Właśnie w tym momencie możliwość krzyknięcia „Hej Siri, zadzwoń na pogotowie” była bezcenna.
To zajście miało miejsce w marcu, ale dowiedzieliśmy się o nim dopiero teraz, ponieważ pani Gleeson postanowiła podziękować firmie Apple, która z kolei powiadomiła australijskie media. Możliwe, że asystentka reagująca na polecenia głosowe uratowała życie jej córki. W takich chwilach lepiej nie zastanawiać się, co by było, gdyby nie udało się wezwać ratowników dostatecznie szybko albo gdyby zamiast przystąpić do resuscytacji, pani Gleeson używała rąk do korzystania z telefonu. Dzięki obsłudze głosowej miała wolne ręce i jedno zmartwienie mniej po wezwaniu pogotowia.
Drugim urządzeniem, któremu należy oddać część chwały, jest monitor serca dziecka, który wykrył, że mała Giana przestała oddychać i zaalarmował jej mamę.
Giana jest zdrowa i ma się dobrze, a jej rodzice starają się przekonać Australijczyków, by nie wyłączali Siri na swoich iPhone'ach i iPadach. Warto wiedzieć, jakie możliwości kryją nasze telefony i pamiętać o tym w niebezpiecznych sytuacjach. Gleesonowie mają Siri włączoną cały czas i zapewniają, że już nigdy jej nie wyłączą.