sprzet (strona 323 z 338)

Manta MID1005 — tablet dla ludzi, którzy lubią ładowarki

Manta MID1005 — tablet dla ludzi, którzy lubią ładowarki

Kolejny raz przyszło mi testować tablet firmy Manta. Tym razemjest to model MID1005, urządzenie zaprojektowane najwyraźniej z myśląo miłośnikach oglądania filmów na urządzeniach mobilnych, gdyżprzynoszące raczej nietypowe jak na tablety proporcje ekranu 16:10(przekątna 10,1”, rozdzielczość 1280x800 pikseli). Podobnie jak poprzedniez testowanych urządzeń, także i ten tablet jest solidnie wykonany.Waży 640 gramów, ma aluminiową obudowę i front z czarnego, twardegoplastiku. Na jednej z krótszych krawędzi wyprowadzono panel zinterfejsami i przyciskami: standardowy przycisk on/off, regulacjęgłośności, slot kart microSD, złącze miniHDMI, złącze microUSB,mikrofon, złącze zasilania i złącze słuchawkowe (minijack). Zarównoprzednią kamerę urządzenia (2 Mpix) jak i tylną (również 2 Mpix)zamontowano na dłuższej krawędzi.W środku szału nie ma: jednostka centralna to częstowykorzystywany przez Mantę Rockchip RK3066 (dwa rdzenie Cortex A9taktowane 1,5 GHz i GPU Mali-400), 1 GB pamięci RAM DDR3, 16 GBpamięci masowej flash, moduł Wi-Fi 802.11 b/g/n i akumulator ozaskakująco niskiej (jak na tablet z tak dużym ekranem) pojemności,raptem 3000 mAh. Do tego wbudowany głośniczek i akcelerometr. Na tymwszystkim działa Android 4.1.1. [img=manta-4]Tabletów o podobnej specyfikacji znajdziecie na rynku niemało. Czyten model się czymkolwiek spośród nich wyróżnia? Na pewno zestawempreinstalowanego oprogramowania, przygotowanego wyraźnie z myślą opolskich użytkownikach. Na „dzień dobry” dostajemy takieaplikacje jak Sport.pl Live, e-Kiosk, Audioteka, tuba.FM, Nexto iSuperMemo. Do tego aplikacje-linki do sklepu internetowego Manty orazsklepu PURE z oświetleniem LED (którego domena niedawno wygasła,została przejęta i ktoś ją chce sprzedać za 100 zł), oraz aplikacjapomocinformatyczna.pl, dająca nam bezpośredni telefon doinformatyka (z zestawemsłuchawkowym na głowie, jak by wynikało z obrazka). Szczęśliwie w tymmodelu wszystkie te aplikacje można łatwo odinstalować z paneluAplikacje ustawień systemowych, pozostawiając czystego Androida 4.1.Odinstalowanie tych aplikacji rozwiązało problem z ze sporadycznymnieprzechodzeniem tabletu w stan uśpienia: odłożone na półkęurządzenie wygaszało jedynie ekran, przez co następnego dnia jegobateria była całkowicie rozładowana.Oczywiście SoC od Rockchipa niejest żadnym demonem prędkości, ale wydajność tabletu nie jest zła. Wbenchmarku AnTuTu (wersja 3.4) MID1005 zdobył łącznie 10879 punktów(w tym 3943 dla CPU i 4482 dla GPU). Dla porównania dwukrotniedroższy Nexus 7 osiąga 12726 pkt, mając trochę szybsze CPU i trochęsłabsze GPU. Tę względnie dobrą wydajność da się odczuć podczascodziennego używania systemu – po odinstalowaniu shovelware,aplikacje systemowe działają bardzo zwinnie, a reakcje interfejsuużytkownika nie są obciążone odczuwalnymi opóźnieniami. Podstawowaprzeglądarka systemu (Google Chrome XX) osiągnęła w teściePeacekeeper Futuremark 289 pkt (Nexus 7: 489 pkt), mimo to praca znią jest całkiem płynna, nawet Dokumenty Google działają płynnie. Niestety nie ma raczej mowy oczasie pracy do 7 godzin,deklarowanym przez producenta. Duży ekran w połączeniu ze słabymakumulatorem (3000 mAh) to nie jest najlepszy pomysł. W praktycetablet był rozładowany już po jakichś trzech godzinach surfowania poSieci. Większość tabletów tej klasy ma instalowane pojemniejszeakumulatory. Przykładowo Kiano Fly 10.1 ma baterię 5200 mAh, a YarvikZania Tab10 – 6000 mAh. Efekty można odczuć przy podstawowymzastosowaniu tego panoramicznego tabletu – oglądaniu filmów. Zapomocą narzędzia BatteryTestUtility sprawdziłem odtwarzanie filmu720p, przy wyłączonym Wi-Fi i ekranem przyciemnionym do połowy.Wystarczyło 97 minut, aby w pełni naładowaną baterię sprowadzić do14% i ostrzeżenia o rozładowaniu. To akurat dość, by obejrzeć jedentypowy hollywoodzki film – i tyle. Tak słaby akumulator czyni zMID1005 urządzenie kanapowe, niezbyt przydatne w podróży.[img=manta-2][join][img=manta-3]Urządzeniu kanapowemu niepotrzeba GPS-a czy modemu 3G, ale przydałby się moduł Bluetooth, np. by wykorzystać tablet jako inteligentnego pilota,podłączyć do niego pad z konsoli czy bezprzewodowe głośniki. Tu na szczęście moduł Bluetooth jest (mimo że w specyfikacji technicznej producent o nim nie wspomina). Nie działa jednak zbyt stabilnie, testowane głośniki Creative D200 bywały rozłączane, mimo że odległość między urządzeniami nie przekraczała 5 metrów. Być może to wina sterowników, ale brak aktualizacji oprogramowania Osoby lubiące mieć pełną kontrolę nad swoimi urządzeniami z tabletami Manty rzadko kiedy mają powody do zadowolenia. MID1005 nie ma domyślnie roota. Prawdopodobnie jego zrootowanie jest możliwe, ale wgrywanie innych ROM-ów, w tym popularnego Cyanogena, będzie kłopotliwe, brakuje sterowników do wielu peryferiów.Obecnie na Allegro można kupićMID1005 za 700-750 zł. Wielkiego zainteresowania tym modelem niewidać. W świetle wyników tego testu, nie powinno to nikogo dziwić. Naszybko rozwijającym się rynku androidowych tabletów wiele urządzeńjest przestarzałych już w momencie ich wyprodukowania, a mimo toproducent trwa w przekonaniu, że może sprzedawać swoje produkty wcenie porównywalnej z markowymi, lepszymi urządzeniami.

