Trwa konkurs "Ogól naczelnego", w którym codziennie możecie wygrać najnowsze maszynki systemowe Hydro Connect 5 marki Wilkinson Sword.

Więcej informacji
Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

K-202 mityczny komputer Karpińskiego — część 3

Jak pamiętacie z poprzedniego wpisu, Pion Maszyn Matematycznych Zakładów Era otrzymał od angielskiej firmy Data-Loop zlecenie na wyprodukowanie 15 szt. jednostek centralnych komputera K-202. Zgodnie z przyjętą procedurą, zamówienie to trafiło do zespołu Karpińskiego za pośrednictwem Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego Metronex, które miało pośredniczyć także w zakupie i dostawie podzespołów na potrzeby produkowanych maszyn. Jak wynikało z zawartych umów, PHZ Metronex miało dostarczyć MB Metals piętnaście kompletnych jednostek centralnych K-202 wraz z dokumentacją, oprogramowaniem w cenie 6200 USD/szt. Z zamówienia wynikało, że miała to być już handlowa wersja komputera K-202. MB Metals rozważało także zamówienie jednego, kompletnego zestawu komputerowego, zawierającego jednostkę centralną, monitor WESTINGOUSE 1600, pamięć dyskową DRI-31 ewentualnie inne urządzenia peryferyjne. Zamówienie kompletnego zestawu uzależniono realizacji zamówienia na 15 szt. samych jednostek centralnych.

Już na tym etapie zaczęły się pierwsze problemy z realizacją zamówienia, a owe skromne piętnaście sztuk komputerów przysporzyło sporo kłopotów Zakładom ERA. Anglicy mieli nadzieje, że Karpiński dysponuje już linią produkcyjną umożliwiającą montaż komputerów niemal na skalę przemysłową. Tymczasem zarówno zespół Karpińskiego, jak i Zakłady Era nie były gotowe do produkcji komputerów, a ich montaż ciągle odbywał się w warunkach doświadczalnych. Prace nie przebiegały tak szybko, jak życzyłby sobie tego sam Karpiński. Wiązało się to nie tylko ze skromnymi możliwościami produkcyjnymi, ale problemami z podzespołami. Te, które były produkowane w Polsce, bardzo często nie spełniały wymagań technologicznych, natomiast procedura dostawy części z Anglii była dosyć czasochłonna, co szczególnie zaczynało irytować samego Karpińskiego.

Jacek Karpiński zaczął oskarżać Zjednoczenie Mera oraz PHZ Metronex i świadome sabotowanie produkcji K-202, a problem wcale do błahych nie należał. Około 85% części niezbędnych do produkcji K-202 pochodziło z importu z Anglii, a ich koszt oscylował w granicach 1800 dolarów. Karpiński postanowił obejść system i korzystając ze swoich pełnomocnictw jako konsultanta Data-Loop, postanowił zamawiać części na własną rękę, co jeszcze bardziej pogorszyło sprawę. Doszło do takiej sytuacji, gdy Data-Loop odmówiła wysyłki kolejnej dostawy podzespołów, domagając się uregulowania należności za części już dostarczone. PHZ Metronex nie chciał płacić za dostawy, gdyż zgodnie z procedurami, takich części nikt nie zamawiał, a w Metronex nie chciał płacić Anglikom za niezamówione podzespoły. Ostatecznie okazało się, że Karpiński zamówił części, ale „zapomniał” powiadomić Metronex o fakcie złożenia zamówienia oraz o konieczności zapłaty za poprzednie zamówienia, składane bezpośrednio. Warto też spojrzeć na samowolę Karpińskiego z nieco innej, bardziej ciemnej strony.

Jacek Karpiński będący oficjalnie konsultantem Data-Loop zamawiał w Data-Loop podzespoły niezbędne do prac nad K-202 z pominięciem PHZ Metronex. Podczas takich indywidualnych zamówień, nie sprawdzał cen rynkowych zamawianych podzespołów, nie negocjował cen ani nie kontrolował rachunków, jakie wystawiała za nie firma Data-Loop. Takie postępowanie szybko doprowadziło do sytuacji, że Data-Loop stało się swoistym monopolistą na dostawy podzespołów. Warto tu podkreślić fakt, że zakupy w Data-Loop pochłonęły około 70% kwoty wydanej na zakup wszystkich podzespołów, urządzeń i elementów niezbędnych do prac nad K-202. Data-Loop zapewniło sobie także wyłączne przedstawicielstwo na terenie Polski dla innych producentów podzespołów, niezbędnych do produkcji K-202.

Wzajemna niechęć i oskarżenia narastały z dnia na dzień. Karpińskie twierdził, że w PHZ Metronex pracują sami durnie, którzy świadomie sabotują jego pracę, natomiast Metronex twierdził, że powstałe problemy są efektem samowolnej działalności Karpińskiego. Problem nie dotyczył tylko samych części, ale nawet procedur związanych z prezentacją komputerów klientom.

PHZ Metronex nie chciał samowolnie dokonywać takich prezentacji, oczekując na zgodę Data-Loop i MB Metals. Przypomnijmy, K-202 był ciągle prototypem, a ten w świetle podpisanych umów był własnością Data-Loop. Karpiński organizował prezentacje, Metronex odmawiał wystawiania komputera, bo nie miał zgody Data-Loop, a Data-Loop nie wydawało takiej zgodny, gdyż nie wiedziało, że jest potrzebna. Oczywiście część nieporozumień wynikała z bolesnego styku zbiurokratyzowanej gospodarki socjalistycznej oraz prywatnego przedsiębiorstwa działającego według zasad wolnorynkowych. Nie da się jednak ukryć faktu, że znakomita część powstałych problemów wynikała z niefrasobliwości samego Karpińskiego.

Efektem takich relacji były coraz bardziej napięte stosunki pomiędzy Karpińskim, a dyrekcją Metronexu, Wzajemnie oskarżenia pojawiały się coraz częściej, a sam Karpiński skarżył się, że to świadome działania zlecone przez działaczy KC PZPR, którzy wolą wspierać mało efektywne Elwro niż jego K-202.

Znamiennym jest fakt, że nawet współpracownik Karpińskiego — inż. Jerzy Dyczkowski twierdził, że większość nieporozumień pomiędzy dyrekcją Metronexu a Karpińskim była niepotrzebnie eskalowana przez samego Karpińskiego. Jerzy Dyczkowski twierdził także, że nieprawdą jest, iż w KC PZPR działała jakaś frakcja uprzedzona do Karpińskiego. Zdaniem Dyczkowskiego, zdecydowana większość działaczy Komitetu Centralnego była dosyć przychylnie nastawiona do Karpińskiego i wizji jego komputera, natomiast bardziej szkodzili mu lokalni działacze partyjni i koledzy po fachu, których Jacek Karpiński potrafił skutecznie do siebie zniechęcać podczas bezpośrednich kontaktów związanych z realizacją projektu.

Strona Polska zdołała zrealizować zamówienia na 15 sztuk komputerów K-202 w wyznaczonym terminie i trafiły one do MB Metals w lipcu 1972 roku. Jednak zaniepokojenie wzbudziła jakość dostarczonych maszyn, która zdaniem Anglików daleko odbiegała od tego, czego oczekiwano. Podczas badania dostarczonych egzemplarzy ujawniono szereg wad wynikających głównie ze sposobu ich montażu, niewykrytych wad podzespołów oraz drobnych wad konstrukcyjnych. Anglicy nie byli także zadowoleni z oprogramowania systemowego, jakie do nich trafiło wraz z komputerami, sugerując jego zmianę lub daleko posunięte poprawki. Krótko mówiąc, MB Metals oczekiwało gotowego produktu, tymczasem otrzymało wczesną wersję prototypu, niepozbawioną wad i w dodatku fatalnie zmontowaną.

Reklamacja została przyjęta przez PHZ Metronex oraz Zjednoczenie Mera i skierowana do samego Karpińskiego. Jacek Karpiński przyjął i uznał reklamację, a w odręcznych notatkach na otrzymanym piśmie stwierdził możliwość usunięcia usterek sprzętowych i konstrukcyjnych w ciągu 30 dni od momentu przyjęcia zwróconych jednostek centralnych. Nikt jednak nie odniósł się do kwestii błędnego, zdaniem MB Metals, oprogramowania K-202.

Problem jakości okazał się na tyle poważny, że dyrekcja Zakładów Era zwróciła się do Ministerstwa Przemysłu z wnioskiem o poprawienie warunków produkcji komputera K-202 oraz podjęcie czynności zmierzających do przygotowania linii produkcyjnej mogącej zaspokoić zamówienia na kilkaset sztuk rocznie. Podjęcie takich działań wiązało się nie tylko z reorganizacją Zakładów Era, co uczyniono dosyć szybko, ale także z przekazaniem sporych środków dewizowych, a procedury ich przekazania zaczęły się niepokojąco przeciągać.

Czas płynął, dokumenty krążyły, a K-202 był ciągle niedopracowanym prototypem stającym się sporym problemem dla wszystkich stron. Anglicy dostrzegali, że przewaga K-202 nad innymi konstrukcjami zaczyna się kurczyć i nic nie wskazuje na to, by komputer w ostatecznej wersji miał się pojawić do końca 1972 roku. Polacy borykali się z problemami technologicznymi, brakiem niezbędnych dewiz i Karpińskim, który zdawał się żyć we własnym świecie, bez zrozumienia dla otaczającej go rzeczywistości. Sytuację pogorszył fakt, że PHZ Metronex częściowo odrzuciło reklamację złożoną MB Metals uznając, że zastrzeżenia dotyczące niewłaściwego lub braku oprogramowania nie mogą zostać uznane, gdyż nie były one przedmiotem zamówienia. Przypomnijmy, że oprogramowanie miała także dostarczyć firma Data-Loop. Ponadto, odżyła kwestia języka Cobol, którego w zamówionych zestawach nie było i nie był on przedmiotem umowy.

