Wehikuł czasu z Bajtkiem — 1986 część pierwsza

Rok 1986 był… bardzo pamiętny nie tylko dlatego, że „Bajtek” zrobił się wreszcie kolorowy. Nowy polski Fiat 125p kosztował 1 400 000 zł, ale i tak mało kto mógł go kupić, bo trzeba było mieć na niego specjalny bon. Stąd absurd PRL, że używany Fiat 125p bywał droższy niż ten nowy. W Czarnobylu ktoś wciska niewłaściwy guziczek i pół świata wpada w panikę nie mniejszą niż dziś z powodu korona wirusa.

Na ekranach telewizorów pojawia się sympatyczny ALF, ale tylko na ekranach zachodnich telewizorów. Alf do Polski dociera dopiero w 1990 roku. Na dyskotekach rządził duet Modern Talking z przebojem „Brother Louie”, a jak ktoś wolał się trochę poprzytulać, to nie było nic lepszego niż Berlin i „Take my breath away” z filmu Top Gun, który także w 1986 roku trafił na ekrany kin, a większość nastolatek pokochała Toma Crusa. Powstaje też jedna z najbardziej znanych grup brytyjskich „Pet Shop Boys”, która przez kolejne kilka lat serwuje całą masę hitów pop.

Lars Urlich i jego kumple z zespołu Metallica wydają jeden z najlepszych albumów w historii trash metalu i w swojej karierze — "Master of Puppets", kandydując do tytułu najlepszego zespołu trashmetalowego w historii.

Slayer wydał w tym roku jedną z najlepszych, najszybszych, najbardziej krwistych i ogólnie „naj” płyt — Reign Blood, na której ich perkusista Dave Lombardo osiągał 280 uderzeń na minutę, czyli prędkość i technikę nieosiągalną do dziś dla wspomnianego powyżej bębniarza rodem z Danii.

A co na to „Bajtek”?

Dziś przejrzymy dwa pierwsze numery „Bajtka” z 1986 roku. Zmiany w czasopiśmie widoczne są już na pierwszy rzut oka. Gazeta wreszcie stała się kolorowa. W pełni kolorowa. To już nie jest jeden niebieski kolor, ale całą paleta kolorów. Trochę mdłych, ale jednak. Niestety papier nadal przypominał ten, jaki był w gazecie codziennej. „Bajtek” też podrożał do 100 zł, a w środku pojawiły się pierwsze reklamy. Ta uwaga do tego, że pod poprzednimi wpisami pojawił się bardzo trafny komentarz, że była to gazeta pełna treści i bez reklam. Owszem, była, ale tylko w 1985 roku. Cena reklamy? 200 zł za 1 cm kwadratowy plus ewentualnie dopłata za kolor. Na szczęście reklamy zajmują jeszcze tylko 60% jednej strony gazety.

„Bajtkowi” trochę brakło weny w pierwszych numerach 1986 roku. W pierwszym numerze znalazło się ponownie kilka „wstawek” retrospektywnych, czyli jak doszło do narodzin pisma. Jedyną nowością dla nas może być to, że pierwsze cztery numery „Bajtka” wychodziły w dość skromnym nakładzie 50 tys. egzemplarzy. Często w komentarzach pod poprzednimi wpisami pojawiały się głosy, że ktoś nie zdołał kupić numeru „Bajtka”, bo był już wykupiony. Począwszy od 1986 roku, nakład „Bajtka” został zwiększony do 200 tys. egzemplarzy.

Dla mnie drugim świadectwem na chwilowy brak weny twórczej jest fakt publikowania przez dwa numery fragmentów z książki Everetta M. Rogersa i Judith K. Larsen — „Gorączka Krzemowej Doliny”. Czy wiedzieliście, że nazwę „Krzemowa Dolina” ukuł Don C. Hoefler — redaktor gazety „Microelectronics News w 1971 roku? Wcześniej rejon ten nazywano po prostu „Przemysł Elektroniczny Zachodniego Wybrzeża” albo krótko „Palo Alto”. Sądząc po fragmentach, książka może być dość ciekawa, o ile redakcja „Bajtka” nie wybrała tylko tych naprawdę ciekawych.