Menedżer AMD: PS4 dzięki architekturze hUMA może być znacznie szybsze od Xboksa One

O możliwościach nowej generacji konsol powiedziano już niemalwszystko. W zasadzie jedyną niewiadomą pozostawało to, jakdeweloperzy poradzą sobie z ich wykorzystaniem. Najwięksi wydawcypozostawali jednak w zgodzie, że maszyny Sony i Microsoftu są ze sobąporównywalne: o ile PS4 ma trochę lepszy hardware, to Xbox Onenadrabiać to miałby działającymi w chmurze serwerami, przejmującymina siebie część wymogów obliczeniowych gry. Jednak podczas ostatniejkonferencji Gamescon doszło do niespodziewanego wyznania ze stronywysokiej rangi pracownika AMD – producenta czipów napędzającychnowe konsole. Wyznanie było na tyle kłopotliwe, że bardzo szybkodoczekało się napisanego korporacyjną nowomową oficjalnego dementi.A jak sprawa w rzeczywistości wygląda? Tego się raczej przed wyjściemna rynek obu nextgenów niedowiemy.[img=konsolenextgen]W trakcie odbywającego się kilkatygodniu temu Quakeconu 2013, John Carmack z id Software wystąpił zprezentacją dotyczącą nowych konsol, stwierdzając, że to naprawdędziwaczne, jak są one do siebie podobne. Utrzymywał, że w ewolucjikonsol doszło do niespotykanej wcześniej konwergencji –produkty głównych graczy są niemal identyczne pod względemspecyfikacji i możliwości (te same shadery czy wsparcie dla OpenGL4.2 DirectX 11.1). Chwalił też wybór architektury x86, umożliwiającytańsze i łatwiejsze opracowywanie gier o wyższej jakości, uwalniającydeweloperów z konieczności przejmowania się osobliwościamiegzotycznych architektur sprzętowych, jakie do tej pory dominowały wpoprzednich generacjach konsol. Wspomniał też o swoim przekonaniu, żeto Intel zaoferuje procesory do nowych konsol, bazujące nainnowacyjnej, eksperymentalnej architekturze Larrabee –ogromnej liczbie małych rdzeni Pentium, oferujących paralellizmporównywalny do procesorów graficznych Nvidii czy AMD. Stało się jednak trochę inaczej,obaj producenci wybrali AMD – zintegrowane układy z rdzeniamiJaguar i Radeon. Obie konsole otrzymały po osiem takich rdzeni,taktowanych 1,6 GHz, oraz 8 GB RAM (z tym że PS4 dostało szybsząpamięć). Główną różnicą była (na papierze) wydajność grafiki: o ileGPU Xboksa One można porównać do Radeona 7790, to GPU PS4 bardziejprzypomina Radeona 7870, mającego o połowę więcej jednostekobliczeniowych. Firma Digital Foundry postanowiła więc zmierzyć, jakanalogiczne konfiguracje PC miałyby się do siebie w rozmaitych benchmarkach.[yt=http://www.youtube.com/watch?v=G6VLvKHAeXQ]Wyniki testów trochę zaskoczyły.Okazało się, że 50% większa moc obliczeniowa PS4 nie przekłada się nataką samą przewagę w benchmarkach. W zależności od testu, symulowanePS4 było od 17% do 33% szybsze od symulowanego Xboksa One. Tooczywiście jednak tylko symulacja, nie oddająca specyficznejarchitektury konsol. A jeśli uwzględnić różnice w architekturze?Według Marka Diany, starszegomenedżera AMD ds. marketingu, PS4 jest jedyną konsolą, która wspieraujednoliconą heterogeniczną architekturę pamięci (hUMA),będącą zdaniem producenta procesorów kluczem do najwyższej wydajnościobliczeniowej. Deweloperzy mają już sobie z tego zdawać sprawę –jak Diana powiedział w rozmowie z dziennikarzami niemieckiego C't,wierzą, że PS4 daleko wyprzedza Xboksa One pod względem mocyobliczeniowej.Wykorzystanie hUMA, architektury,dzięki której zarówno CPU i GPU dzielą pulę fizycznej pamięci izawartych w niej danych, mając pełen obraz tego, co się dzieje wcache i co wzajemnie robią, nie jest jednak proste. Wymagakompilowania kodu dla GPU do języka pośredniczącego HSAIL, który niezawiera żadnych specyficznych dla grafiki funkcji, wydaje siębardziej przystosowany do zastosowań czysto obliczeniowych. Tak więczwykły, niezoptymalizowany kod, architektury takiej nie wykorzysta, azanim deweloperzy piszący na Playstation 4 nauczą się technikoptymalizacji, może minąć kilka dobrych lat (wystarczy sobieprzypomnieć, ile czasu zajęło specjalizującym się w konsolach Sonystudiom deweloperskim wyciśnięcie całej dostępnej mocy z PS3).Początkowo więc faktycznie gry wydawane na obie konsole mogą byćbardzo podobne, jednak z czasem każdy z producentów będzie starał się(przynajmniej w tytułach unikalnych dla danej konsoli) wykorzystaćswoje przewagi: architekturę hUMA w PS4 i wsparcie chmuryobliczeniowej w Xboksie One.Jak wspomnieliśmy, opinia MarkaDiany spotkała się z szybkim dementi ze strony AMD, całkowiciezresztą zrozumiałym z perspektywy biznesowej – w końcuwypowiedź ta stawia w złym świetle jednego z najważniejszych klientówtego producenta procesorów. Rzecznik prasowy AMD stwierdził więc, żepodczas wywiadu pracownik firmy udzielił niedokładnychwyjaśnień w kwestii szczegółów budowy naszych APU. AMD nie komentujearchitektury pamięci Microsoft Xbox One i Sony PS4 i nie będzie sięwypowiadało w kwestiach Microsoftu, Sony czy innych swoich klientów. Jednak bez względu na kwestiędokładności wypowiedzi widać jedno: PS4 jest dalej od standardowegoPC naszych czasów, niż Xbox One – i chyba nikogo, kto pamiętazadziwiające konstrukcje, jakimi były PS, PS2 i PS3 nie powinno todziwić.