Taka sytuacja nie mogla się dobrze skończyć i dobrze się nie skończyła. Rozpoczęła się dosyć intensywna wymiana korespondencji pomiędzy Anglikami i dyrekcją Zjednoczenia Mera. Anglicy domagali się konkretów w sprawie produkcji i ostatecznej wersji K-202 twierdząc, że posiadają już zamówienia na kilkaset sztuk komputera w cenie około 6800 USD za sztukę, ale zamawiający nie będą czekać w nieskończoność. Z kolei Zjednoczenie Mera uspokajało, nie do końca panując nad tym, co się dzieje z projektem. Sam Karpiński wysyłał całkowicie sprzeczne informacje na temat postępu prac nad samym komputerem oraz nad procedurami wdrożenia go do produkcji seryjnej.

Ostatecznie w dniu 22 lutego 1973 roku MB Metals rozwiązało umowę dotyczącą współpracy nad komputerem K-202. Dyrekcja Zjednoczenia Mera rozpoczęła poszukiwania innych inwestorów na terenie Anglii, ale nikt nie zdecydował się na podjęcie współpracy przy K-202. Rozmowy prowadzone z kilkoma naprawdę znanymi producentami komputerów zakończyły się fiaskiem. Tu też czasem pojawiają się oskarżenia, jakoby Zjednoczenie Mera negocjowało tak, aby nic nie wynegocjować. Padają nawet zarzuty, że pod płaszczykiem rozmów na temat K-202 usiłowano zainteresować firmy zagraniczne komputerami Elwro. Być może i takie sytuacje się pojawiały, ale Zjednoczenie Mera stało i tak na pozycji straconej. W 1973 roku nie mogło zaoferować nic, co byłoby atrakcyjne dla zagranicznych producentów komputerowych, którzy zazwyczaj posiadali już w swojej ofercie komputery nowocześniejsze niż K-202. Krótko mówiąc, na bezsensownych przepychankach stracono cenny czas, który wystarczył innym producentom do nadrobienia strat.

Z umowy wycofała się także firma Data-Loop. Była ona zbyt mała (w rzeczywistości zatrudniała mniej niż 30 osób), by samodzielnie inwestować w rozwój i dystrybucję K-202, ponadto była zależna od MB Metals. Data-Loop od samego początku było zainteresowane zarabianiem na pośrednictwie w sprzedaży K-202 i oprogramowania, a nie na inwestowaniu w rozwój tego komputera.

Wydawać by się mogło, że wina za rozwiązanie umowy leży po stronie PHZ Metronex, Zjednoczenia Mera oraz Karpińskiego. Jednak i strona angielska nie pozostawała bez winy. Firma Data-Loop, która była zobowiązania do dostarczenia oprogramowania dla K-202 nigdy takiego oprogramowania nie dostarczyła i w całości powstało ono w Polsce. Data-Loop twierdziło z kolei, że oprogramowania dostarczyć nie mogli, gdyż nie dysponowali ostateczną wersją K-202.

Karpiński wielokrotnie twierdził, że jego komputer był nie na rękę działaczom partyjnym wolącym wspierać wrocławskie Elwro. Tymczasem właśnie po rozwiązaniu umowy z Anglikami, działacze partyjni dokonali oceny przedsięwzięcia i zarekomendowali dalsze prowadzenie prac nad K-202 oraz samodzielne wprowadzenie go na rynek krajowy, pomimo niechęci dyrekcji Elwro. Rekomendacja ta została przyjęta i zdecydowani się na dalsze kontynuowanie prac, jednak pod nieco już innymi założeniami. Tu też pragnę rozprawić się z jednym z najbardziej niesprawiedliwych zarzutów, jaki wysuwają sympatycy Karpińskiego wobec Elwro. Owszem, nikt w Elwro nie patrzył przychylnie na Karpińskiego, co wynikało głównie z jego opinii na temat inżynierów i programistów pracujących we Wrocławiu. Często przytaczane jest zdanie, jakie miało paść do ówczesnego premiera Jaroszewicza sugerujące, by ten coś zrobił z Karpińskim i K-202, bo "(...), bo nas wykończy ekonomicznie." . Zdanie to, kompletnie wyrwane z kontekstu, może sugerować, iż dyrekcja Elwro obawiała się konkurencji z K-202. Rzecz w tym, że dyrekcja Elwro nie tyle obawiała się konfrontacji z K-202, ale kosztów, jakie zostaną poniesione na jego wdrożenie do produkcji. Kosztów, na których pokrycie trzeba będzie przeznaczyć spore ilości dewiz, a tym samym może ich braknąć dla samego Elwro także korzystającego z zagranicznych podzespołów.

Mimo wszystko ustalono, że podjęte zostaną prace nad dopracowaniem komputera K-202 oraz usunięciem jego wad konstrukcyjnych, jak i wad związanych z technologią jego wykonania. Poprawiona wersja K-202 miała być dopasowana do potrzeb i warunków rodzimego rynku oraz przekonstruowana w ten sposób, by udział podzespołów produkowanych w kraju był większy niż dotychczas.

Mówienie, że w tych latach komuniści nie chcieli rozwoju, to jedna z lansowanych obecnie bzdur.

Dyczkowski

Zjednoczenie Mera miało powołać Zakłady Doświadczalne Mikrokomputerów działającego przy Zakładach Era i działających w ramach Zjednoczenia Mera. Zakłady Doświadczalne Mikrokomputerów miały zająć się tylko kontynuacją prac nad K-202 oraz przygotowaniem go do wdrożenia do produkcji. Z pozostałych po współpracy podzespołów postanowiono zbudować około 40-50 komputerów K-202 oraz udostępnienie ich zainteresowanym zakładom i instytucjom w celu zbadania ich przydatności podczas realizacji zadań, oraz zebrania uwag niezbędnych do naniesienia poprawek. Wyprodukowane komputery trafiły do rozmaitych zakładów pracy oraz centrów obliczeniowych, gdzie miały możliwość udowodnienia swojej przydatności i bez trudu wykazały, że była to naprawdę udana konstrukcja. Jeden K-202 przez blisko dwadzieścia lat działał w Hucie im. Lenina w Krakowie.

Jacek Karpiński miał zostać głównym konstruktorem w Zakładzie Doświadczalnym Mikrokomputerów i kontynuować swoją pracę wraz z zespołem, jednak Karpiński odmówił przyjęcia stanowiska i zrezygnował z pracy nad K-202. Odrzucił on też pomysł na przystosowanie K-202 do polskich podzespołów i jego przystosowanie do współpracy w ramach programu RIAD. Stwierdził, że przystosowanie takie jest możliwe, ale K-202 będzie o wiele wolniejsze niż obecnie. Nie widział też sensu zastępowania sprawdzonych i dobrych jakościowo podzespołów sprowadzanych z zachodu, miernymi podzespołami produkowanymi na terenie krajów socjalistycznych.

Wraz z zakończeniem jego prac nad K-202 rozpoczęły się też prawne problemy Karpińskiego, albowiem wraz z Data-Loop opatentował on komputer K-202 w Wielkiej Brytanii, z pominięciem Polski, co było sprzeczne z umowami pomiędzy Data-Loop i PHZ Metronex.

Jego dzieło było kontynuowane przez zespół, jaki powołał, a efekty jego pracy wcale nie przepadły bezpowrotnie, jak sugerują jego zwolennicy. Na podstawie komputera K-202 powstał komputer Mera-400, który zdanie członków zespołu pracującego nad nim, był ostateczną wersją K-202 dostosowaną do polskich możliwości technologicznych oraz potrzeb polskiego rynku komputerów. Jak łatwo stwierdzić, Mera-400 nie podbiła świata i bynajmniej nie była komputerem wyprzedzającym inne konstrukcje. Skoro była kontynuacją K-202, wnioskować należy, iż przypisywane mu wyprzedzanie swojej epoki o dziesiątki lat, jest także mocno naciąganą teorią.

Projekt K-202 pochłonął łącznie 160 mln zł oraz 3.2 mln zł.w dewizach. Dziś niewiele mówi się o kosztach całego przedsięwzięcia, natomiast wiele opinii wskazuje, iż rezygnacja z K-202 była podyktowana tylko irracjonalnymi pobudkami działaczy partyjnych.

Koszt wyprodukowania jednostki centralnej oszacowani na 2500 USD jednak to nie był zestaw gwarantujący możliwość jego użytkowania. Nie tylko podzespoły do K-202 były drogie i kupowanie za dewizy. Dewizy były także niezbędne na urządzenia peryferyjne, takie jak pamięć dyskowa (7000 USD), monitor (5000 USD), perforator taśmy (1850 USD).

Jak więc ocenić Karpińskiego ? Czy jego zwolennicy mają słuszność twierdząc, że swoista zmowa zabiła jeden z najlepszych komputerów w historii Polski ? Czy Karpiński był polskim Billem Gatesem ? A może wina leży po stronie samego Karpińskiego ? Jak ocenić tę postać ?

