Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Z dyskiem ale bez dysku czyli ciekawa przygoda z laptopem MSI GE62 6QF ApachePro

Swego czasu (mniej więcej dwa miesiące temu) miałem nieprzyjemną przygodę związaną z zakupem laptopa firmy MSI a konkretniej modelu GE62 6QF ApachePro. Jako, że sytuacja ta może być przestrogą dla niektórych użytkowników, postanowiłem ją opisać na łamach DP. 

Od początku jednak. W firmie w której pracuję dział konstrukcyjno - technologiczny zgłosił zapotrzebowanie na przenośny komputer o określonych wymaganiach technicznych. Krótko mówiąc chodziło o to, aby w delegacjach konstruktorzy mogli na nim uruchamiać Solid Works Simulation i prowadzić obliczenia. OK, wybór padł na maszynę firmy MSI - GE62 6QF ApachePro 

W znanej sieci sklepów (nazwą nie będę epatował :) ) trwała właśnie wyprzedaż ww. modelu według poniższej specyfikacji:

Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na obecność dwóch dysków twardych - jednego "talerza" o pojemności 1TB i drugiego SSD na system (jak mniemam) o pojemności 128GB. 

Wszystko ładnie, pięknie - w ciągu dwóch dni sprzęt był na miejscu. I tutaj pierwszy zgrzyt! Okazało się bowiem, że jak na tak drogi w sumie komputer, to nie był on w pudełku praktycznie w ogóle chroniony! Wprawdzie maszynę odbieraliśmy osobiście z salonu firmowego, mimo to braki w osłonie budziły zdziwienie - laptop wewnątrz pudełka nie był nawet przełożony styropianem! Wykonałem telefon do sprzedawcy i okazało się, że cena promocyjna tego egzemplarza wynikała właśnie z powodu braków w skompletowaniu opakowania. Hmmm... na stronie z ofertą nikt o tym nie wspominał więc zagranie uważam za zwyczajnie nieczyste. No dobra, błąd naszego działu zaopatrzenia, mówi się trudno. 

Całe szczęście po uruchomieniu okazało się, że laptop działa i po prekonfiguracji startuje nawet system operacyjny ;)

Wszystko chodziło szybko i bezgłośnie choć byłem mimo wszystko zdziwiony prędkością a raczej "wolnością" wczytywania się okienek. Postanowiłem zajrzeć w tzw. bebechy i przekonać się jakiż to też dysk włożyło MSI jako systemowy. Zakładałem bowiem, że napęd SSD przeznaczony jest właśnie pod system - tym bardziej napęd ze złączem M.2

Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy po wylistowaniu zawartości partycji C w eksploratorze okazało się, że znajduje się ona na tym dużym, terabajtowym dysku!!! Jeszcze bardziej "zgarbiłem się" kiedy wyszło na jaw, że system w ogóle nie widzi dysku SSD!

Pierwsze wrażenie było oczywiście takie, że zostaliśmy oszukani i że wersja tego MSI zwyczajnie pozbawiona jest napędu flash. Zanim jednak w oburzeniu sięgnąłem raz jeszcze aby wykonać telefon do sprzedawcy, zrestartowałem maszynę i zajrzałem do BIOS'u.

Pozycja PCIE SSD mówiła wszystko - w tym egzemplarzu nie było dysku SSD! I to był drugi zgrzyt, tym razem poważniejszy - sprzedano nam bowiem coś, co nie spełniało naszych oczekiwań i czego nie zamawialiśmy. Gdybyśmy chcieli bowiem maszynę bez dysku SSD to istniała również taka opcja. 

No cóż, ponownie wykonałem telefon do sprzedawcy - raz jeszcze litościwie przemilczę nazwę choć zapewne większość z czytelników już się jej domyśla. W każdym razie osoba z infolinii stwierdziła, że to niemożliwe i że, według jej wiedzy, dysk powinien tam być (znaczy wewnątrz laptopa). Przekazałem jej co pokazuje BIOS, poinformowałem także, że nie mogę fizycznie otworzyć komputera ze względu na plombę a tym samym utratę gwarancji. Zostałem poproszony o kontakt ze sklepem w którym odbieraliśmy sprzęt i przekazanie tam owej nieszczęsnej maszyny celem przetestowania przez ich specjalistę.

W międzyczasie przyjrzałem się dokładniej pudełku w którym otrzymaliśmy komputer i wg. nalepki na niej zamieszczonej ta wersja GE62 6QF ApachePro nie posiadała dysku SSD!

W tym momencie byłem już zupełnie skołowany. No nic, zabrałem laptopa pod pachę i pojechałem do punktu stacjonarnego firmy. Wyjaśniłem o co chodzi i zaczęły się... poszukiwania :) 

W tym momencie narzuca mi się tak dygresja - gdyby to była osoba nietechniczna, nie znająca się dobrze na komputerach lub w ogóle będąca z nimi na bakier, to w oczywisty sposób zostałaby oszukana i nawet by o tym nie wiedziała! Ostatecznie istnieją przecież ludzie, którzy w 100% muszą zaufać sprzedawcy bo zwyczajnie nie znają się na rzeczy. Tak mogło być i w tym przypadku. Co by nie powiedzieć, wszystko działało - komputer uruchamiał się, system startował i całość pracowała stabilnie. Jestem przekonany, że laik nie zauważałby braku dysku flash - no chyba, że w momencie w którym Win10 trochę by się "przypchał". 

