery o nazwie Wolność i pozwoliłem sobie ją wyciągnąć z systemu. Okazało się, że aby unikać takich kompromisów warto zachować konwencję co do proporcji w skali 1:1 oraz rozdzielczości o rozmiarze 2048x2048 pikseli. Poza rozdzielczością trzeba zadbać o kadr uwzględniając orientację w pionie i poziomie. Efekt? Sami widzicie na przykładzie kilku Atmosfer opublikowanych w ramach tego bloga.

Multitasking i praca ze schowkiem

Kolejnym atutem Sailfish OS jest multitasking. Większość mobilnych systemów operacyjnych ucieka się do najróżniejszych sztuczek otumaniających użytkowników w kontekście multitaskingu. Kuriozalnie więc, często wielozadaniowość w komórce ogranicza się do przełączania aplikacji. Prawda jest taka, że przełączanie kilku aplikacji na krzyż jest zaprzeczeniem wielozadaniowości, bo ta polega na tym, że obrębie kilku aplikacji można dokonywać określonych zadań czy czynności w interakcji nie tylko z użytkownikiem, a przede wszystkim z systemem. Choć zaczęło się to ostatnio zmieniać, choćby w najnowszym Androidzie, to do tej pory w wielu mobilnych systemach był to tylko pic na wodę, fotomontaż.

Najgorzej pod tym względem zdecydowanie wypada tu produkt od małych i miękkich. Może i był okres, w którym to coś kulało się nawet na 256MB RAM, ale to było przełączanie aplikacji dla samego przełączania. Żaden tam multitasking.

Pierwszym i najbardziej namacalnym przykładem na obecność wielozadaniowości z prawdziwego zdarzenia w Sailfish OS przedstawię na przykładzie terminala i otwartych aplikacji systemowych. Przykładowo możemy otworzyć aplikację galeria oraz terminal. W tym drugim możemy posłużyć się przykładowo curl i pobrać do katalogu domowego dowolny obraz. Po wydaniu tej komendy i po szybkim powrocie do ekranu otwartych aplikacji, galeria w czasie rzeczywistym odświeży nam widok miniatur dodając przed chwilą pobraną grafikę.

To samo tyczy się wszelkich innych działań z poziomu terminala mających wpływ na działanie systemowych aplikacji w czasie rzeczywistym. Oczywiście jest to najbardziej banalny, niewyszukany przykład. Daleko bardziej zaawansowane i kompleksowe operacje można bowiem wykonywać jednocześnie w kilku otwartych na raz oknach terminala.

Następnym przykładem jest schowek. Jego zasięg jest spory, acz tu widać, że prace nie tylko nad przeglądarką internetową nie ustały. W tej chwili w jej obrębie nie można kopiować treści poza odnośnikami. Przypominam, że mam do czynienia z wydaniem deweloperskim i nie wiem czy przypadkiem z przeglądarką nie jestem o kilka wersji do tyłu w stosunku do produktu konsumenckiego.

Sam schowek świetnie się sprawuje w pozostałej części mobilnego systemu operacyjnego. Możemy kopiować z lub do notatnika, kalendarza, klienta poczty, komunikatora czy terminala. W samym zaś terminalu jak wiadomo możemy manipulować ciągami danych. To nie wszystko, UI terminala daje dostęp także do operacji na URL-ach. Jak widać spektrum to jest obszerne jak na mobilny system operacyjny.

Reasumując – wedle mnie w mobilnych systemach operacyjnych pojęcie multitaskingu zawsze będzie mniej lub bardziej ułomne, na dzisiaj odstępstwem od tego może tu być jedynie zastosowanie systemu GNU/Linux na pierwszym planie, udostępnienie terminala czy dodanie trybu do pracy na desktopie po wpięciu kabla w telefon i monitor.

Kalka pomysłu z Redmond żywcem skopiowana od znacznie starszej koncepcji Convergence w wykonaniu Canonical, jest jedynie nieudaną odbitką. W koncepcji m$ ograniczono wszystko co tylko się dało ograniczyć, natomiast Convergence Canonicala jest żywym, znanym nam z desktopu zwykłym GNU/Linuksem. Wedle mnie wielozadaniowość jest z perspektywy człowieka czymś, co zwiększa produktywność dając większe możliwości, a nie je ogranicza.