Nie chcę tu wydawać jednostronnych osądów, bo sam Karpiński nie był postacią klarowną. Niewątpliwie był niezwykle utalentowanym konstruktorem, choć jakoś mam opory by wzorem niektórych jego sympatyków, nazywać go geniuszem. Nie można jednak nie zauważyć, że zupełnie nie radził sobie podczas kontaktów interpersonalnych, miał skłonności do koloryzowania swoich zasług, ubarwiania wydarzeń oraz rzucaniem oskarżeń wobec innych. Bez wątpienia był kiepskim przedsiębiorcą. Wiele osób twierdzi, że to komunizm podciął mu skrzydła. Nieprawda. Karpiński bezskutecznie usiłować prowadzić biznes w niekomunistycznej Polsce. Bez sukcesu usiłował wprowadzić na rynek Pen-Readera, a to przedsięwzięcie zakończyło się dla niego finansową katastrofą. Bezskutecznie usiłował wdrożyć do produkcji kasy fiskalne, choć właśnie wówczas stawały się one obowiązkowe i wydawałoby się, że czas na ich wdrożenie był idealny.

W zupełności nie zgadzam się z porównaniem go do Billa Gatesa i ciągle zastanawiam się, skąd właśnie takie porównanie osób zupełnie od siebie się różniących. Bill Gates nie był konstruktorem. Był dobrym, choć nie wybitnym programistą i świetnym biznesmenem ? Gdzie tu podobieństwo ? Jacek Karpiński bez wątpienia też nie był Stevem Jobsem. Jobs był miernym inżynierem i miernym programistą, ale świetnym managerem. Jedyne podobieństwo Karpińskiego i Jobsa to skłonność do nazywania innych idiotami i dyskredytowania ich osiągnięć. Moim zdaniem, kluczem do zrozumienia Karpińskiego jest Steve Wozniak. Świetny konstruktor, świetny programista i kiepski biznesmen. Być może pech Karpińskiego polegał na tym, że w przeciwieństwie do Wozniaka, nie znalazł on swojego Jobsa, który pozwoliłby mu zająć się konstruowaniem i programowaniem, a nie pozwoliłby mu się zajmować biznesem i zarządzaniem.

Jednego jednak możemy być pewni. Karpińskiemu, mimo jego wielu wad, należy się pełen szacunek i podziw. Nie była to postać łatwa do zrozumienia i nie żyła w łatwych czasach.
 

sprzęt

Komentarze

0 nowych
Fanboj O   9 #1 03.12.2016 19:02

Dzięki.

Perceptron   9 #2 03.12.2016 19:43

Ciekawe jak ta historia potoczyła by się w dzisiejszych czasach. Jakoś odnoszę wrażenie, że wcale nie lepiej niż wtedy.
Tekst świetny jak poprzednie :)

  #3 03.12.2016 20:40

Asperger? :) Bycie dobrym menedzerem nie wystarczy. Jobs mial ambicje, wizje, swiadomosc znaczenia designu w zyciu czlowieka, obsesja detali, umilowanie do fontow itd. Tam, gdzie rzadza wylacznie inzynierowie konczy sie to miernymi produktami bez wyrazu lub totalna klapa. Wezmy na tapete Nadelle, ktory z typowo hinduska finezja wciska silowo system operacyjny, ktorego za darmo wiekszosc nie chce. Typowy przyklad bylego dewelopera owladnietego obsesja , aby ten sam kod chodzil na kazdym urzadzeniu (coz, ze bedzie chodzil malo wydajnie).

wefhy   11 #4 03.12.2016 21:17

@Perceptron: Jest kickstarter i nic Cię nie trzyma w jednym miejscu, nie pasuje Ci rynek Polski, to jutro jesteś w Holandii i szukasz inwestorów tam. Części sprowadzasz w tydzień z dowolnego miejsca na świecie.

smian   3 #5 03.12.2016 22:15

@wefhy: Tak jest w firmie prywatnej. Karpiński był z racji czasów w tzw. państwówce. Moje doświadczenie w sektorze państwowym na chwilę obecną jest takie ... gdy zamówienie zostało złożone to i owszem - w tydzień produkt jest na biurku, ale za nim je złożysz ... trzy oferty, przetarg, anulowanie przetargu, nowy przetarg ... np. kupno komputera to średnio 6 m-cy. Nie patrząc na charakter Karpińskiego i tamte czasy ... biurokracja zabija wszystko nawet dziś. O ile w firmach prywatnych w ramach ,,optymalizacji'' jest to do przeskoczenia, o tyle w sektorze państwowym to dalej sfera marzeń.

amsteldam   4 #6 03.12.2016 22:19

Świetne. Dzięki

infoslaw   7 #7 03.12.2016 22:23

Dzięki za wspaniały kawałek historii polskiej informatyki.

  #8 03.12.2016 22:44

Wyborny artykuł. Bardzo dobrze napisany, pełen technicznych danych ale przecież nie nudny. Po pierwszej części nie mogłem się doczekać kolejnych, tak pochłonęła mnie historia słynnego wśród mojego pokolenia człowieka i jego dokonań.
Bardzo dziękuję.

GBM   21 #9 03.12.2016 22:59

@macminik Patrząc na całość, to bardzo celnie podsumowałeś historię Karpińskiego, porównaniem go do Steve'a Woźniaka. Również uważam, że w całej tej historii zabrakło odpowiednika Jobsa :)

overconscious   2 #10 03.12.2016 23:03

@Perceptron: W dzisiejszych czasach nie byłoby takich problemów dewiz, przedłużających się decyzji na wielu szczeblach oraz biurokracji przy współpracy międzynarodowej.
Do tego należy dodać, że na zachodzie ważne było "zdążyć przed konkurencją" czego komuniści nie rozumieli.
Myślę, że gdyby Polska należała by do bloku państw zachodnich, spokojnie mielibyśmy swój odpowiednik niemieckiego Siemensa czy szwedzkiego Ericcsona.

macminik   17 #11 03.12.2016 23:18

@overconscious: widzisz, problem likwidacji Elwro wówczas, gdy firma ta stawała na nogi do dziś budzi wiele kontrowersji. Bez trudu znajdziesz opinie, że to załoga Elwro rozłożyła ta firmę na łopatki, jednak bardziej zastanawia fakt sprzedaży zakładów Siemensowi, który postanowił zamknąć zakład gdyż był on zbyt konkurencyjny cenowo. Mieliśmy swoje atuty, ale zostały wyrzucone lekkomyślnie.

overconscious   2 #12 03.12.2016 23:49

@macminik: Tak, ale to był problem przejścia z gospodarki socjalistycznej na kapitalistyczną. Ja pamiętam lata 90-te i panujący wówczas pogląd, że jak się wprowadzi wolny rynek i wszystko sprywatyzuje to reszta przyjedzie samo i zaraz będzie drugi zachód. Euforia i zidiocenie były wówczas powszechne, a za krytykę takiego Wałęsy można było dosłownie dostać od sąsiada po ryju. Nikt nie myślał wtedy pragmatycznie, nie brano pod uwagę ciemnych stron kapitalizmu, brutalności konkurencji, wrogiego wykupywania (w celu zamknięcia), korupcji, problemu bezrobocia ludzi z likwidowanych zakładów, konieczności ochrony swojej technologii itp. Niemcy chronią swoje firmy i ich technologie, bo wiedzą na czym opiera się bogactwo tego kraju. My się tego do dziś uczymy, ale coś my spieprzyli w czasie transformacji tego już nikt nie naprawi. Można to było zrobić lepiej, ale wtedy nikt nie wiedział jak (nie było wzorów do naśladowania).

KR60   9 #13 03.12.2016 23:50

@overconscious: "Myślę, że gdyby Polska należała by do bloku państw zachodnich, spokojnie mielibyśmy swój odpowiednik niemieckiego Siemensa czy szwedzkiego Ericcsona."

Jak widać, nie.

Od ponad ćwierć wieku Polska należy do bloku państw zachodnich i możemy się przekonać jak to wygląda w praktyce.

Ja akurat należę do pokolenia, które wierzyło że gdy tylko ruscy przestaną nas doić to będziemy bogatsi niż Japonia.

Okazało się to tylko mitem jak zresztą wiele z tego co opowiadała ówczesna opozycja "antykomunistyczna" a dzisiejsza "elita".

necavi   7 #14 04.12.2016 00:25

Dzięki. Historia J. Karpińskiego wcale nie jest taka zero-jedynkowa jak to by chcieli miłośnicy mitów.
Wypadało by wspomnieć co było później, bo w opowiadaniach też byli ci źli, którzy nie pozwolili już w wolnej Polsce prowadzić mu działalności.
Będzie część 4?

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #15 04.12.2016 00:28

@wefhy: Ale jeśli nie umiesz dogadać się z innymi ludźmi lub nazywasz ich idiotami, to nawet takie możliwości, o których wspominasz nic nie pomogą.

overconscious   2 #16 04.12.2016 00:38

@KR60: "Od ponad ćwierć wieku Polska należy do bloku państw zachodnich i możemy się przekonać jak to wygląda w praktyce. "

Ale to przecież tak nie działa. Nie da się zniszczonej firmy i zaprzepaszczonych szans odbudować później.
Mój ś.p. ojciec też był właścicielem firmy przemysłowej i mimo, że sprzedawał produkty na cały świat, to absolutnie nie byłby w stanie drugi raz takiej firmy wybudować od zera (co sam nieraz przyznawał).
A firma powstała na bazie technologii przemysłowych jeszcze z ZSRR, które też nie były w niektórych branżach wcale takie zacofane.

Był na budowanie pewnych technologii właściwy moment po wojnie i mogliśmy startować na równi z innymi, gdy inni też jeszcze raczkowali.
Teraz musiałbyś nadrobić dziesiątki lat ich doświadczenia i rozwoju, a także kontaktów handlowych, renomy, kapitału.