Wracając do tematu. Technik na miejscu, po półgodzinnej grzebaninie (co on robił?) doszedł do podobnego wniosku - w laptopie brakuje dysku SSD. Nieśmiało zasugerowałem żeby w jego obecności otworzyć obudowę a tym samym sprawdzić organoleptycznie czy napędu rzeczywiście brakuje bo być może to jednak przyczyna "logiczna"? Okazało się, że tego typu czynność wymaga zgody centrali na zerwanie plomby a otrzymanie takiej zgody może potrwać. Nie pozostało mi więc nic innego jak pozostawić sprzęt w sklepie i czekać na decyzję. 

Po dwóch dniach poinformowano mnie, że centrala taką zgodę wyraziła a maszyna jest już po diagnozie i wszystko stało się jasne. Zostałem zaproszony do salonu gdzie dowiedziałem się, że po zerwaniu plomby i otwarciu obudowy wyszło na jaw, że dysk SSD fizycznie znajdował się w maszynie, był natomiast uszkodzony! Przez głowę przemknęła mi myśl, że musiał być on uszkodzony od samego początku, skoro system ktoś zainstalował na "talerzu" - dziwne, że ani MSI ani sprzedawca tego nie wychwycili...

Skoro przyczyna była już znana, zapytałem o możliwe rozwiązanie? Wymiana dysku, wymiana komputera, zwrot pieniędzy? Sprzedawca zaproponował wymianę dysku na nowy + zestaw gadżetów - oczywiście gwarancja również miała być zachowana, mimo otwierania komputera. Zobowiązali się także (to ważne!) do przeniesienia systemu z dysku talerzowego na SSD. Wspominam o tym, ponieważ system miałem już częściowo skonfigurowany i po prostu nie chciałoby mi się "budować" go od początku. Zapewniono mnie, że nie będzie z tym problemu. OK, raz jeszcze pozostawiłem maszynę w salonie i zgodnie z umową miałem czekać na telefon. 

Nie minęły trzy dni a sprzęt znalazł się ponownie w firmie a obiecany zestaw gadżetów miał dotrzeć pocztą - nie ma problemu. Pierwsze co zrobiłem to uruchomiłem maszynę i przeszedłem do BIOS'u. To co zobaczyłem natchnęło mnie optymizmem ;)

Jednak już chwilę później optymistyczny nastrój wyparował... System nadal pozostawał na tym terabajtowym dysku. No nic, kolejny telefon do sprzedawcy ale tym razem nie było przeprosin lub prób negocjacji - w zasadzie sprzedawca wypierał się, że umawialiśmy się na przenosiny systemu co było dla mnie co najmniej bezczelne. Cóż, jako, że nie warto kopać się z koniem machnąłem ręką i postanowiłem, że załatwię to Acronisem w pół godziny. 

Sprawa okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana i później dowiedziałem się, że oni próbowali przenosić tą "dziesiątkę" z dysku talerzowego na SSD ale im to zwyczajnie nie wychodziło. Dlaczego? Temat jest na tyle ciekawy, że chciałbym go przedstawić w innym wpisie, tutaj powiem jedynie, że konieczna była aktualizacja BIOS'u a następnie modyfikacje we wpisach UEFI oraz BOOT MODE SELECT. Dlaczego na to nie wpadli? Trudno mi powiedzieć - albo nie było dobrej woli albo sam już nie wiem co. Uczciwie mówiąc ja też poświęciłem na to kilka godzin a nie zakładane pół godziny kopiowania Acronisem :) 

Słowem podsumowania: temat ostatecznie został przez sprzedającego załatwiony i należy to poczytać na jego korzyść. Jeśli chodzi o ścisłość, gadżety także otrzymaliśmy - rzeczywiście dotarły pocztą. O ich jakości i przydatności nie będę jednak wspominał. Komputer po tych perypetiach sprawuje się znakomicie - SW2017 z dodatkiem Simulation Premium chodzi naprawdę szybko więc założenia panów konstruktorów zostały spełnione.

Niesmak jednak pozostał. Raz, że oddanie maszyny do eksploatacji opóźniło się o kilka dni a dwa, że sprzedawca jednak nie do końca stanął na wysokości zadania. Wydaje mi się, że po załatwieniu sprawy z dyskiem SSD oni chcieli już o nas po prostu zapomnieć :) Aż się boję pomyśleć co będzie w przypadku ewentualnej naprawy gwarancyjnej... No chyba, że załatwia to już serwis MSI (nie sprawdzałem). 

Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło - na koniec jeszcze jedno zdjęcie GE62 6QF ApachePro - ach jakże mi się podoba to podświetlenie klawiatury! :D

 

windows sprzęt porady

Komentarze