Zagrożona zostanie właśnie cenna wolność. Nikt nie będzie mógł sobie kodu źródłowego klienta Steam dowolnie modyfikować, do czego przyzwyczajeni są użytkownicy aplikacji pod Linuksa. Przede wszystkim jednak Stallman podkreśla, że jeśli pojawią się dystrybucje domyślnie dające dostęp do Steam, wysyłany będzie przerażający sygnał, że dobrowolnie zgadzamy się na pewne ograniczenia. Instalacja oprogramowania komercyjnego to już dla niego zło, a jeszcze dalsze kupowanie gier...
Oczywiście guru dostrzega rónocześnie szereg korzyści, jakie da ruch Valve, gdyż zdecydowanie darmowy system operacyjny zyska większą popularność — brak gier to wciąż powód relatywnie niskiego nim zainteresowania. Jeśli już mamy korzystać z płatnej rozrywki to także lepiej tutaj, niż na Windowsie. Richard Stallman nawołuje niemniej, by uważać, żeby Steam na Linuksa nie stał się nagle asem w rękawie fanów „pingwinka”.