To trochę podobnie jak np z systemami operacyjnymi, o czym rozmawiamy tu na dobrych programach - był czas gdy mogła powstać konkurencja dla Windowsa, czy później dla Androida. Ale teraz ? Troszkę za późno. Co nie oznacza, że brakuje zdolnych ludzi, kapitału czy czegokolwiek poza Microsoftem i Googlem. Po prostu za późno by zaczynać od zera z nowym pomysłem na rynku na którym inni są zabetonowani i mają już dawno za sobą problemy wieku dziecięcego, a ich produkty są dojrzałe i rozbudowane.

To nie jest sklep rybny, czy zakład fryzjerski tylko rynek nowych technologii - inna skala, inne wymagania by móc zaistnieć, inne problemy.

Równie dobrze mógłbyś próbować zbudować komputer zaczynając od wynalezienia prądu elektrycznego, nadrabiając po drodze cały postęp.
Rozwój takiego Siemiensa to też jest pewien postęp technologiczny, okres postępu, który my zaprzepaściliśmy.

Autor edytował komentarz w dniu: 04.12.2016 00:41
wefhy   11 #17 04.12.2016 00:56

@smian: Perceptron wspominał o dzisiejszych czasach. Więc już nie było by żadnego przymusu pracy w sektorze państwowym. Sądzę, że Karpiński znalazł by bez problemu prywatnych inwestorów. Czy umowa dobiegła by końca - inna sprawa ;)
Tak, czy inaczej w dzisiejszych czasach już prawie nie ma miejsca na odkrycia osób pracujących bez zespołu.

overconscious   2 #18 04.12.2016 01:00

@Shaki81: Plotkarska wizja historii. Czy ty naprawdę myślisz, że każdy na zachodzie kto osiągnął sukces to ktoś kto mówi wszystkim dzień dobry, napoi bezdomnego psa, a sąsiadce pomaga zrobić zakupy ?

Pełne jest bufonów, którzy zawłaszczają sobie sukces całego zespołu, są kłótliwi, terroryzują podwładnych, a mimo to osiągnęli sukces. I to nie tylko w branży informatycznej.

W zachodnich firmach też jest bałagan - poczytaj wycieki pracowników choćby z gigantów jak Microsoftu , Apple, czy czego chcesz. Tam też skarzą się na wewnętrzny burdel.

To tylko na zewnątrz wygląda tak idealnie i poukładane.

Fakt faktem, że facet miał talent oraz wolę i możliwość jego realizacji. Był też zespół i były możliwości. A zawiodły tylko procedury. No bo jak nazwać inaczej przedłużające się problemy z zamówieniem części (nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach) z powodu jakichś problemów z dewizami ?
Dzisiaj jakby prywatna firma z doświadczeniem, miała takie atuty jak wtedy zespół Karpińskiego, to w życiu nie dałaby się wyprzedzić konkurencji (zwłaszcza, że już były zamówienia i działający prototyp).
A wszelkie problemy interpersonalne siłą rzeczy, siłą swojego własnego interesu jakiś menedżer by rozwiązał, bo by mu zależało żeby projekt ruszył, żeby zrobić rynkowy sukces.

Nawet dziś znam kilka firm, gdzie wspólnicy kłócą się non stop, wzajemnie wyrzucają błędy, pretensje, roszczenia. Nie przeszkadza to jednak firmom działać i zarabiać.
Mój ojciec też się kłócił ze wspólnikiem, miał cięty język, a firma przetrwała wszystkie kryzysy, bo motywacją był i jest własny interes tak właścicieli, jak pracowników.
Można się kłócić, ale to nie znaczy, że trzeba ubić wspólną firmę czy wspólne przedsięwzięcie.

  #19 04.12.2016 02:50

Nadal nie napisales jak w k-202 byl procesor

  #20 04.12.2016 10:35

@overconscious
" był czas gdy mogła powstać konkurencja dla Windowsa, czy później dla Androida. Ale teraz ? Troszkę za późno"

Tak nie działa gospodarka rynkowa. Inaczej byśmy byli wciąż w XIX wieku. Nie jest za późno, ale może za wcześnie. Nic na rynku nie jest dane raz na zawsze.

Z opowieści wynika, że komuniści kompletnie nie rozumieli na czym polega konkurencja i jaki jest jej cel, dlatego nawet, gdy trafiły się okoliczności do prześcignięcia zachodu w jednej z najmniej wymagających pod względem kapitału (surowców) branż, dali ciała. Małe, zachodnie firmy miały ogromną przewagę administracyjną nad bądź co bądź centralnie sterowanym systemem produkcji komunistycznych krajów.

"Pełne jest bufonów, którzy zawłaszczają sobie sukces całego zespołu, są kłótliwi, terroryzują podwładnych, a mimo to osiągnęli sukces."

Być może to czasami właśnie kłótliwe bufony potrafią się postawić w pewnych momentach spokojnym podwładnym pozostającym w strefie komfortu, albo potrafią załatwić cenne deale z partnerami na dobrych warunkach. Do tego trzeba charakteru. Bycie spokojnym pracownikiem, wynalazcą, to za mało, by móc sobie przypisać sukces firmy.

" ciemnych stron kapitalizmu, brutalności konkurencji, wrogiego wykupywania (w celu zamknięcia), korupcji, problemu bezrobocia ludzi z likwidowanych zakładów"

Brutalność konkurencji i "wrogie" przejęcia to jasna strona kapitalizmu. Bezrobocie jest zawsze krótkotrwałe i nikt nie zasługuje, by z racji wykonywanego zawodu był traktowany przez społeczeństwo jak święta krowa i był przez nie utrzymywany. Wrogie przejęcia oznaczają utrzymanie przewagi komparatywnej przejmującego za wszelką cenę, nawet za cenę wpływów w dłuższym okresie. W końcu taki monopolista "się wyprztyka" wstrzykując jednocześnie mnóstwo pieniędzy w nową konkurencję i kolejnego zakładu nie będzie w stanie przejąć. Korupcja to problem polityczny, nie gospodarczy.

  #21 04.12.2016 11:09

@overconscious: Człowieku nie gadaj o biznesie jeśli przemawia przez Ciebie strach. Biznes to odwaga i osiąganie swoich celów. Wiele czołowych firm jest młodsza niż 3 rp. Wiele starych firm zdążyło stworzyć coś od podstaw mimo konkurencji w ciągu ostatnich 10 lat i odnieść na tym sukces.Wiec przestań bredzić, że niczego się nie da. To tylko świadczy o głupocie i krótkowzrocznosci.

KR60   9 #22 04.12.2016 11:12

@overconscious: Oczywiście, masz rację pisząc że trzeba znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. To prawda.

Tyle, że nowe czasy nie okazały się tak sprzyjające naszym konstruktorom i inżynierom jak nam przedstawiano za komuny.

W okres transformacji Polska nie weszła jako spalona ziemia.
Mieliśmy własne fabryki produkujące całkiem udane konstrukcje, eksportowane także poza obszar RWPG. Do dziś latają jeszcze w dalekim świecie nasze Kruki czy Dromadery. Na Wilgach nasi piloci systematycznie zdobywali mistrzostwo świata. Pojawiały się nowatorskie konstrukcje także w innych dziedzinach nawet w motoryzacji. Mieliśmy stocznie, huty, PaFaWag, Cegielskiego, Waryńskiego,Stara, Ursus, wymieniać można długo., Nie należeliśmy do czołówki świata ale i też nie wlekliśmy się w ogonie. To wszystko nie zniknęło z dnia na dzień.

Mieliśmy świetnych konstruktorów oraz kadry i fabryki mogące zrealizować ich wizje . A jednak... bezsilnie patrzyłem jak mój kraj zmieniał się z wytwórcy w sklep.


Tak jak piszesz zaprzepaszczonej szansy nie da się odbudować później. Jednak wciąż pojawiają się nowe. Jeżeli są zdolni, wykształceni ludzie i warunki, to jakieś szanse powinny być wykorzystane.

Ludzie są, zatem coś z warunkami jest nie tak.

Bo ZSRR nie może już nas blokować.
Biuro Polityczne podejmujące decyzję o tym co się będzie produkować nie istnieje...

Ale czy na pewno?

Stary jestem i często myślę sobie że realny "wolny rynek" nie różni się tak bardzo od realnego "socjalizmu". Może już majaczę.

micko   8 #23 04.12.2016 11:12

@overconscious: "nie brano pod uwagę ciemnych stron kapitalizmu, brutalności konkurencji, wrogiego wykupywania (w celu zamknięcia), korupcji, problemu bezrobocia ludzi z likwidowanych zakładów, konieczności ochrony swojej technologii itp. Niemcy chronią swoje firmy i ich technologie, bo wiedzą na czym opiera się bogactwo tego kraju"

Tak Polacy mieli syndrom psa spuszczonego ze smyczy. Po latach zgrzebnej socjalistycznej rzeczywistości zakończonej wielkim kryzysem, zachłysnęli się innym, nowym, nieznanym. Typowy mechanizm znany psychologom. Niestety wówczas nikt o psychologii społecznej nie myślał i uważano, że ekonomia to nauka ścisła. Niestety to co zadziało się w gospodarce można było przewidzieć, gdyby tylko ktoś wiedział jak działają prawa rynku i kapitalizm.

Niestety Polacy nie wiedzieli i wciąż nie wiedzą czym jest kapitalizm
"Myślę, że gdyby Polska należała by do bloku państw zachodnich, spokojnie mielibyśmy swój odpowiednik niemieckiego Siemensa czy szwedzkiego Ericcsona"
To bardzo odważne słowa. Wystarczy prześledzić historie takich gigantów jak Commodore czy Atari. Z nowszych historii choćby Nokia. Gospodarka kapitalistyczna to ciągłe balansowanie i próby utrzymania się nad wodą. Nie wszystkim się udaje. Większość nie wie, że mechanizm kariery od pucybuta do milionera działa w dwie strony.