Pojawiła się też historia polskiego komputera „Elwro”, który miał skomputeryzować polskie szkoły. Historia opowiedziana przez Dyrektora ds. technicznych – Jana Kurylca wskazywała, z jakimi problemami polski przemysł komputerowy musiał się borykać na początku ery masowej informatyki. Zakłady „Elwro” notowane na 153 miejscu największych zakładów produkcyjnych w Polsce, produkowało sprzęt (nie tylko komputery) o wartości 8.5 miliarda zł. i był jednym z czołowych producentów elektroniki oraz systemów komputerowych III generacji. „Elwro” produkowało telewizory, monitory kalkulatory, aparaturę pomiarową, chromatografy gazowe oraz… elektroniczne organki „Elwirka”, których obudowa została wykorzystana podczas produkcji komputera Junior 800.

W 1980 roku zakłady „Elwro” produkowały już komputery 8-bitowe – Elwro 500 przeznaczone dla księgowości i administracji, jednak ich produkcja była więcej niż skromna. Rocznie powstawało około 400 sztuk komputerów serii 500. Dlaczego tak mało? Problemem były dostawy podzespołów przeznaczonych nie tylko na produkcję komputerów. Dostawy były bardzo nieregularnie i cała załoga Elwro musiała się przerzucać na produkcję tego, do czego akurat przyszły części. 

Dziś dostaliśmy wyświetlacze do kalkulatorów. Wszyscy robimy kalkulatory! Jutro podobno będą kineskopy, więc będziemy wszyscy robić kawałek monitorów!

Kolejnym problemem były przestarzałe i niewydolne linie produkcyjne, przystające bardziej do niewielkiej manufaktury niż do jednego z czołowych producentów elektroniki w Polsce Ludowej. Elwro za to mogło poszczycić się jednym z najwyższych współczynników kadry wykwalifikowane oraz… jednymi z niższych płac w Polsce. Elwro było przystosowane do produkcji konkretnych produktów, z których było znane za granicą — kalkulatory, sprzęt pomiarowy. Komputery choć przyszłościowe, nie były mogły być na początku głównym produktem Elwro, gdyż znajdowały tylko lokalnych odbiorców.

Mimo tych problemów rozpoczęto prace nad komputerem Elwro 600 profesjonalnym komputerem przeznaczonym dla inżynierów, naukowców i nauczycieli, oraz znanego nam Elwro 800 Junior, czyli komputera szkolnego i domowego. Zauważcie, jak bardzo „biedna” była ta produkcja komputerów.

Do produkcji Elwro 600 zaprojektowana została obudowa typu desktop. Komputer Elwro Junior 800 otrzymał obudowę z organek „Elwirka”, stacje dysków dla Juniora zaprojektowano w … obudowie Elwro 600, który nigdy rynku nie zawojował. 

Elwro prognozowało produkcję komputerów Elwro 800 na poziomie 100 tys. sztuk rocznie (wiedziano już, że komputer ten został wybrany przez oświatę). Zakładano także, niezwykle optymistycznie, że komputer Elwro 800 będzie konkurencyjny cenowo wobec komputerów sprowadzanych indywidualnie do Polski, a cena polskiego komputera nie powinna przekraczać 100 tys. zł. Jak to się skończyło, chyba wielu z nas doskonale wie.

Od swojego pierwszego numery „Bajtek” starał się umieścić coś ciekawego dla majsterkowiczów. W pierwszym numerze „Bajtka” z 1985 roku była to propozycja zbudowania bardzo prymitywnego Joysticka. W pierwszym numerze z 1985 roku „Bajtek” proponował budowę Paddles, co później tłumaczono na „wiosełka”. Czy ktoś z was pamięta takie kontrolery do grania?

Do budowy wiosełek potrzebne były dwa potencjometry 1 M ? (0,5 – 1W), dwa przełączniki astabilne, dwa pudełka z tworzywa sztucznego oraz kabelki. Do prostego schematu, „Bajtek” załączył krótki program – sterownik – przeznaczony dla komputera Commodore C64.

W pierwszym numerze „Bajtka” z 1986 roku znajdziemy pobieżne nieco opisy komputerów, jakie są na rynku oraz komputerów, które lada dzień miały opanować rynek – Amigi, Atari ST, oraz nowy Apple II obsługujący okienka. Istotnie, we wrześniu 1986 roku pojawił się Apple IIGS, którego opis już kiedyś umieściłem tutaj.

