Przygotowany przez firmy OXERA oraz Oliver & Ohlbaum raportpowstał na zlecenie studiów filmowych i stacji telewizyjnych.Zaprezentowano go w trakcie tegorocznego festiwalu w Cannes. Możemysię z niego dowiedzieć, że jeśli Unia Europejska ujednolici rynekcyfrowy dla treści audiowizualnych, to doprowadzi to do znacznegoobniżenia poziomu inwestowania w programy telewizyjne i filmy.Wkonsekwencji konsumenci stracą dostęp do treści, z których dziśkorzystają albo będą musieli znacznie więcej za nie zapłacić.
To wszystko dlatego, że ustalone dotąd wykorzystywanieterytorialne praw telewizyjnych i filmowych w Europie chroniłoeuropejską gospodarkę kreatywną i różnorodność kulturową.Zniesienie tego ma sprawić, że w telewizjach będzie nawet o 48%mniej tematyki lokalnej, a lokalna produkcja filmowa skurczy się o38%. Szczególnie mają to odczuć niszowe, ambitne, ryzykownefinansowo produkcje. Te utwory, które wciąż będą zaśprodukowane, powstaną przy niższych budżetach, a więc będąniższej jakości.
Komentujący raport Martin Moszkowicz, dyrektor generalny wConstantin Film, stwierdził, że filmowcy są zależni od dochoduosiąganego z wyłączności terytorialnej dystrybucji filmów.Transgraniczny dostęp do treści w Sieci ma zaś uprzywilejowaćmasowe globalne produkcje dla widzów jednolitego rynku, kończą zmożliwością wyboru przez konsumentów. Nawet 9,3 mld euro wyparujez branży, a odbiorcy nie będą w stanie pokryć tych straconychpieniędzy.
Deklaracje te warto przyjąć jednak ze sporym sceptycyzmem.Dotychczasowe doświadczenia z cyfrową dystrybucją innego rodzajutreści przez Internet, tj. muzyki i gier komputerowych, pokazują,że studia filmowe i telewizje liczby te wyciągnęły z fusów pokawie, albo też policzyły straty swoje, a nie całego, znaczniedziś większego rynku. Przypomnijmy, że to właśnie dziękiswobodzie przepływu treści i transgranicznym płatnościom zakwitłyciekawe gry indie, finansowane przez samych graczy poprzez serwisycrowdfoundingowe, to właśnie też dzięki Internetowi niezależnitwórcy muzyki, działając na własną rękę, poza wielkimiwytwórniami muzycznymi, zdołali znaleźć uznanie i pieniądze.
Poza tym jest jeszcze jedna kwestia – to właśnie ten „zły”Netflix postawił na rozwój lokalnych produkcji, tworzonych wjęzykach innych niż angielski, w miarę możliwości stara się teżudostępnić je widzom z całego świata. Jego szefowie słuszniezauważają, że nie istnieje dziś jedna globalna kultura, leczraczej multum przenikających się narracji, które szukają sposobuwyjścia poza narodowe granice. To właśnie wyłącznośćterytorialna prowadzi do sytuacji, w której jedynymi globalnymitreściami są produkcje amerykańskie, a te z mniejszych krajówskazane są na swoje małe, lokalne rynki.