Zachodu pan Karpiński również nie zwojował. A przecież pracował w Szwajcarii.

macminik   17 #24 04.12.2016 13:19

@Anonim (niezalogowany): Przecież to nie był procesor w dzisiejszym sensie. Był to zespół układów logicznych realizujących określone funkcje i wykonujące określone rozkazy.

  #25 04.12.2016 13:31

@KR60: Produkt się sam nie sprzeda. Nawet genialny.
Więc każde przedsiębiorstwo musi mieć odpowiedni zespół, a nie tylko genialnych konstruktorów. Właśnie to handlowcom płaci się 2x więcej niż kadrze kierowniczej.

  #26 04.12.2016 13:35

@KR60: Z reszta poczytaj historię innego Polaka - Tadeusza Witkowicza. Pojechał do USA, studiował, potem wyprowadził 3 firmy na NASDAC. Poczytaj co on mówi o tym jaka powinna być konstrukcja przedsiębiorstwa i co jest w nim najważniejsze. Nie są to genialni inżynierowie.

micko   8 #27 04.12.2016 14:37

@KR60: Niestety weszliśmy jako spalona ziemia. Lokalni Wozniacy może i by się znaleźli, ale Jobsów nie było. Polacy nigdy nie byli kupieckim narodem i na biznesie się nie znali. Tym bardziej po 50 latach komunizmu.
W gospodarce kapitalistycznej produkcja i sprzedaż są jak Yin i yang dwie pierwotne i przeciwne, lecz uzupełniające się siły. Nie sztuką jest wyprodukować, ale trzeba też umieć sprzedać. Z kolei żeby sprzedać trzeba mieć co sprzedawać. Polska może i miała jakieś fabryki, ale część sprzedażowa była "spaloną ziemią". To co np. dzisiaj próbuje robić Ursus, należało zacząć 25 lat temu. Jeździć po świecie i próbować sprzedawać nasze prymitywne produkty (co może być zaletą) na rynkach wschodzących tj. Afryka, Indie, Azja. Niestety komunizm nie nauczył Polaków co to znaczy walczyć o klienta. Nie sądzę by w 1990r. ktoś w Ursusie myślał co by tu zrobić by sprzedać w świecie to co zjeżdża z taśmy.

macminik   17 #28 04.12.2016 14:44

@necavi: Nie, nie będzie części czwartej. Byłoby to bez sensu. W zasadzie można by to zatrzeć w kilku liniach tekstu.

  #29 04.12.2016 15:08

@micko: Co ty bredzisz? To niby z czego się dziś utrzymują najlepsze polskie firmy, skoro nie jesteśmy narodem handlowców? Myślisz, że handel zapisany jest w DNA? Widziałeś kiedyś dział handlowy jakiejś dobrej firmy?
Rozmawiałeś z tymi ludźmi?
Ja bym wam dał bana za szerzenie głupoty. To co rozwija to wymaganie od siebie, a nie pobłażliwość i wmawianie innym, że już tacy jesteśmy. Sam taki jesteś i szukasz usprawiedliwienia.

  #30 04.12.2016 15:49

Można prosić o dokończenie artykułów o Elwro? Bo historia naszego świata informatyki spod Pana ręki jest niesamowita!!! Czekamy na więcej

mmm777   6 #31 04.12.2016 16:39

Cudowne, cudowne...
Widzę że Gospodarz dotarł do kogoś z Elwro - i nareszcie są konkrety.
.
No cóż, to że potrafi się zrobić model laboratoryjny - nie oznacza, że potrafi się uruchomić produkcję seryjną. I tyle...
.
Sytuacja może przypominać coś innego: drugowojenny niemiecki projekt działa wielokomorowego. Wynalazca pokazywał na modelach, że działa. Dostał zgodę na realizację, ale niestety - przy wielkość naturalnej to nie działało. A wynalazca zastrzegł sobie monopol na kierowanie przedsięwzięciem...
Potem wojskowi inżynierowie to skomentowali - gdyby odpowiednio wcześnie odebrano mu projekt, to fachowcy by potrafili to doprowadzić do używalności, mimo że nie uważali go za sensowny ;)

micko   8 #32 04.12.2016 16:49

@Roman syn Ryżu (niezalogowany): Po pierwsze nie chodzi o żadne DNA, a raczej o pamięć instytucjonalną. Ile było i jest polskich firm albo jak kto woli korporacji działających globalnie? O tym jak potrafimy prowadzić inwestycje zagraniczne najlepiej świadczą sukcesy Orlenu, KGHM czy ostatnio Grupy Azoty.
Tak widziałem dział handlowy, a nawet wielokrotnie uczestniczyłem w procesach ofertowych/sprzedażowych. Co prawda była to sprzedaż usług, ale w skali międzynarodowej.
"To co rozwija to wymaganie od siebie, a nie pobłażliwość i wmawianie innym, że już tacy jesteśmy" Przepraszam, ale w którym miejscu coś takiego napiałem? Owszem wymaganie od siebie rozwija. Tylko, że najpierw trzeba uświadomić sobie swoje słabe strony, aby wiedzieć nad czym i jak pracować.
Tak, tacy byliśmy i w dużej mierze tacy jesteśmy. Co nie znaczy, że nie można tego zmienić. Tylko to wymaga wysiłku i chęci do zmiany.I nie szukam przy tym żadnego usprawiedliwienia.

revcorey   8 #33 04.12.2016 17:16

@macminik: A zdajesz sobie sprawę że nie jest trudno być konkurencyjnym cenowo wobec siemensa? Osobiście pracowałem w Polskiej firmie która miała umowy z siemensem żeby ich bardzo rzadko spotykane produkty (ich DCS SPPA3000) robić w Polsce a oni tylko dostawy a przecież system i tak drogi.
Tylko tu się płaci za jakość i bezproblemowość. Masz GeFaunc o 1/3 tańszy potrafi być od siemens a i tak często wybiera się siemens.

Sam na elektrociepłowniach widział szafy z napisem Elwro(ale już nieczynne). Czym mogło takie elwro konkurować z siemens, który miał S5 a wtedy to już w sumie S7. Miało pewnie urządzenia automatyki typu regulatory PID ale kto ich nie miał?

ukaszek   5 #34 04.12.2016 17:30

@macminik: Mógłbyś opisać historię Elwro i jak upadli? Miałem informatykę na ich komputerach, chyba o nazwie Junior. A na warsztatach jeszcze Odra w jednym pokoju stała, ze 4-5 szaf. Ech łezka się w oku kręci.

KR60   9 #35 04.12.2016 17:43

@micko: "Niestety weszliśmy jako spalona ziemia"

Gdyby tak było to sytuacja wyglądałaby inaczej. Na rynek szturmem weszliby inwestorzy, pobudowali swoje fabryki, zbudowali swoją infrastrukturę telekomunikacyjną, założyli swoje banki. A stare, przestarzałe zakłady państwowe poupadałyby nie mogąc sprostać konkurencji.
A było inaczej. Te zakłady nie na ogół upadały ale były przejmowane w wyniku procesu zwanego dziś rabunkową prywatyzacją.

Jakoś znajdowali się na nie chętni !!!

Tak znienawidzona tutaj Telekomunikacja Polska nie upadła, tylko została przekazana w obce ręce. Przez lata konkurencja korzystała z jej infrastruktury zanim urosła na tyle aby zacząć kłaść własną. Na spalonej ziemi byloby inaczej.
Firma RWE dostarczająca energię elektryczną do Warszawy i okolic przez lata nic nie wybudowała tylko wykorzystywała to co przejęła wraz z ze STOENem.
Na spalonej ziemi nie byłoby to mozliwe.

Dalkia? (to był SPEC). Wattenfall? co zbudował? Nic. Przejął Elektrociepłownie Warszawskie.
Na spalonej ziemi?

Wylicz sobie banki działające w Polsce i sprawdź które przyszły z własnym kapitałem. Pouczające.


Oczywiście można gdybać czy firmy te wytrzymałyby konkurencję ale nie było im to dane. Były "prywatyzowane" ideologicznie. Nie zależnie od wyników ekonomicznych.
Chyba największym absurdem była prywatyzacja Polmosu.
PRODUKCJA ALKOHOLU NIERENTOWNA?
To niemożliwe, to się nigdzie nie zdarza. A w Polsce tak.

Dosyć blisko znam przykład pewnej Państwowej firmy dobrze sobie radzącej w okresie przełomu, z pełnym portfelem kontraktów eksportowych. Firma jako prywatna istnieje do dziś i sobie dalej jakoś radzi. A jej prywatyzacja wyglądała tak: Zarząd zlecał Rachubie Płac naliczanie wysokich nagród dla Zarządu za które to pieniądze Zarząd wykupował akcje pracownicze. Genialne, prawda? Sam państwowy zakład sfinansował swoje przekazanie w prywatne ręce.

Na spalonej ziemi nikt nie kupowałby trupów, do których trzeba dokładać. nawet za niewielką cenę. A przecież kupowano i nawet czasem łapówki wręczano....

Nie twierdzę że było wspaniale. Było i złe zarządzanie i durne przepisy, Były przestarzałe maszyny i absurdalna polityka kadrowa. I mogę dużo o absurdach schyłkowego "socjalizmu realnego" opowiadać. Byłem już dojrzałym i doświadczonym człowiekiem. Patrzyłem na to świadomymi oczami.
Także na to co było potem.

Dlatego powtarzam, to nie była spalona ziemia.