Przełom w grafenowych tranzystorach: powstaną z nich układy wielowartościowej logiki z zegarami 400 GHz?

Branża elektroniczna z niepokojem wygląda poza barierę 10nanometrów, poza którą ma już być niemożliwe dalsze miniaturyzowanieukładów CMOS. Arsenek galu nie spełnił pokładanych w nim nadziei jakonastępca krzemu. Jeśli więc nie GaAs, to może grafen? O pomysłach nawykorzystanie w budowaniu superszybkich elementów półprzewodnikowychtej niezwykłej dwuwymiarowej struktury atomów węgla, słychać od kilkulat. Uczeni z IBM dowiedli, że teoretycznie grafenowy tranzystorwytworzony w procesie technologicznym 240 nm może być taktowanyczęstotliwościami do 100 GHz. Teoretycznie, bo praktycznie nikt niewiedział, jak z doskonale przewodzącego elektryczność grafenutranzystor zrobić.Do budowy tranzystorów potrzebne są półprzewodniki. Apółprzewodniki swoje właściwości zawdzięczają istnieniu przerwyenergetycznej, czyli zakresu energii elektronów, w którym dochodzi dosilnego ich rozpraszania na atomach. Wskutek istnienia takich przerw,w danym półprzewodniku nie występują elektrony o energii zokreślonych zakresów. Dzięki temu, dopóki różnica napięć w układziepozostaje poniżej określonego dla danego półprzewodnika poziomu,zachowuje się on jak izolator. Po jej przekroczeniu, gdy energii jestdość wiele, by wybić elektrony z zewnętrznej powłoki, materiał stajesię przewodnikiem.[img=graphene]Grafen jest jednak przewodnikiem i nie ma przerw energetycznych.Przerwy takie próbowano (za pomocą różnych domieszek) wytworzyćsztucznie, ale efekty były mierne, największe uzyskane przerwyenergetyczne były rozmiaru kilkuset meV (i to w niskichtemperaturach), podczas gdy do praktycznego wykorzystania, potrzebaprzynajmniej przerwy 1 eV w temperaturze pokojowej. Zbudowane zgrafenu tranzystory, mimo że szaleńczo szybkie, rozpraszały ogromneilości energiiCoś zupełnie innego zaproponował zespół badaczy z University ofCalifornia pod kierownictwem Guanxiong Liu. Ich projekt totranzystor, który nie potrzebuje przerwy energetycznej, wykorzystującefekt ujemnej oporności przyrostowej (negative differentialresistance, NDR) zaobserwowany w polowych tranzystorachgrafenowych (G-FET).Efekt ten, wynikającyz symetrycznej, pasmowej struktury grafenu, sprawia, że w pewnychwarunkach dostarczenie dodatkowego napięcia do układu powoduje spadeknapięcia w całym obwodzie. Uczeni zamiast szukać sposobów naupodobnienie grafenu do półprzewodników, zaczęli szukać sposobu nawykorzystanie tych spadków napięcia do przeprowadzania operacjilogicznych. Co jednak najciekawsze, postulują oni, że pełen potencjałcharakterystyk grafenowych tranzystorów może zostać realizowany wramach nieboole'owskich architektur logicznych, np. w nieliniowychsieciach. Zespół pokazał, jak zaprojektować takie wielowartościowejednostki logiczne i łączyć je w grupy automatówkomórkowych, w których pojedyncza komórka nie odnosi się do żadnegofizycznego obiektu czy struktury, ale której wartość logiczną możnałatwo ustalić mierząc wyjściowe napięcia. Takie struktury mogąodtwarzać zarówno klasyczne bramki logiczne (i to znacznieefektywniej – bramkę XOR można tu zrobić za pomocą trzechG-FET-ów, podczas gdy w CMOS trzeba użyć przynajmniej ośmiutranzystorów), jak i służyć do tworzenia specjalnych analogowychobwodów logicznych do takich operacji jak np. rozpoznawanie obrazuczy szyfrowanie.W teorii operacyjna częstotliwośćgrafenowych układów wynieść może nawet 427 GHz, przy ich o rzędywielkości mniejszych od CMOS rozmiarach. Nawet jeśli nie zastąpią onetradycyjnych elementów półprzewodnikowych, to zdaniem badaczy jakokoprocesory logiki analogowej powinny znaleźć wiele zastosowańspecjalistycznych, tam, gdzie przydatne są nieboole'owskiearchitektury logiczne.Z pracą badaczy, opublikowaną pt.Graphene-Based Non-Boolean Logic Circuits,możecie zapoznać się tutaj.
Sculpt Ergonomic Desktop: wygodna mysz i klawiatura w erze Windows 8