Przeglądarka internetowa

Kolejnym, wedle mnie niepodważalnym atutem Sailfish OS jest wbudowana w system przeglądarka internetowa. Na tym polu ostatnio nie ma za wiele dobrych wyborów, ogryzki i m$ usiłują ciągnąć na swoją stronę forsując wynajdywanie koła na nowo.

Te praktyki ograniczają się do pozyskiwania i monetyzowania informacji przepływających w takiej przeglądarce, niezależnie od tego czy projekt takiej przeglądarki w rękach megakorporacji będzie otwarty czy też nie. W skrócie nowe przeglądarki w takim wypadku nie powstają w wyniku potrzeb użytkowników, a potrzeb korporacji.

O webkicie chyba zbyt wiele nie trzeba pisać. Jest on wszędzie i poza tym, że z użytkowania takiej przeglądarki korzyści może czerpać Google, to do "elitki" w tym biznesie starają się wstrzelić starzy wyjadacze, którzy zostali zepchnięci ostatnio na boczny tor, rzecz jasna poprzez doczepianie dodatkowych usług w webkitową przeglądarkę.

Mi zależy na swobodzie i do tego przyzwyczaił mnie Firefox. O Sailfish OS przed testowaniem czytałem sporo, ale nigdzie nie doczytałem na bazie czego powstał web browser. Uwagę mi zwrócił dopiero User Agent mojego własnego komentarza. Tak, Sailfish OS jest wyposażony w sailfish-browser, który opiera się o silnik Gecko.

Mobilne przeglądarki przynoszą często liczne kompromisy, szczególnie świadomi użytkownicy są tu ograniczani, gdyż nie mamy dostępu do tak szerokiego spektrum konfiguracji, do jakiego przyzwyczajenie jesteśmy na desktopach. Przykładem niechaj będą chociażby typy MIME. Jakież było moje zdziwienie – w pozytywnym sensie tego słowa znaczeniu – gdy udało mi się wywołać widok z obrazka poniżej...

Jakość wyświetlanych treści zależna jest od autorów witryn. Nie od dziś wiadomo, że bitmapowe grafiki fatalnie się skalują – dlatego na przykład logotyp warto umieścić w formie wektorowej. Nasz serwis w odsłonie mobilnej, niestety, wraz z co raz to większymi rozdzielczościami ekranów, prezentuje się co raz to bardziej przeciętnie. Na szczęście można przełączyć się do widoku komputerowego, dzięki czemu portal prezentuje się już okazale.

Od strony użytkowej dla mnie najważniejszym jest fakt, że nie ma problemów z obsługą stron nastawionych na nowe technologie takie jak HTML5, CSS3 czy java script. Wiele przeglądarek w starszych systemach mobilnych pod tym względem się wykrusza. Oczywiście znalazły się i błędy, które paradoksalnie w początkowym wydaniu nie występowały, a zaczęły występować w późniejszych. Mowa tu o nieoczekiwanym "przesuwaniu" się dotyku, co ma miejsce po przeskalowaniu stron.

Zauważyłem także, że w wydaniu 1.1.9.28 tekst w formularzach nie był ostylowany, a w wydaniu 2.0.0.10 już jak najbardziej tak. Pamiętajmy jednak, że to deweloperski port systemu i takie niuanse w systemach o takim przeznaczeniu są na porządku dziennym. Nie sprawdziłem też jak się ma odtwarzanie filmów w przeglądarce ze względu na prędkość połączeń. Na chwilę obecną do testów korzystam z Aero. W każdym razie do tego celu istnieją dedykowane temu aplikacje.

Konfiguracja i preferencje

Ustawienia w Sailfish OS 2.0 są bardzo czytelne – widok na liście opisu każdej z opcji uprzedza wektorowa ikona, sprawia to, że interfejs bardzo pięknie się skaluje praktycznie do każdej rozdzielczości bez powikłań.