KR60   9 #36 04.12.2016 17:59

@Roman syn Ryżu (niezalogowany): "Pojechał do USA, studiował, potem wyprowadził 3 firmy na NASDAC. Poczytaj co on mówi o tym jaka powinna być konstrukcja przedsiębiorstwa i co jest w nim najważniejsze. Nie są to genialni inżynierowie."

Widzisz, należy rozróżnić przynajmniej dwie perspektywy. Bliską, dotyczącą pojedynczego podmiotu gospodarczego, i dalszą dotyczącą całej gospodarki.

I o ile z tej bliższej ważny jest tylko zysk, bez względu na sposób jego generowania, o tyle z tej dalszej istotne jest jak ów zysk powstaje.

Z tej bliższej, to czy zbijesz majątek spekulacjami na giełdzie (tak mówiono jeszcze przed II WŚ, wIIRP ), handlując ubezpieczeniami, czy produkując samochody, nie jest istotne ale z tej dalszej bardzo.

Bo największe gospodarki świata opierają się na produkcji. Najbogatsze firmy niekoniecznie.

macminik   17 #37 04.12.2016 18:12

@Amaden (niezalogowany): Myślę, że da się zrobić. Może nie za tydzień, ale w ciągu najbliższych tygodni jak najbardziej.

micko   8 #38 04.12.2016 18:35

@KR60: Mówiąc o spalonej ziemi nie miałem na myśli twardej infrastruktury, ale przygotowanie intelektualne. Obrońcy starych porządków w gospodarce nie mogli zrozumieć, że utrzymanie starych zasad nie jest możliwe. Z koleii reformatorom tylko się wydawało, że wiedzą, a w rzeczywistości kupili przesłodzone obietnice tak jak frankowicze.
Ostro poszliśmy kursem na prywatyzację tak jak Brytyjczycy, którzy sami teraz płaczą, że nie mają przemysłu. Tylko, że oni mieli kapitał i City. A my zostaliśmy z niczym.

Sprzedaż energetyki, a raczej jej oddanie za bezcen to zbrodnia. Tym bardziej, że jak słusznie zauważyłeś zachodni inwestorzy w ogóle nie inwestowali, a tylko ciągnęli kasę.Poza tym energetyka to infrastruktura krytyczna/strategiczna.

Sprzedaż TP to ewidentna machlojka pewnego doktora wraz z pomagierami. Na szczęście rozwój technologii rozzwiązał problem. Myślę, że gdyby TP została państwowa funkcjonowała by mniej wiecej jak Poczta Polska. Poza tym jeśli chodzi o telekomunikację to inwestorzy weszli i zbudowali swoją infrastrukturę. Mam tu na myśli sieci komórkowe.

A co do produkcji alkoholu to owszem może być nierentowna. Przez 25 lat znacząco zmieniła się struktura spożycia.Polacy wódki piją coraz mniej. Na światowych rynkach konkurencja też jest mocna (Rosja, Finlandia, Szwecja itd.)
Ostatnio w sklepach pewniej sieci handlowej można kupić polskie wina. Jedne z droższych w ofercie np. w porównaniu z węgierskimi. W tej kategorii raczej nie mamy co konkurować.

Gdybyśmy byli świadomi, przekrętów frankowych to i z bankami nie byłoby takich problemów. Niestety nie "naumieliśmy" na przykładzie innych. A było na kim się uczyć:
http://forsal.pl/artykuly/924904,kiedy-zaczeto-udzielac-kredytow-frankowych-kred...

Niestety w transformację weszliśmy jako "spalona ziemia" (intelektualnie). Byliśmy jak dzieci we mgle i odebraliśmy bolesną lekcję. Polacy nawet nie wiedzieli, że nie wiedzą czym jest tzw. kapitalizm i jakie reguły panują w zachodniej gospodarce.

marrrysin   7 #39 04.12.2016 20:06

"Karpińskie twierdził, że w PHZ Metronex" - prawie jak puchatkie :troll: PHZ czy PZH? :P

Autor edytował komentarz w dniu: 04.12.2016 20:18
overconscious   2 #40 04.12.2016 20:10

@Ayn_Rand (niezalogowany):

"Tak nie działa gospodarka rynkowa. Inaczej byśmy byli wciąż w XIX wieku. "

Nie żyjemy ani w XIX wieku, ani w XX wieku, tylko w XXI. Czegoś takiego jak dzisiejsza globalizacja w historii jeszcze nie było i nie da się znaleźć punktu odniesienia w przeszłości.

Nie wiem czy wiesz, ale 80% światowego kapitału zarządzane jest przez grupę zaledwie kilkudziesięciu ludzi. To nie teoria spiskowa, ale analiza powiązań biznesowych przeprowadzona przez szwajcarskich naukowców (łatwo znaleźć źródła).
Krótko mówiąc - tobie się wydaje, że jest wolny rynek. No jest, no tak to od dołu wygląda, że wszystko jest zróżnicowane, tylko jak się analizuje powiązania, to się okazuje, że konkurenci mają tego samego właściciela lub inaczej są kapitałowo powiązani.
Ja też mogę otworzyć 2 "konkurencyjne" sklepiki pod różnymi markami, ale.... nie o to chodzi.

Czasy się trochę zmieniły i to już nie czas pucybuta który został milionerem. Dziś żeby zarobić drugi milion trzeba mieć pierwszy.
Oczywiście komuś tam się jeszcze uda, ale w totka też niektórzy wygrywają, co nie zmienia reguły, że co do zasady jest to prawie niemożliwe.

Windows najlepszym przykładem - od lat 80 tych do dziś (30! lat później) pozycja Microsoftu się tylko umocniła. No chyba, że ponad 90% rynku na całym świecie to nie monopol.
W latach 80-tych i na początku 90-tych było jeszcze można pokonać Microsoft. Teraz życzę każdemu powodzenia. Prędzej umrze cały rynek PC niż oni z tego rynku znikną. Windows, Office, Serwery i oprogramowanie pokrewne w firmach - beton jak nic.
Ale nie tylko Microsoft - wyszukiwarka Google (gdzie tu konkurencja), portal Facebook (gdzie tu konkurencja), eBay, Allegro, Amazon, nawet taki WhatsApp. Kto się raz zabetonował ten rządzi na danym rynku i albo umiera cały rynek, albo nic monopolisty nie ruszy.
Fakty, fakty, fakty, nie teoria. I proszę cię nie pisz mi, że można wybrać Linuxa zamiast Windowsa, Google+ zamiast Facebook, LibreOffice zamiast Office, itp., bo śmiechem padnę.
Nie, nie można. Chociaż przepraszam można, tyle, że będziesz się czuł jak człowiek drugiej kategorii i zewsząd zbierał baty jeśli nie pójdziesz z mainstream'em (np możesz być na Google+ ale nie będziesz tam miał swoich znajomych).

" Bezrobocie jest zawsze krótkotrwałe i nikt nie zasługuje, by z racji wykonywanego zawodu był traktowany przez społeczeństwo jak święta krowa i był przez nie utrzymywany. "

No tak, znam całe osiedla, gdzie bezrobocie jest już dziedziczne. Drugie pokolenie żyje już z zasiłków. Słowem "Jest dokładnie tak jak piszesz."
Tam już jest nawet taka mentalność, że jak się dorasta to biega się po pomoc gdzie się da, tu się coś ukradnie, itp. Tak rodzice wychowują swoje dzieci.

Ktoś za tym socjalem przecież głosował i go przegłosował, nie sądzisz ? I to nie byli "ludzie pracy" ani przedsiębiorcy.

Jest nawet udowodnione, że ludzie którzy siedzą na bezrobotnym dłużej niż 2 lata to mają znikomą szansę, że na rynek pracy kiedykolwiek wrócą. Zazwyczaj już zostają w tym bagienku, będąc przekonanymi, że nic się nie da.

Gdyby z resztą to było tak różowo jak sobie teoretyzujesz, to nawet imigracja byłaby wielkim sukcesem a praca imigrantów powinna napędzać zachodnie gospodarki jak z kopyta. Tymczasem wiadomo jak to się udało - złodziejstwo, rabunki, socjal, postawa roszczeniowa.

Takie myślenie, że ludzie zawsze sobie poradzą skutkuje właśnie takimi cudami jak 500+ i rządami które je wprowadzają. Za tym przecież stoi armia ludzi, która to popiera (poprzez wybory) - taką polityką właśnie. I nie byłoby tego, gdyby ci ludzie mieli pracę i wierzyli w swoje możliwości w tej "gospodarce wolnorynkowej".
Ci ludzie stracili nadzieję, że mogą zarobić, że mogą się we współczesnej rzeczywistości odnaleźć i liczą już tylko na pomoc państwa. A pomoc państwa to przecież ciężar dla pozostałych.

Krótko mówiąc, przez takie myślenie, że ludzie zawsze sobie jakoś poradzą, zawsze znajdą pracę, stworzyliśmy armię roszczeniowo nastawionych ludzi, którą dziś musimy utrzymywać.

overconscious   2 #41 04.12.2016 20:21

@Roman syn Ryżu (niezalogowany):

To powiedz mi jak wyjaśnisz kilka prostych rzeczy.

Dlaczego w Niemczech za tą samą pracę w tej samej firmie dostanę dużo więcej niż w Polsce ?

Dlaczego nawet Polska firma mająca filię w Niemczech (znam takie przykłady) płaci Niemcowi dużo więcej za tą samą pracę niż Polakowi w Polsce ?

Co stoi nam na przeszkodzie w dogonieniu Niemiec, Wielkie Brytanii, Francji czy Włoch, skoro kapitał już obecnie ponoć nie ma narodowości.