Sculpt Ergonomic Desktop: wygodna mysz i klawiatura w erze Windows 8

W 1994 roku Microsoft pokazał światu swoją klawiaturę NaturalKeyboard – pierwszą ergonomiczną klawiaturę, którą można byłokupić w sensownej cenie (kosztowała wówczas około 100 dolarów, a nieponad 300, jak produkty konkurencji). Kolejne modele (NaturalKeyboard Pro, Wireless Natural Multimedia, NaturalErgonomic Keyboard 4000) były chętnie wybierane przez wszystkichtych, którzy dorobili się zespołu cieśni nadgarstka czy innych choróbzawodowych związanych z komputerami, a także tych, którzy chorób tychchcieliby uniknąć. Ostatni z tych modeli jednak już wyraźnie nie jestna czasie, swoim wzornictwem daleko odbiegając od tego, jak Microsoftchciałby widzieć swoje produkty. Nic więc dziwnego, że w końcupokazał się kolejny model microsoftowej klawiatury, i nie tylkoklawiatury.Sculpt Ergonomic Desktop – pod taką nazwą przedstawiono całyzestaw, w skład którego wchodzą klawiatura i mysz. Klawiaturakształtem wyraźnie nawiązuje do pierwszych Natural Keyboards, i jestwedługBrandona LeBlanca owocem nieustannych badań Microsoftu wdziedzinie ergonomii. [img=sculptdesktop]W oczy rzuci się każdemu wydzielenie modułu numerycznegoklawiatury w oddzielne urządzenie – gdy go nie potrzebujemy,można odstawić go na bok. Krzywizny przypominającej płaszczkękonstrukcji wymuszają zdrowe ułożenie dłoni na klawiaturze, aniewielki skok klawiszy typu chiclet pozwala na bezwysiłkowe pisanie.Nie zapomniano o optymalizacjach dla Windows 8/8.1, wprowadzającszybki dostęp do „zaklęć” interfejsu Modern UI, jakrównież klawisze multimedialne i do kontroli multitaskingu.Klawiaturę uzupełnia ergonomiczna mysz Sculpt Ergonomic Mouse (jejkuzynkę Sculpt Comfort Mouse przetestowału nas ostatnio Wojciech Kowasz). Jest wyraźnie wyższa od innychmyszy, tak by ustawić przedramię w wygodniejszej pozycji, przynositeż przycisk Windows, pozwalający na wywołanie Start Screen i kółkodo przewijania w cztery strony.[img=WP_20130812_10_50_16_Pro][join][img=WP_20130812_10_50_47_Pro]Ten pięknie zaprojektowany zestaw trafić ma do sprzedaży w cenieokoło stu euro (w USA 129,95 dolarów), Microsoft będzie teżoddzielnie sprzedawał myszkę Ergonomic Mouse za około 45 euro (w USA59,95 USD).

