Valve uznałodotychczas wykorzystywany, elastyczny system prezentów zaprzestarzały – chce, byobdarowywanie znajomych ulubionymi grami było prostsze iprzyjemniejsze. Wycofano więcmożliwość wysyłania prezentu przez e-mail i przechowywania go wekwipunku, proces wysyłania ma stanowić bezpośrednią transakcjęmiędzy nadawcą a odbiorcą. Odbiorcy muszą mieć konto na Steam,zanim gra zostanie do nich wysłana.
Właściwie nie brzmi tak źle,prawda? A jednak, jeśli ktokolwiek na tym skorzysta, to tylkowydawcy. Koniec trzymania gier w ekwipunku oznacza, że nie będziemożna gromadzić gier na atrakcyjnych wyprzedażach, by je późniejsprzedawać graczom w lepszych cenach od tych, aktualnie oferowanychw sklepie. To jednak nie wszystko, Steam ogłosił, że koniec z„prezentami” między graczami z różnych krajów, gdy różnicamiędzy cenami gier jest „duża”. Co oznacza duża w tym wypadku– tego się już nie dowiemy.
Wśród opinii przeważają tenegatywne.Najbardziej niezadowoleni są chyba ludzie z krajów byłego blokuwschodniego, słusznie zauważający, że w sytuacji, gdy ich zarobkiwynoszą równowartość około 300 dolarów, to raczej nie ma szans,by kupili sobie nową grę za 60 dolarów – a dotychczasowy system„prezentów” pozwalał na pozyskanie gier w znacznieatrakcyjniejszych cenach.
Jeśli jesteście niezadowoleni ztakiego obrotu spraw, pozostaje jedynie podpisaniepetycji na Change.org, wzywającej Valve do przywrócenia staregosystemu prezentów na Steamie – jeśli ktoś oczywiście wierzy, żetakie petycje w czymś pomogą. Lepszym rozwiązaniem wydaje się byćpowstrzymanie od zakupów na Steamie, nawet jeśli oznaczałoby tozrezygnowanie z interesującej nas gry. Umacniając monopol Valvedajemy jedynie przyzwolenie na tego typu praktyki.
Zainteresowani skokiem w bokgracze powinni więc zainteresować się ofertą mniej znanejkonkurencji – np. GreenMan Gaming, Itch.io, GamersGate,GameJolt, oraz oczywiście tejdobrze znanej – Origin orazGOG.com.