Dlaczego Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy, itp są bogatsze ?
Dlaczego tam emigrujemy ?
Co takiego mają te kraje, skoro wiele firm, które są u nich, u nas też działają ?

Podobno to wszystko jest proste.

overconscious   2 #42 04.12.2016 20:39

@KR60: "W okres transformacji Polska nie weszła jako spalona ziemia. "

Powiem ci tak, nawet firma mojego ojca działa dzięki osiągnięciom PRLu.
Natomiast niektóre obliczenia z dziedziny fizyki, które wykonujemy do wykonania pieców, robimy bazując na rosyjskich dokumentacjach. Te dokumentacje, jak mówił mi ojciec, opracował jakiś radziecki fizyk dla którego było to dzieło całego życia (bez żadnej przesady). Do tej pory nie ma wielkiego postępu w tej branży, a jedynymi konkurencyjnymi dokumentacjami dla radzieckich były tylko niemieckie.

Tego nie opracujesz sobie w domowym zaciszu, nie stworzysz takiej firmy z kolegami, którzy mają trochę grosza i wiedzy. Musisz mieć pewną technologiczną "bazę", pewien start.

PRL miał taką bazę w wielu dziedzinach. Tam gdzie znalazł się ktoś ogarnięty, to po prostu (w toku tego bałaganu) ukradł osiągnięcia poprzedniego systemu i przeniósł to na prywatny interes, chroniąc później to know-how. Nasza firma to też właśnie taki przypadek.
Myślisz, że jak robiło się spektakularne kariery w latach 90tych ? Jak ludzie nie mający nikt, nagle stawali się milionerami i dlaczego teraz nie udaje się już tego za bardzo powtórzyć (nie na taką skalę) ?

Tam zaś gdzie nie było kogoś rozumnego, tam technologia po prostu przepadła. A żeby przepadła nie trzeba wiele - wystarczy, że konkurencja sobie skopiuje albo ktoś kupi źle zarządzaną firmę, skopiuje co trzeba i zamknie.
Jedną z rzeczy, których uczył mnie ojciec, to zawsze tłumaczył, że technologie, know-how firmy to są rzeczy które się bezwzględnie chroni i trzyma w najściślejszej tajemnicy, bo to największa wartość firmy.

Czy myślisz, że know-how tych wszystkich zakładów, które wymieniłeś, ktoś należycie chronił i pilnował ?
Przeciwnie panowała opinia, że wszystko co z PRLu to złe i tylko zachodni kapitał może nas zbawić.
No to teraz mamy zachodni kapitał, tyle, że staliśmy się krajem montowni i wyrobnikiem bogatszych krajów zachodnich.

macminik   17 #43 04.12.2016 21:25

@marrrysin: Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego, to chyba PHZ nieprawdaż ?

zielony_morderca   6 #44 04.12.2016 22:47

w podsumowaniu lezy szkopul sprawy. Inzynier powinien zajac sie inzynierja, ksiegowy strona pieniezna projektu, a w tym przypadku metronex strona prawna dokumentacji i wymogow. Nawet najlepszy inzynier potrafi rozlozyc projekt od strony inwestycyjnej.

  #45 04.12.2016 22:48

@Anonim (niezalogowany): "Asperger? :)"

Podobnie jak u JKM-a ;p

  #46 05.12.2016 00:19

@macminik: Bardzo dziękuję za odpowiedź i czekam z niecierpliwością :-):-):-) Pozdrawiam serdecznie

  #47 05.12.2016 08:21

@overconscious: Jasne towarzyszu komsomolcu, lepiej było zasuwać za $15 na miesiąc w świetlanym ustroju, w którym trzeba było mieć zezwolenie na posiadanie anteny satelitarnej czy ksera. Jak już wspominasz o brutalności kapitalizmu, to warto byłoby wspomnieć o łagodności komunizmu i wymordowaniu przez niego ponad 100 mln ludzi i to w kilkadziesiąt lat.
Probelmem było towarzyszu, że zbyt wolno prywatyzowano i nie wszystko.

kilijanek   9 #48 05.12.2016 09:09

@Anonim (niezalogowany): Jobs był nawet gorszy od Karpińskiego - nie miał dobrego zdania o członkach swojego zespołu i o jakości pracy programistów Apple. Dlatego raz z Apple się pożegnał :P
Podejście Jobsa starał się łagodzić Steve Wozniak.

Gdy do głosu dochodzą wyłącznie inżynierowie, to powstają produkty typu Windows NT. Świetny i dopracowany system, który później został zabity przez managerów - decyzją managerów umieszczono obsługę czcionek w kernelu, wywalono Unix services i szereg rzeczy spaprano... efektem tych zmian "na lepsze" był dziurawy i niestabilny system, na którym powstał Win2k, WinXP i późniejsze :(

Zamiast dać wykazać się inżynierom, to oni narzucili im wymagania i wyszło g*no... To samo z Karpińskim, przez jego upór, by użyć najlepszych podzespołów, stracił cenny czas - może i K-202 był innowacyjną konstrukcją, gdy powstał jego koncept, ale 2-3 lata później konkurencja miała już coś podobnego. :/

macminik   17 #49 05.12.2016 09:18

@kilijanek: "Jobs był nawet gorszy od Karpińskiego - nie miał dobrego zdania o członkach swojego zespołu i o jakości pracy programistów Apple. Dlatego raz z Apple się pożegnał :P Podejście Jobsa starał się łagodzić Steve Wozniak"

Większych bzdur nie czytałem..... Jobs o swoich dobranych pracownikach mówił, że są najlepsi. Nie dlatego też wyleciał z Apple. Wozniak nic nie miał do tego

kilijanek   9 #50 05.12.2016 09:20

@macminik: a jak potraktował swoich "najlepszych" pracowników przy rozdziale akcji, gdy firma wchodziła na giełdę? Czy czasem nie 'ukradł' akcji swoich pracowników? Czy czasem to nie Wozniak oddał część swoich akcji, by zażegnać konflikty i zapobiec odejściom pracowników?

  #51 05.12.2016 09:24

@kilijanek: A od kiedy to Apple był firmą państwową, że pracownikom należały się jakieś akcje?
Gdyby Jobs ukradł akcje pracownikom, to pościliby go w skarpetkach i skoczyłby jako bezdomny.

macminik   17 #52 05.12.2016 09:48

@kilijanek: Jobs nie rozdał akcji wszystkim, co zdaniem Woza nie było sprawiedliwym rozwiązaniem, ale czy Jobs jako współwłaściciel firmy nie miał prawa zadecydować co komu daje ? Woz był i jest człowiekiem, który by rozdał wszystko. Tak też wówczas się zachował i część swoich akcji rozdał tym, których Jobs pominął. Kradzieży akcji także nie było.

Zresztą, chodziło tylko o jedną osobę, która i tak odeszła bez względu na fakt, że dostała akcje od Woza. Więc zamiast liczby mnogiej, robi się jednostkowy przypadek.

Ot, legenda z serii tych, o zwalnianiu w windzie i tym podobnych dyrdymałów.

kilijanek   9 #53 05.12.2016 11:00

@macminik: Ja słyszałem wersję, że chodziło o kilku pracowników. Zresztą ludzie, którzy pracowali wcześniej w Apple, często mówili, że Jobs doceniał ich tylko na konferencjach, natomiast w pracy beształ za to, że ośmielili się mieć wątpliwości do jego pomysłów.

Z tymi akcjami, to ponoć uzgodnili jaki udział akcji ma każdy z pracowników otrzymać, po czym Jobs zmienił decyzję, gdy już te akcje miały być rozdawane.
To jak umowa zawarta ustnie, a potem jedna strona ją zrywa, bo przecież nie jest wiążąca - nie wiem jak w USA, ale w Polsce jest wiążąca. Może moje podejście to też różnice w mentalności, kulturze, w stosunku do praktyk w USA, jednak wydaje mi się, że postępowanie Jobsa w początkach Apple, nie było do końca uczciwe wobec współpracowników.

  #54 05.12.2016 12:10

@macminik: To chyba zrobiłeś kilka błędów w tekście, nieprawdaż?

marrrysin   7 #55 05.12.2016 12:13

@macminik: To chyba zrobiłeś trochę błędów w tekście, raz pisząc PZH a raz PHZ, nieprawdaż? Literówki z "Karpińskie" też nie poprawiłeś...

Niektórym to trzeba jak krowie na rowie, bo "nie rozumio"...

macminik   17 #56 05.12.2016 13:31

@marrrysin: Skoro masz tylko takie problemy, to zazdroszczę...

Autor edytował komentarz w dniu: 05.12.2016 13:32
KR60   9 #57 05.12.2016 15:48

@micko: "Mówiąc o spalonej ziemi nie miałem na myśli twardej infrastruktury, ale przygotowanie intelektualne."

Z takim rozumieniem mogę się zgodzić.

fras   8 #58 06.12.2016 10:41

@micko: "Obrońcy starych porządków w gospodarce nie mogli zrozumieć, że utrzymanie starych zasad nie jest możliwe. Z koleii reformatorom tylko się wydawało, że wiedzą, a w rzeczywistości kupili przesłodzone obietnice tak jak frankowicze. "

To nie tak było. Oficjalnymi reformatorami w Polsce byli figuranci zachodniego kapitału, np. Balcerowicz jest powszechnie wiązany z Sorosem jako protektorem i Sachsem jako mózgiem ekonomicznym operacji. Oni WIEDZIELI co robią, a cokolwiek "wydawało" się tylko ogłupionym polskim masom którym wciskali kit o reformach. W komunistycznych Chinach już na przełomie lat 70 i 80 Deng wprowadził stategię która działa do dziś, choć w latach 70 Chiny to była wyjątkowo obłąkana, izolowana komuna jakiej w Polsce na szczęście nigdy nie było.