Intel chce podbić szkolnictwo atomowymi tabletami z Androidem

Intel najwyraźniej nie jest wcale taki pewny sukcesu Windows naurządzeniach przenośnych, nie zamierza też rynku tego oddaćkonkurencji spod flagi ARM. Po stworzeniu narzędzi deweloperskich,które umożliwić mają łatwe budowanie aplikacji na bazujące na Atomachurządzenia z Androidem, przyszedł czas, by nauczyć producentów, jaktakie urządzenia wyglądać powinny. Chipzilla przedstawiła więc dwareferencyjne tablety, które mają znaleźć zastosowanie przedewszystkim w szkolnictwie.Przedstawione przez Intela modele nie oszałamiają jednak na tleARM-owej konkurencji. Sercem 7-calowego tabletu z ekranem orozdzielczości 1024x600 ma być Atom Z2420, SoC z jednym rdzeniemSaltwell taktowanym 1,2 GHz i GPU od PowerVR. Urządzenie powinno mieć1 GB pamięci RAM, 8 GB pamięci masowej flash, interfejs USB 2.0, slotmicroSD i dwie kamery – 2 Mpix i 0,3 Mpix. System operacyjny toAndroid 4.1 Jelly Bean. Według specyfikacji, urządzenie ważące 355gram zawierać ma baterię 15,5 Whr (4200 mAh), zapewniającą około 8godzin pracy na jednym ładowaniu. Do tego dochodzi paleta sensorów:czujnik zewnętrznego oświetlenia, akcelerometr, GPS i kompas, a takżeosobliwe akcesoria, takie jak składana lupa czysonda temperatury. [img=inteltabletopener]Tablet 10-calowy wydaje się urządzeniem bardziej ograniczonym niżjego mniejszy kuzyn. Ekran o skromnej dla tego rozmiarurozdzielczości 1280x800 pikseli zapewnia zaledwie 150 PPI (dlaporównania iPad zapewnia 264 PPI), procesorem jest Atom Z2460, zjednym rdzeniem Saltwell, taktowanym 1,6 GHz i GPU PowerVR. Do tego 1GB RAM, 16 GB pamięci masowej flash, kamery takie same jak w tablecie7-calowym, akcelerometr i czujnik oświetlenia. Ważące niecałe 700gram urządzenie ma mieć baterię 24,4 Whr (6600 mAh), zapewniającąokoło 6,5 godzin pracy. Co ciekawe, ten tablet pracować ma podkontrolą Androida 4.0 (Ice Cream Sandwich) – czyżby Intel miałjakieś problemy z nowszym Androidem na swoich czipach SoC?Nawet jeśli parametry sprzętowe nie oszałamiają, to być może docelów, które wyznaczyła sobie Chipzilla, okażą się wystarczające.Celem ma być edukacja, a nawet jakto szumnie określono, zmiana życia zarówno uczniów, jak inauczycieli. Dostarczane wraz ztabletami oprogramowanie ma zapewnić uczniom bezprecedensowy poziomdostępu do materiału edukacyjnych, czyniąc naukowedociekania zabawnymi i kształcącymi. Wpraktyce ten pakiet Intel Education Suite to podręczniki Kno, materiały multimedialne ze słynnej Kahn Academy, edytory tekstu,oprogramowanie do rysowania, narzędzia do zarządzania szkołą i klasą,a nawet oprogramowanie ochronne od McAfee.Trzeba przyznać, że Intel dobrzedobrał czas prezentacji swoich referencyjnych tabletów. Rząd Indiiwpadł niedawno na pomysł, aby zapewnić każdemu uczniowi poedukacyjnym tablecie, a miejscowe próby stworzenia indyjskiegotabletu skończyły się podobnie jak wiele indyjskich programówmilitarnych, czyli gorzej niż źle. Jeśli rządowy klient zdecydowałbysię na zamówienie zaspokajające potrzeby ogromnego sektoraedukacyjnego, androidowe, atomowe tablety Intela mogą stać sięstandardem edukacyjnym także w innych państwach – to na niebędzie powstawać coraz więcej specjalistycznego oprogramowania dlaszkół.Więcej o edukacyjnej inicjatywie Intela znajdziecie tutaj.

Dzięki terahercowym laserom dyski twarde będą szybsze od napędów SSD?

Mimo całego postępu w dziedzinie stałych pamięci masowych(trójwymiarowy NAND flash Samsunga, pamięciReRAM firmy Crossbar), twarde dyski wciąż dobrze się sprzedają.Powody są dwa: wysoka pojemność i niska cena. Wada to oczywiścieniska w porównaniu do napędów SSD szybkość, oraz podatność nauszkodzenia. A gdyby tak udało się przyspieszyć twardedyski, tak by nie tracąc nic z oferowanych pojemności, dorównały wszybkości SSD? Wybór, przed którym stanie klient, będzie jeszczetrudniejszy.Takie przyspieszenie dysków twardych wydaje się być w zasięguręki. Prestiżowy magazyn Nature opublikowałpracę szwajcarskich uczonych z Paul Scherrer Institute (PSI) pt.Off-resonant magnetization dynamics phase-locked to an intensephase-stable terahertz transient. Toopis i wyjaśnienie eksperymentu, w którym do operacji zapisu iodczytu danych na dysku zaprzęgnięto femtosekundowe lasery.[img=hd_opener]Wąskim gardłem współczesnychtwardych dysków jest minimalny czas, w jakim można zmienić wartośćbitu informacji na nośniku magnetycznym za pomocą elektromagnetycznejgłowicy. Wykorzystywany w nich efekt gigantycznegomagnetooporu (GMR) pozwolił na osiągnięcie czasów dostępu napoziomie nanosekund – ale to wszystko, nie widać żadnychsposobów na skrócenie czasu operacji zapisu i odczytu za jego pomocą.Fizycy od lat dziewięćdziesiątychzeszłego stulecia szukają sposobów przyspieszenia procesówdemagnetyzacji. W wielu eksperymentach wykorzystywane byłyfemtosekundowelasery działające w paśmie bliskim podczerwieni. Optyczne impulsyfaktycznie zmieniały spiny układu, ale jak wyjaśniają badacze,dynamika chłodzenia nie była zbyt dobra, sprowadzając czas ponownegodostępu z powrotem do poziomu nanosekund. Zespołowi szwajcarskich fizyków udało się osiągnąć przełom.Zbudowali oni działający w terahercowych częstotliwościach laser, ocharakterystyce odpowiadającej reakcji pola magnetycznego,wprowadzający do systemu jedynie minimalne ilości entropii, a co zatym idzie, nie wywołujący opóźnień związanych z chłodzeniem. Laserten pozwolił na zmianę momentu magnetycznego cząsteczek naferromagnetycznej powierzchni w ciągu pikosekundy. Dzięki precyzyjnejkontroli nad fazą impulsu, możliwe jest wielokrotne powtarzanie tejoperacji.Jak na razie jednak szwajcarski terahercowy laser jest zbyt słaby,by całkowicie zmienić moment magnetyczny (czyli przełączyć zera wjedynki i vice versa). Zaobserowano jedynie dynamikęmagnetyzacji. Uczeni są jednak pewni, że to tylko przeszkodatechniczna – formalizm modeluLandau-Lifshitza-Gilberta, powszechnie używanym do modelowaniazachowania twardych dysków, upewnia ich, że laser może być wzmocnionyw stopniu wystarczającym na zmianę momentu magnetycznego bitów. Warto podkreślić, że to nie tylko laboratoryjna ciekawostka:produkcja takich terahercowych laserów na skalę przemysłową jestjednym z celów projektu SwissFEL,nad którym pracują zarówno fizycy z PSI jak i inżynierowie z RainbowPhotonics AG – firmy, która od wielu lat specjalizuje się wprodukcji sprzętu laserowego.
IBM stworzył narzędzia do programowania neuroczipów: to rewolucja na miarę FORTRAN-a?

