A ja dziękuję za "artykuł" o Linuxie...

Wyjaśnię to łopatologicznie:

  • tysiące lat - ludzie marzą o lataniu
  • 1903 - pierwszy lot braci Wright
  • 1927 - przelot transatlantycki Lindbergha
  • 1933 - lot Stanisława Skarżyńskiego nad Oceanem Atlantyckim na polskim RWD-5 bis i oblot Douglas DC-1
  • 1935 - oblot DC-3 Dakota
  • 1949 - prezentacja De Havilland Comet
  • 1957 - Boeing 707, który rozpoczął epokę odrzutowców pasażerskich firmy
  • 1967 - Boeing 737 (z którego wywodzi się niesławny 737 Max)
  • 1969 - Boeing 747 Jumbo Jet
  • 1972 - Airbus A300 (pierwszy model firmy)
  • 2005 - Airbus A380
  • 2009 - Boeing 787 Dreamliner
  • 2020 - uziemienie ruchu lotniczego

Celowo pominąłem tutaj setki ważnych wydarzeń. Przez lata możliwość latania była poza zasięgiem ludzkich możliwości, potem powstały dziesiątki różnych wytwórni, a jeszcze potem wszystko rosło, ruch lot spowszedniał i w naszej świadomości najbardziej wyryły się nazwy tylko dwóch wytwórców: Boeinga i Airbusa.

Samoloty stały się nudne i podobne do siebie. Nie zastanawiamy się co i jak, tylko wsiadamy (wsiadaliśmy) do jednej z maszyn, które miały zawieść nas z punktu A do punktu B.

Uziemiane są kolejne ciekawe modele - po Concorde przychodzi czas na Jumbo i A380.

Teraz informatyka:

  • 1936 - komputer mechaniczny Z1
  • 1939 - komputer lampowy ABC
  • 1947 - tranzystor (1947 tranzystor ostrzowy, 1950 tranzystor złączowy, 1957 złączowy tranzystor polowy JFET, 1959 MOSFET)
  • 1958 - układ scalony
  • 1968 - Intel
  • 1969 - AMD
  • 1975 - Microsoft
  • 1976 - Apple
  • 1981 - pierwszy IBM PC (model 5150)

I tak to się powoli rozkręciło w tej branży IT - po 8-bitowcach (które budziły duże emocje), po Amigach i Atari na rynku pozostały Pe-Ce-Ty i jeszcze raz Pe-Ce-Ty (nie oszukujmy się, że "magiczne" skrzynki obgryzka to coś innego, niż x86 z pewnymi dodatkami i własnym OS).

Wcześniej przez lata mieliśmy szereg architektur sprzętowych. Kolejni geniusze (jak Seymour Cray) wymyślali różne ulepszenia... wszystko było coraz szybsze i lepsze. W dziedzinie oprogramowania przechodziliśmy od maszyn z własnym oprogramowaniem (pisanym często i gęsto w asemblerze) do urządzeń akceptujących bardziej standardowe C, kolejne wersje Unixów czy DOSów (MS-DOS, PC-DOS, DR-DOS, PTR-DOS, itd.) do czegoś, co na powrót jest zamknięte (znów myślę m.in. o produktach ogryzionego jabłka).

Czasy, gdzie wszystko było piękne i romantyczne, często tworzone w przydomowym garażu, bezpowrotnie minęły.

Ludzie oczekują, że dostają coś, co działa (a wielkie firmy nie mają interesu w dodawaniu darmowego oprogramowania, bo nie dostają tantiem za licencje).

W tym momencie przyszedł Pan Tarnowski i w 2020 radośnie oznajmił, że Linux jest tak mało popularny. Mogę zrozumieć, że w dobie epidemii wpływ z reklam jest na wagę złota... ale widzę również głoszenie następujących tez:

  • Linux (czymkolwiek nie jest) dla ludu pozostaje słowem magicznym, które budzi duże emocje
  • pisanie o Windows czy ogryzku nie ma takiego wydźwięku (gdyby było, to zobaczyliśmy np. jakiś fajny poradnik)
  • wiedza techniczna przeciętnego użytkownika spadła w ostatnich latach na łeb na szyję

Jest w tym pewien żal za minionymi czasami.

Rzeczywiście weszliśmy w fazę, nazwijmy to bardzo oględnie, cięcia kosztów na wszystkim. Układy scalone są produkowane w nielicznych fabrykach, projekty urządzeń wyglądają bardzo podobnie, nikomu nie potrzeba większych prędkości czy rozdzielczości (nie oszukujmy się, że myszki muszą mieć USB4).

Pamiętam, jak kiedyś kupno nowej karty graficznej było kiedyś wielkim doświadczeniem. A dzisiaj? Kupuje się je na kilogramy na Allegro, często i gęsto z gwarancją zabraniającą pracy w trybie 24 h-7 dni.