"Niestety weszliśmy jako spalona ziemia. Lokalni Wozniacy może i by się znaleźli, ale Jobsów nie było. Polacy nigdy nie byli kupieckim narodem i na biznesie się nie znali. Tym bardziej po 50 latach komunizmu. "

Spalona ziemia tutaj była w 1945 a nie w 1989. I Wojna - spadek PKB o 30%, II Wojna - spadek jeszcze większy + wymordowanie inteligencji. Klika piłsudczykowska - idealizowana w III RP, ale za II RP Polska się COFAŁA w rozwoju. Chłop kupujący sól dla zwierząt musiał przynosić zaświadczenie o moralności, rząd rozdzielał monopole i te monopole dusiły rynek wysokimi cenami. II RP to był HORROR: analfabetyzm, brud i zacofanie. np. na początku dwudziestolcia międzywojennego Polska produkowała 9% energii elekrycznej w stosunku do Niemiec, ale w 39 już tylko 7%. W PRL to nadgoniono, ta proporcja doszła do 30% produkcji niemieckiej. Wiesz co to jest zbudować energetykę, uczelnie, założyć kanalizację w miastach? Nie jestem piewcą PRL, ale jak czytam propagandę, że w 1989 była "spalona ziemia" to zastanawiam się jak ludziom mózgi wyprano. Wy wiecie co to jest spalona ziemia?

fras   8 #59 06.12.2016 10:52

@overconscious komentując słowa KR60:

"Od ponad ćwierć wieku Polska należy do bloku państw zachodnich i możemy się przekonać jak to wygląda w praktyce."

piszesz:

"Ale to przecież tak nie działa. Nie da się zniszczonej firmy i zaprzepaszczonych szans odbudować później. "

Właśnie, że tak działa. Z firmą nie, ale z krajem owszem. 40 lat dobrego rządzenia i nadganiasz. Korea Południowa zaczynała w latach 70 z poziomu niższego niż Afryka. Japonia w XIX wieku miała do nadrobienia epokę. Gdybyś grał w cywilizację, to pewnie uznałbyś grę Japonią w XIX wieku za przegraną :D

Znam to gadanie, że GDYBY Polska była w bloku zachodnim, to byłby teraz raj. To wynika z nieznajomości historii. np. II RP, która była krajem chronicznie antyrozwojowym. Zapominasz o całej prowincji zachodu: Grecji, Ekwadorze, Portugalii, Tajlandii, Peru....Te świerć wieku III RP dobitnie pokazuje gdzie Zachód nam wyznaczył miejsce, a my z kolei potulnie je przyjeliśmy.
Np. PRL samodzielnie produkował samoloty i śmigłowce. Teraz ten przemysł to obce montownie, a więc zyski i technologia nie zostają w kraju. O kontrolowanie technologii należało walczyć.
Z resztą o czym tu gadamy. Zachodowi Polacy oddali nawet handel detaliczny narażając polskich dostawców na niskie marże, a więc wegetację. Oczywiscie ten handel nie jest opodatkowany (de facto).

Niektórym się ciągle wydaje, ze gdyby nie zła historia to bylibyśmy dziś drugą Japonią. A skoro nie jest, to przez 50 lat komunizmu. le jeszcze będziecie tym komunizmem tłumaczyć złą sytiację teraz. 30 lat już minęło. 100 lat? 200? W PRL zrzucano winę na II Wojnę i sanację. W sanacji na rozbiory. Nieudacznik zawsze znajdzie jakieś wytłumaczenie. Polacy są jednostkowo zdolni, ale jako naród są nieudacznikami. I będą, bo miejscowe elity to zgraja głupków i kanalii. Co zobaczę mądrzejszego człowieka, to okazuje się, że
- nie ma na nic wpływu
- zamieszcza na YT filmiki z 2tys wyświetleń

Natomiast cała elita III RP, to prymitywne buce. Tuski, Misiewicze, miernoty w fundacjach biorących dotacje od państwa. Nawet kler jest jakiś nie teges. Rydzyk na przykład nigdy nie potrafił w swoich mediach wylansować sensownej opozycji, a to co naprawdę robi to delikatne promowanie układu okrągłostołowego, UE i chwalenie tolerancji panującej w Izraelu (sic!). On też ma z tego układy kasę.

fras   8 #60 06.12.2016 11:14

@KR60: "Ja akurat należę do pokolenia, które wierzyło że gdy tylko ruscy przestaną nas doić to będziemy bogatsi niż Japonia. "

1) Sowieci doili trochę Polskę w latach 40 i 50,a przede wszystkim wymuszali w na PRL forsowane zbrojenia (wojna koreańska). Przez większą część czasu dojenia sensu stricto nie było. Marazm wynikał z narzucenia głupiego ustroju.

Dojenie masz teraz - zwykłe zakupy w hipermarkecie. Spójrz na koszyk: marża leci za granicę. Wykształceni ludzie - jadą za granicę. itd. Jest dostatniej niż w PRL, ale dojenie jest nieporównywalne. Po prostu dojący jest o niebo sprytniejszy od Sowietów. Sowieci dopłacali do Kuby, a USA całą Amerykę Południową dyskretnie doi.

2) Najwięcej pieniędzy ZSRR pompował w republiki nadbałtyckie, w drugiej kolejności na Ukrainę. Bądźmy obiektywni i nie przypisujmy Rosjanom wszystkich sukcesów, np.typu człowiek w kosmosie. Ich sukcesy zakończyły się w 1917 - od tego czasu Rosjanie nie kontrolują swego państwa. Czy będą kontrolować, to zależy czy Putin usunie proamerykańskich urzędników z rosyjskiego banku centralnego. (tak, sytuacja to szok dla leminga majacego zerowe pojęcie o tym co się dzieje w Rosji)

3) prof. Antony Sutton opisał związki bolszewików z Wall Street, a wiele monografii poświęcił transferom technologii z USA do ZSRR. Bolszewizm był tworem antyrosyjskim mającym za zadanie wyeliminować Rosję jako konkurenta geopolitycznego i zamienić w zdalnie kontrolowaną surowcową kolonię - co z czasem okazało się fiaskiem, bo miejsowi komunisci za bardzo rozbrykali się z produkcją wojskową i przestali być zależni. 80% członków pierwszych rządów bolszewickich stanowili Żydzi. Stalin - Gruzin, Chruszczow - Ukrainiec, Kaganowicz Żyd. Demontaż ZSRR robiła ekipa nie poczuwająca się do jakiejkolwiek narodowości.

oczywiście na skutek wieloletniej propagandy Rosjanie uznali Lenina za swojego, a Polacy za rosyjskiego. Odnoszę wrażenie, że z obiema grupami ciężko rozmawiać. W dodatku z powodów geopolitycznych Polskę wyznaczono jako państwo frontowe i szczucie na Rosjan jest na całej linii. Wielu skądinąd porządnych i zrównoważonych ludzi zachowuje się już jak zwierzęta.
Jest taki znany obrazek z heilującymi Niemcami na którym jeden nie heiluje. KAŻDY komentator utożsamia się z tym jednym. A g prawda. WIększość ludzi na miejscu tych Niemców byłaby heilującymi a tego wstrzymującego się jeszcze by podkablowała. Taka jest prawda o plugawym homo sapiens.

Autor edytował komentarz w dniu: 06.12.2016 11:21
revcorey   8 #61 06.12.2016 22:15

@overconscious: "PRL miał taką bazę w wielu dziedzinach"
Rosjanie szczególnie w dziedzinie przemysłu ciężkiego(hut itd.) mają spore dokonania ich obliczenia wykorzystuje się do dziś. Matematyka/Fizyka była w ZSRR szanowana podobnie w Polsce. Problemem jest to że świat szedł w stronę nowoczesnych technologi a nie tylko hut.
Tego już nie mogli dogonić bo to wymaga zupełnie innego modelu myślenia i pracy.

Żadną tajemnicą jest że w rafako trzaskali projekty z komuny i chyba nawet jeszcze dziś przerysowują projekty z papieru milimetrowego do CAD, chociaż rafako dziś to już cień samego siebie ,ale dojechaliśmy go sami rękai misiewiczów. A Polska w energetyce miała spore osiągnięcia i know-how. Aczkolwiek nie było już w latach 80-tych i do dziś kasy na gwałtowne modernizacje, dziś to się dzieje z musu.

overconscious1981   8 #62 10.12.2016 08:12

@LookiTooki (niezalogowany): "Jasne towarzyszu komsomolcu, lepiej było zasuwać za $15 na miesiąc w świetlanym ustroju"

No i zobacz, za te 15$ na miesiąc szło kiedyś przeżyć - opłacając czynsz, gaz, prąd i wyżywiając rodzinę.

Dziś za rząd wielkości tego nie da się.

Czyż to nie najlepszy dowód jak kapitalistyczna gospodarka jest ogromnie marnotrawna ;)

Shinu   5 #63 17.12.2016 15:10

Bardzo dobry cykl artykułów. Dzięki.

Kotletor   7 #64 13.02.2017 10:42

sporo usystematyzowanego info na temat komputerów robionych przez karpińskiego. jedyne czego można współczuć, to ułomności ówczesnych władz. nie wyniuchały w tym biznesu.

Gratulacje!

znalezione maszynki:

Twój czas:

Ogól Naczelnego!
Znalazłeś(aś) 10 maszynek Wilkinson Sword
oraz ogoliłeś(aś) naszego naczelnego!
Przejdź do rankingu
Podpowiedź: Przyciśnij lewy przycisk myszki i poruszaj nią, aby ogolić brodę.