Nieco więcej miejsca „Bajtek” poświęcił ZX Spectrum 128 Plus, z którym wiązano wielkie nadzieje, a który okazał się ostatecznie… trochę spóźnionym pomysłem. Szerzej możecie o nim przeczytać tutaj.

W drugim numerze „Bajtka” ciekawostką, którą znalazłem był opis polskiej drukarki D-100. Uświadomiłem sobie, że mówi się o polskich komputerach, czasem wspomina się o polskich monitorach, ale o drukarkach?

Drukarka D-100 produkowana była przez Zakłady Mechaniczne i Precyzyjne „Mera-Błonie”. Była to drukarka mozaikowa, gdzie każdy znak na papierze składał się z wielu punktów nabijanych przez jedną z dziewięciu igieł głowicy drukarki. Rynkowa cena drukarki wynosiła od 120 do 150 tys. zł. W momencie opisu drukarka była nowością na rynku, jednak zakłady Mera-Błonie liczyły na to, że zapotrzebowanie na tanie drukarki będzie rosło i produkcja docelowa będzie wynosiło około 50 tys. drukarek rocznie, z czego do 50% produkcji miałoby trafiać na rynki zagraniczne. Warto tu podkreślić, że drukarka ta została w pełni zaprojektowania przez trzyosobowy zespół inżynierów Zakładów Mera-Błonie, a jej głównym inżynierem był Krzysztof Jeziorski.

W drugim numerze „Bajtka” po raz pierwszy znalazła się komputerowa lista przebojów, w której wybierano najpopularniejsze gry. Ciekawi jesteście, jak wyglądało TOP 10?

  1. Jumping Jack
  2. The Way of the Exploding Fist
  3. Tapper
  4. Tir Na Nog
  5. Atic-Atak
  6. Sabre Wulf
  7. Psytron
  8. Hobbit
  9. Ghostbusters
  10. Knight Lore

Gra, która wylądowała na pierwszym miejscu, warta jest tego, by poświęcić jej nieco więcej uwagi. Na pierwszy rzut oka.... prymitywna. Co w niej może być ciekawego? Grywalność. Założenia gry były niezwykle proste. Jampping Jack miał za zadanie dostać się na górę ekranu. Mógł skoczyć na wyższy poziom tylko wówczas, gdy dokładnie nad nim był otwór. Jeśli nie trafił, spadał poziom niżej. Jak spadł na dół ekranu, tracił życie. Poziomy się przesuwały poziomo i trzeba było uważać na przesuwające się otwory w podłodze (wiadomo, lecimy poziom niżej), albo jakieś stwory, przeszkadzajki. Przynacie, że fabuła nie należy do zbyt wydumanych. Jednak gra ta przez wiele lat uważana była za najlepszą zręcznościówkę na komputery 8-bitowe i przez długi czas królowała na listach przebojów gier komputerowych.

Z grą związana jest jeszcze jedna historia. Została wydana w 1983 roku na komputer ZX Spectrum przez studio Imagine, choć jej autorzy — Albert Ball i jego syn Stuart C. Ball, nie byli związani ze studiem Imagine. Jednak w tym samym roku, dosłonie nieco wcześniej firma Microware wydała grę o tym samym tytule "Jumping Jack" na komputery Commodore VIC-20. Choć gry miały ten sam tytuł, były zupełnie inne. Oczywiście dziś skończyłoby się to wzajemnymi pozwami i gonitwą po sądach przez kolejne lata. Wówczas firmy Microware i Imagine dość szybko zawarły ugodę. Ponieważ Microware było pierwsze, zgodziło się, aby gra Imagine była sprzedawana na ZX Spectrum pod tytułem "Jumping Jack". Gdyby gra została wydana w przyszłości na inną platformę, jej nazwa miała być zmieniona.

Dział techniczny zajął się natomiast instruktażem, jak naprawiać komputer. Poruszano tu temat wymiany układów elektronicznych w ten sposób, aby nie uszkodzić płyty głównej komputera.

Powyżej przedstawiono sposób, jak odsysać cynę przy użyciu igły i strzykawki. Nie wiem, w jakim stopniu to rozwiązanie było skuteczne. Dziś są do tego specjalne odsysacze. Jednak w czasach PRL brak specjalistycznych narzędzi należało rekompensować sobie pomysłowością.

I szczerze mówiąc, to byłoby na tyle ciekawych tematów z dwóch pierwszych numerów „Bajtka” z 1986 roku.