IBM stworzył narzędzia do programowania neuroczipów: to rewolucja na miarę FORTRAN-a?

Doświadczenie IBM w pracach nad sztucznymi inteligencjami mierzyćtrzeba w dziesięcioleciach, i trzeba przyznać, że doświadczenie tozaczyna w ostatnich latach przynosić efekty. W lutym 2011superkomputer Watson Błękitnego Giganta pokonał najlepszych ludzkichgraczy w teleturnieju Jeopardy! (znanym u nas jako Vabanque), pół roku później uczeni z IBM Labs pochwalili się czipemSyNAPSE (Systems of Neuromorphic Adaptive Plastic ScalableElectronics), który pozwalał na dynamiczną rekonfigurację swojejarchitektury pod wpływem interakcji z otoczeniem i wykorzystywał sieć„rdzeni neurosynaptycznych”, zawierających krzemoweodpowiedniki neuronów, z dużą liczbą programowalnych synaps. Wówczasto szef projektu DharmendraModha mówił zgromadzonym dziennikarzom: To co trzymam w dłoni,gdy rozmawiamy, to nasz pierwszy kognitywny rdzeń obliczeniowy, któryłączy obliczenia w formie neuronów, pamięć w formie synapsów ikomunikację w formie aksonów... i jest to działający krzem, a nieprezentacja w PowerPoincie.Przy okazji zapowiedziano też strategiczne plany IBM-a, który wciągu 10 lat miał zbudować sztuczny mózg dorównujący ludzkiemu,będący przy tym nie halą wypełnioną szafami z serwerami POWER, aleurządzeniem o wielkości co najwyżej pudełka na buty, zużywającym niewięcej niż 20 wat energii – tyle, ile zużywa wetware wludzkiej czaszce. Zadanie to niebagatelne – tegorocznasymulacja1 sekundy aktywności sieci neuronowej porównywalnej w złożonoścido około 2% ludzkiego mózgu zajęła 40 minut obliczeń korzystającego z83 tys. procesorów superkomputera K. O wydajności energetycznej niema tu nawet co wspominać, moc K szacuje się na 12,6 megawata.Zespół Dharmendry Modhy przez tedwa lata najwyraźniej jednak niewiele odpoczywał. IBM Researchpochwaliło się właśnie kolejnym przełomem, związanym z czipamineurosynaptycznymi. Tym razem dotyczy on środowiskaprogramistycznego, które umożliwi tworzenie aplikacjikognitywnych, jak określa toIBM. Przygotowane przez Modhę i jego zespół narzędzia obejmują całycykl budowania oprogramowania, od projektowania, przed budowanie,debugowanie i wreszcie wdrażanie, i pozwolić mają na stworzenieaplikacji, które będą naśladowały możliwości mózgu w zakresiepercepcji, działania i rozumienia.Do tej pory każdy z rdzenineurosynaptycznych musiał być programowany oddzielnie, w specyficznejformie assemblera. U podstaw nowego środowiska programistycznego stoikoncepcja coreletów – „jąderek”(polska nazwa utworzona w analogii do terminu „wavelet” –„falka” – przyp.red.). Jąderka te są podstawowymiblokami budulcowymi oprogramowania, reprezentującymi metodęosiągnięcia celu za pomocą kombinacji obliczeń (neuronu), pamięci(synaps) i komunikacji (aksonów) rdzeni neurosynaptycznych, zarównowewnątrz jednego czipu, jak i w połączeniu z innymi czipami. Każde z nich ma określone funkcje, można je też łączyć w różne konfiguracje, zgodnie z potrzebami aplikacji. Jak wyjaśnia Modha,programista może sięgnąć np. po jąderko zawierające wszystkieindywidualne rdzenie obsługujące dźwięk, a następnie połączyć je zjąderkami odpowiedzialnymi za wykrywanie krawędzi i rozpoznawaniekolorów, tworząc w ten sposób aplikację mającą dostęp do wszystkichtych danych zmysłowych.[yt=http://www.youtube.com/watch?v=AHcRRfpHPt4]Dzięki jąderkom programiści będąmogli więc tworzyć aplikacje bez konieczności programowaniaindywidualnych rdzeni neurosynaptycznych, znając jedynie ich ogólnąfunkcję i mając dostęp tylko do danych wejściowych i wyjściowych. Narazie IBM zapewnia bibliotkę 150 takich jąderek, ale w przyszłościpojawić się ma ich znacznie więcej, także dzięki pracy niezależnychprogramistów. Badacze liczą na spore ich zainteresowanieprogramowaniem czipów SyNAPSE za pomocą przedstawionych właśnienarzędzi – twierdzą, że wykorzystywanie klasycznych językówprogramowania, budowanych z myślą o klasycznych architekturachkomputerowych von Neumanna, jest jak wbijanie sześciennych klocków wokrągłe otwory. Programowanie z wykorzystaniem jąderek pozwoli natworzenie efektywnego kodu dla aplikacji kognitywnych nawet przezludzi, którzy nie specjalizują się w programowaniu i wyjście pozaograniczenia, które niosą niemal wszystkie współczesne paradygmatyprogramistyczne.Swoje osiągnięcie ludzie IBM-aporównują z opracowaniem FORTRAN-a (notabene opracowanego przecież wlaboratoriach IBM). Język ten, zastępując niskopoziomowe assemblery,pozwolił na zaoferowanie mocy komputerów szerokiemu gronu badaczy,tak że zaczęły być one wykorzystywane przez fizyków, chemików,matematyków, ekonomistów i innych uczonych. Zaprezentowana dzisiajsoftware'owo-sprzętowa architektura IBM-a wygląda na to coś, coprzybliży nas ku sztucznemu mózgowi.
OpenPOWER: IBM będzie budował alternatywę dla procesorów x86, łączy siły z Google i Nvidią