Wadliwe klawiatury? Żaden problem - proszę wydać kilka(naście) tysięcy PLN i przynieść urządzenie do serwisu, gdzie wadliwy egzemplarz wymienimy na kolejny z tą samą wadą.

Chłodzenie? A po co ono komu? Wystarczy mały, niepodłączony do niczego wiatraczek. Amazing! Magic!

Wymiana elementów? Przepraszamy, ale chip T2 nie pozwala na to i owo (co oczywiście nie jest prawdą, ale szary lud wszystko kupi).

Wielce zasłużona dla rozwoju informatyki firma Intel ma dokładnie te same problemy co Boeing, przy czym działania Boeinga w bardziej widoczny sposób mogły doprowadzić do śmierci iluś ludzi. 

A wracając do mitycznego Linuxa - coby nie mówić, stał się przynajmniej trzecią siłą po Windows i Mac OS.

Oczywiście na rynku jest masa innych rozwiązań, ale nie funkcjonują one tak bardzo w świadomości albo nie dają namiastki użyteczności. Czy ktoś widział speców od OpenBSD? NetBSD? Podobno jest ich tak wielu... A czy ReactOS można komukolwiek polecić?

Myślę, że Pan Tarnowski zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, co branża lotnicza. To koniec świata IT, który znamy (nie zmieni tego nawet AMD, które odwlekło wyrok o kilka lat)

Jest też inny problem - rozwiązania bazujące na jądrze linuksowym są w milionach urządzeń, milionach laptopów, komputerów pokładowych i masy innego sprzętu. Można je dyskredytować, ale pokazuje się przez to własną niewiedzę i ignorację.

Owszem - zgadza się, że X-Windows ma korzenie ileś lat wstecz, że jądro nie ma wielkiej stabilności ABI, itp.

Problem w tym, że bez Linuxa płacilibyśmy już dziś krocie za to, co jeszcze do wczoraj było praktycznie za darmo.

Nie w naszym interesie jest ośmieszać to rozwiązanie.

Wchodzimy w czas nowej zimnej wojny, która będzie pomiędzy USA i "nowym imperium zła" (który bardzo usilnie pracuje nad niezależnością sprzętową).

Zamiast źle mówić o Linuxie proponuję się ogarnąć i zacząć się uczyć żyć z jego odchyłkami i masowo pisać np. do producentów gier, że chcemy portów.

Celowo dzisiaj nie podaję sto uwag, dlaczego Linux jest najlepszy. Nie jest, a dystrybucje zawierające w sobie własną wersję jądra z kernel.org też mają wiele za uszami.

Co jest jednak w tym wszystkim najważniejsze - to jeden z nielicznych cudów współczesnej techniki, który rozwija się tyle lat i wciąż budzi emocje, a bez emocji i wiedzy nie ma rozwoju.

Im szybciej się odnajdziemy w obecnym porządku świata, tym lepiej dla nas (bo albo chcemy równać w górę, albo w dół).

Od tego też powinny być portale IT - mają uczyć i powodować, że będziemy mogli zrobić więcej za mniej.

A jak sprawy daleko zaszły w Polsce, to widać w wielu płaszczyznach - chociażby polityce (wielu naszym mężom stanu daleko do osiągnięć znamienitych królów) czy kulturze (amerykański Netflix chce ratować polską kinomatografię, która jakoś sama potrafiła wyprodukować "Dekalog" czy "Zimną wojnę"; polskie filmiki są hostowane na amerykańskim YouTube, bo sami nie mamy podobnej platformy).

Nie przyjedzie rycerz na białym koniu. Sami to musimy zrobić i zamiast wychwalać pod niebiosa szrot zza granicy proponuję w końcu zacząć się uczyć i tworzyć swoje własne rozwiązania.

Takem to napisał... dnia 5 maja AD 2020 (dwa dni po rocznicy związanej z naszą słynną konstytucją). 

PS. (6 maja) Po przeczytaniu komentarzy (dziękuję) mam właściwie trzy uwagi:

  1. Jeśli zdefiniujemy desktop jak wiele lat temu, to Linux jest / nie jest najpopularniejszy w zależności od lokalizacji geograficznej albo tego co wbito ludziom za młodu (w Chinach pewnie jest lub będzie, w USA wiele firm woli dalej MacOS albo Windows)
  2. Jeśli zdefiniujemy desktop w oderwaniu od wielkiej skrzyni stojącej pod biurkiem, to w wielu domach Windows jest w mocnym odwrocie (MS to zauważył implementując z takim zapałem WSL i inne cuda).
  3. Pisanie "rok Linuxa na desktopach" jakoś tak trąci myszką szczególnie, że teraz wszystko się przenika - wine, hyperv, wsl, itd. Pewne zmiany się dokonały i przestańmy żyć minionymi czasami (praca od podstaw wydaje się być w ogóle bardzo potrzebna, co zauważyłem też przy okazji wpisu o zarazie: https://www.dobreprogramy.pl/marcinw2/Epidemia-i-podejscia-do-tematu-w...)