HYPERGUN — rogalik pełen strzelania i uników

Co jakiś czas udaje mi się zagrać w nową i wartą uwagi strzelankę, choć nie zapominam i o tych mniej znanych tytułach. Na warsztacie wylądowało ich do tej pory całkiem sporo, m.in za sprawą tego że jestem wielkim fanem gier typu roguelike i na bieżąco śledzę rozwój wielu z nich. W taki właśnie sposób natrafiłem na Project Warlock, Overload, Strafe czy dzisiejszy Hypergun. Z tą drobną różnicą że ten "nowoczesny" shooter jest postawiony głównie na losowość zdobywanych atrybutów i ciągłe bieganie po małych, zamkniętych planszach. 

Projekt HYPERGUN

Fabuła gry musiała zostać przepełniona pewnym dramatyzmem by dodatkowo zbudować unikalny klimat, przy jednoczesnym wyjaśnieniu sytuacji. Otóż jest rok 2038 a nasz główny bohater, stażysta - Dewey Owens, pracuje w tajemniczym budynku w którym trwają prace nad budową futurystycznej broni. Ta posłużyć ma do wyeliminowania kosmitów którzy najechali naszą planetę. Nasz nic nie znaczący bohater, postanawia wykorzystać ten fakt i sprostać zadaniu, swoich nieobecnych w budynku przełożonych.

Zabawę rozpoczynamy gdy nasz bohater wychodzi z windy, do futurystycznej części budynku w której znajdziemy wiele notatek, pozostawionych laptopów oraz dokumentów świadczących o pośpiesznie pozostawionym asortymencie w biurowcu. W centralnym punkcie znajduje się sklepik w którym możemy wykupić za specjalną walutę dodatkowe elementy wyposażenia a tuż obok, po specjalnych drogowskazach w podłodze - umiejscowione są tajemnicze pokoje. W środku każdego z nich kolekcjonowane są przeróżne dodatki do futurystycznych broni, encyklopedia obcych oraz inne, nieznane elementy.

Tuż obok centralnego pomieszczenia znajduje się tzw. pokój symulacyjny w którym możemy sprawdzić w praktyce czy zebrane elementy wyposażenia, będą w stanie cokolwiek zaradzić w sprawie najazdu obcych na planetę. Po wejściu do niego nasz bohater staje się wirtualnym królikiem doświadczalnym w pełnym napięcia eksperymencie.

Wirtualna eliminacja przeciwników

Symulacja symulacją ale w pokoju kontrolnym mamy możliwość wyboru klasy postaci którą będziemy kierować. Początkowo mamy dostęp do zwykłego stażysty, posługującego się kiepskim karabinem maszynowym i mającym kilka podstawowych umiejętności bojowych. Do wyboru mamy jeszcze 3 potężniejsze klasy o lepszych współczynnikach, ale będziemy mogli je odblokować dopiero w momencie posiadania unikalnego środka płatniczego.

Tytuł podzielony jest na 6 rozległych poziomów w których każdy z nich odpowiada innej tematyce i posiada inny rodzaj przeciwników. Ci są wzorowani na najeźdźcach grabiących naszą planetę, więc możemy w praktyce sprawdzić jak projektowana broń sprawdzi się w akcji. Początkowo dysponujemy gołą wersją broni domyślnej, ale obok truchła pokonanego wroga lub w świecących na złoto skrzyniach możemy odnaleźć dodatkowe elementy wyposażenia. Te zostały podzielone na białe (zwykłe) oraz złote (unikalne). Mając już doświadczenie z gier RPG, wiemy że te kolorowe są lepsze. Każda z broni posiada nie tylko unikalny wygląd ale ma również całkiem odmienne cechy. Mam na myśli dodatkowe parametry ataku, rozrzutu pocisku czy szybkości ostrzału. Do tego dochodzą nowe możliwości jak wyrzutnia rakiet, podczepiona piła tarczowa czy strzelanie prażoną kukurydzą. No co? Przecież to roguelike :)

Poza częściami do broni, zdarzy się wypaść wirtualnawaluta w dwóch odmianach oraz legendarne klucze do otwarcia unikalnych skrzyń z wyposażeniem. Waluta w grze podzielona została na dwa rodzaje - pierwszy z nich odpowiada za zakupy w grze (klucze, apteczka ze zdrowiem, tarcza) a drugi za zakupy w biurze. Możemy w nim wykupić nową postać, zmienić jej umiejętności lub w pokoju centralnym zamówić nowe części jakie znajdziemy w symulacji.

Sztuka wojny = sztuka uników

Hypergun nie jest tytułem postawionym na twarde pakowanie w przeciwników tony amunicji bez zająknięcia. To gra która wymaga ciągły ruch oraz unikanie zróżnicowanych hord napierających wrogów. Mapy są tak skonstruowane by należycie utrudnić nam zadanie, jednokrotnie samoistnie pakując nas w nieprzyjazne warunki otoczenia. Mam na myśli kwasowe baseny, wieżyczki ziejące ogniem czy przeciwników, nanoszących na pobratymców niezniszczalne tarcze. Jest sporo do kombinowania.

Przed przejściem każdego z etapów natrafiamy do rozległej sali w której przyjdzie nam stoczyć dłuższy bój z super przeciwnikiem. Ten prócz pokaźnego paska życia posiada dodatkowe tarcze, które musimy przełamać by zadać jakiekolwiek obrażenia. W takim wypadku musimy znaleźć jego słaby punkt przy jednoczesnej uwadze by za szybko nie stracić przy tym życia. Inaczej będziemy musieli zaczynać od początku.

Mimo fururystycznej grafiki oraz przeciwników z łatwością podchodzących nam pod celownik, wcale łatwo nie jest. Nawet najlepszemu graczowi ciężko będzie jednocześnie strzelać, mieć oczy naokoło głowy i kombinować jak nie dać się trafić. Apteczki i tarcze są pozostawiane przez pokonanych bardzo rzadko, a że zdrowie się samo nie zregeneruje, łatwo paść ofiarą tego systemu. Poza tym z każdą mapą jest trudniej, więcej odrodzeń wrogów a i broń zdaje się być nie do końca silna w porównaniu z zatrważającą ilością przeciwników. Ale muszę przyznać że bawiłem się w grze bardzo dobrze. Adrenalina skakała mi pod niebiosa w dynamicznych i "bezkrwawych" walkach jeden na stu... gdzie przez kilka dobrych minut latałem po jednej z kilkunastu generowanych losowo lokacjach. 

Studio NVYVE odwaliło kawał dobrej roboty, tworząc odstresowujący shooter pokroju Painkillera, który jednocześnie miał swoją premierę na konsolach i na PC. Zainteresowanych odsyłam na GOG oraz Steam. Warto zagrać i wyrobić sobie skilla :)