OpenPOWER: IBM będzie budował alternatywę dla procesorów x86, łączy siły z Google i Nvidią

Na pierwszy rzut oka procesory z rodziny POWER mają już swojenajlepsze dni za sobą. Minęły czasy, gdy były oprócz serwerów isuperkomputerów powszechnie stosowano je w konsolach, komputerachosobistych i stacjach roboczych. Świat podzielony jest międzyarchitektury x86 i ARM, a spośród producentów konsol jedynie Nintendozdecydowało się wykorzystać czip od IBM-a. Czy Błękitny Gigant możejeszcze cokolwiek zrobić, by uratować swoje CPU przed losem, jakiprzypadł w udziale Itanium?Czy może, tego nie wiemy, ale wiemy, że na pewno próbuje. IBMogłosiło powstanie stowarzyszenia OpenPOWERConsortium, którego celem jest reanimowanie architektury Power. Ztego co ujawnił Brad McCredie, dyrektor techniczny grupy IBM Systemsand Technology, wynika, że informatyczny gigant przymierza się doprzejścia na model rozwoju analogiczny do tego, jakiemu hołdujekonsorcjum ARM. Kluczowe elementy intelektualnej własności IBMmiałyby zostać uwolnione, a licencje na nie (wraz z prawem dobudowania własnych odmian procesorów) udostępnione wszystkimzainteresowanym producentom. W przeszłości producenci systemów komputerowych, czy to desktopów,czy serwerów, byli zadowoleni z tego, że swoje cele co do ichwydajności czy kosztów eksploatacji osiągali na poziomie płytgłównych czy też całych komputerów. Podstawowe komponenty były dlawszystkich takie same. Jednak to się zmienia – za sprawąpojawienia się układów SoC, coraz więcej producentów chceinnowacyjności na poziomie czipów. Dlatego też, jak uważa McCredie,zmienia się podejście do procesu innowacji w całej branży producentówmikroprocesorów, rośnie rola otwartości i współpracy w tworzeniuczipów kolejnych generacji. IBM bierze więc własność intelektualną związaną z Power,otwiera ją i dzieli na komponenty – procesor, firmware,wszystkie kluczowe elementy – by pozwolić ludziom na rozwijanieplatformy Power – tłumaczydyrektor IBM. Dzięki temu klienci uzyskają możliwość wyboru,możliwość wzięcia czegoś innego niż x86, a jest to zdaniem McCrediegocoś, czego oczekują nie tylko partnerzy IBM, ale cała branża IT.W ramach OpenPOWER Consortium IBMzachowa dla siebie jedynie kontrolę nad zestawem instrukcji Power,tak by był wspólny dla wszystkich członków konsorcjum. Dzisiaj jużbowiem nikt nie chciałby go zmieniać, co najwyżej firmy trzeciechciałyby tworzyć własne rozszerzenia, dodając do rdzenia Power nowefunkcje czy zbiory funkcji. IBM będzie także wspierał rozwójotwartego firmware'u dla Power oraz hiperwizora (najprawdopodobniejKVM). Otwarte rozwiązania miałyby bazować na Linuksie, nie ma raczejco liczyć na to, że gigant otworzy coś ze swojego systemu AIX czyhiperwizora PowerVM. Już teraz OpenPOWER gotowe jestudostępnić każdą opracowaną dotąd technologię Power, ale szczególnynacisk kładzie na czipy Power8,które zadebiutować mają na rynku w przyszłym roku, przynosząc m.in.obsługę PCI-Express 3.0 i interfejs CAPI (Coherently AllocatedProcessor Interface), mający zapewnić ujednolicony dostęp dla pamięcidla procesora głównego i koprocesorów.Wesprzeć Błękitnego Giganta w tejinicjatywie postanowiło dwóch innych potentatów IT, którychspecjalnie przedstawiać nie trzeba. To Google i Nvidia. Firmy te niechcą na razie zbyt wiele mówić na temat swoich pobudek przystąpieniado OpenPOWER, ale wygląda na to, że traktują sprawę bardzo poważnie.Rzecznik Google'a stwierdził, że konsorcjum ma potencjałustanowienia architektury Power jako możliwej opcji dla aplikacjidziałających w centrach danych Google'a, głównymenedżer Nvidii mówi zaś o alternatywie dla x86 na rynkachHPC i Enterprise, która powstaćby mogła z połączenia CPU od IBM-a i GPU od Nvidii. Oprócz nich wOpenPower znalazły się firmy Tyan (znany producent serwerowych płytgłównych) i Mellanox (producent czipów sieciowych).Wygląda na to, że IBM gotów jestteż wyprowadzić produkcję czipów Power poza jedną, należącą do niegofabrykę w EastFishkill. Choć McCredie nie chciał wymieniać żadnych nazw, toprzyznał, że jego firma rozmawia z innymi członkami konsorcjum, byznaleźć alternatywnych wytwórców czipów Power. Nie możesznazwać tego OpenPower, jeśliczipy będą produkowane tylko w jednym miejscu– wyjaśnił McCredie.
Aktualizacja oprogramowania pozwoli lepiej widzieć ludziom z bionicznymi „oczami”