W stosunku do wcześniejszego wydania systemu to tu najwięcej zaszło optycznych zmian. Przede wszystkim zmienił się ekran powiadomień, który teraz jest jeszcze bardziej rozbudowany i możemy go jeszcze swobodniej konfigurować. Można się czepiać jedynie do tego, że ekran powiadomień rozdrobnił się jeśli chodzi o nazewnictwo i oprócz powiadomień mamy wydarzenia. Ustawienia nie sąsiadują bezpośrednio z wydarzeniami czy też powiadomieniami, co dla niektórych może być kłopotem.

Na komunikację w relacji komputer-telefon nie ma co narzekać. W ustawieniach bowiem mamy dojście do narzędzi dewelopera. Z tego miejsca można ustalić adres IP do połączeń telefonu z komputerem poprzez USB. Możemy włączyć obsługę SSH, a także wygenerować lub zdefiniować samemu hasło do tego celu. Nie mamy więc z góry predefiniowanych haseł do konta o wyższych uprawnieniach w systemie, co zapewne ma wpływ na bezpieczeństwo. Jeśli ktoś korzysta lub chce korzystać z terminala, jest to sekcja, której nie da się pominąć czy przeoczyć.

Poza tym mamy do dyspozycji tryb diagnostyczny, w którym możemy włączyć wyświetlanie szybkości klatek. Bardzo przydatna opcja dla tych, którzy stawiają na responsywność swoich aplikacji. Można nagrywać kamerą działanie aplikacji i później analizować gdzie najbardziej obciąża się aplikacja czy system, celem wprowadzenia optymalizacji.

Użytkownik z poziomu ustawień ma dostęp do pozycji aplikacje. Jest to coś w rodzaju panelu sterowania. W aplikacjach możemy skonfigurować najważniejsze programy systemowe. Niezależni deweloperzy mogą również dawać dostęp użytkownikom do ustawień, niemniej jak widać mało kto się na to decyduje acz zapewne jest to zależne od typu aplikacji i trendów w branży.

Terminal

Nie będę ukrywał, że dostęp do terminala ma dla mnie zasadnicze znaczenie. Zwolennicy SUSE mogą skakać z radości, domyślnym menadżerem pakietów jest ZYpp, gdzie zarządzanie pakietami odbywa się poprzez natywny interfejs linii komend o nazwie Zypper.

Oczywiście ciekawość mnie zżerała co takiego w tym systemie siedzi i rzecz jasna pierwszą moją czynnością było listowanie zainstalowanych pakietów. Na pierwszy rzut oka zabrakło mi wget-a, niemniej się okazało, że o swoje lenistwo mogę być spokojny bo w systemie jest już curl.

W drugiej kolejności sprawdziłem czy nie zabrakło ncurses. Nie zabrakło, sprawdziłem wobec tego istnienie jeszcze innych, istotnych dla mnie pakietów na liście i w efekcie podarowałem sobie sprawdzanie repozytoriów i dodawanie czegokolwiek stwierdzając, że system zasadniczo spełnia moje potrzeby. Przyszła pora na testy. Logowanie na moje konto Shell, zabawa w zdalne uruchamianie nvlc czy posługiwanie się midnight commanderem.

Konto Shell okazało się dla mnie nieocenione podczas powstawania tego materiału. Zamiast bawić się w jakieś kable USB i kombinowanie z uploadem na jakieś serwisy obrazkowe czy konwencje nazw plików, jedną komendą wysyłałem sobie na Shell całe foldery ze zrzutami ekranu. Oczywiście można było się pobawić bardziej elegancko, na przykład rsync czy git-em, ale mi się nie chciało – korzystałem z tego co miałem pod ręką.

Na koniec wylistowałem urządzenia w systemie, rozkład partycji oraz informacje o pamięci. Jeśli macie jakieś propozycje na to abym coś sprawdził od strony terminala – śmiało piszcie. 

linux oprogramowanie urządzenia mobilne

Komentarze