Aktualizacja oprogramowania pozwoli lepiej widzieć ludziom z bionicznymi „oczami”

Cyborgi są już wśród nas. Ludzie żyjący z bionicznymi implantamito dziś w zdecydowanej większości inwalidzi, dla których technologiastała się szansą na lepsze życie. Patrząc jednak na tempo rozwojubioniki można spodziewać się, że jeszcze za naszego życia ludziezaczną wykorzystywać implanty dla udoskonalenia swoich zdrowych ciał– a proces tego doskonalenia nie zakończy się po operacji, leczbędzie trwał, wraz z aktualizacjami oprogramowania sterującegoelektronicznymi komponentami ich ciał. Jak to może wyglądać pokazaławłaśnie firma SecondSight Medical Products z USA, której najnowszy model bionicznegooka doczeka się niebawem aktualizacji firmware'u.Ściśle rzecz biorąc, „bioniczne oko” Second Sight,czyli urządzenie Argus II, to jedynie proteza siatkówki –implantowana w plamce żółtej macierz 60 elektrod (10x6), podłączonasiecią bezprzewodową do specjalnych okularów z wbudowaną kamerą iprocesorem sygnałowym. Obraz z kamery jest konwertowany przezprocesor na sygnał czytelny dla systemu nerwowego i przesyłany dosiatkówkowego implantu, pobudzającego nerw wzrokowy. Oczywiście takibioniczny wzrok jest daleki od doskonałości, ale nawetmonochromatyczna wizja niskiej rozdzielczości jest lepsza odcałkowitej ślepoty: Argus II pozwala niewidomym na w miarę swobodnesamodzielne poruszanie się w bezpiecznych przestrzeniach, a nawetrozpoznawanie wyświetlanych im na ekranach liter.[yt=http://www.youtube.com/watch?v=YU1F4TcGRlQ]Udoskonalanie już zainstalowanej protezy nie jest łatwe: operacjataka nie tylko wymagałyby wielogodzinnych operacji (w praktyceusunięcia starej macierzy i implantowania nowej), ale też przejściaprzez ulepszony produkt od nowa całego, trwającego lata cyklucertyfikacyjnego, legalizującego jego wykorzystanie u ludzi. SecondSight chce więc ulepszyć swoją protezę software'owo, co nie będziewymagało żadnych nowych certyfikatów.Dostępna już aktualizacja oprogramowania dla Argusa II zwiększarozdzielczość obrazu i ostrość obrazu, dodaje też funkcję zoomu.Najnowsza wersja firmware wprowadza też automatyczną kompensacjęekspozycji, oraz co ciekawe, rozpoznawanie kolorów. Badacze odkrylibowiem, że poprzez odpowiednie modulowanie częstotliwości stymulacjielektrod mogą wywołać wrażenia widzenia barw nawet u pacjentów, uktórych czopki siatkówki uległy całkowitej degeneracji.Słowem-kluczem jest tu odpowiednie– najwyraźniej kod, przez który oko „rozmawia” zkorą wzrokową jest indywidualny dla każdego organizmu, dlategoodpowiednie dostrojenie widzenia barwnego będzie wymagało współpracyz pacjentem.W przyszłości Second Sight będziezamierzało ulepszyć także optykę zewnętrznego elementu Argusa II,czyli okularów z kamerą, ale nawet ta nieinwazyjna operacja będziewymagała ponownego przejścia procesu certyfikacji.Tymczasem okazuje się, że Niemcydaleko wyprzedzili Amerykanów w pracach nad bionicznym hardware. Jużdziewięciu pacjentów otrzymało bioniczne oczy AlphaIMS, które nie tylko zapewniają znacznie większą rozdzielczośćwidzenia, wykorzystując macierz 1500 elektrod, ale też nie potrzebujążadnych zewnętrznych elementów: kamerę implantuje się bezpośrednio woku i jest ona bezprzewodowo zasilana z baterii trzymanej w kieszeni.Nie wiadomo jednak, jak wyglądać będzie możliwość aktualizacjioprogramowania w niemieckiej protezie oka.