Qwant to francuska wyszukiwarka, która uruchomiona została w 2013 roku. Jej założenia są zbliżone do tych, na których bazuje DuckDuckGo – żadnego śledzenia, żadnego profilowania, żadnych ciasteczek i historii wyszukiwania, ochrona prywatności i zdecydowanie odrzuceniu modelu, w którym to użytkownik i jego zwyczaje są towarem. Jak zatem zarabia?
Przede wszystkim w oparciu o prowizje z przekierowań do dużych serwisów, np. eBaya. Od strony technicznej, silnik Qwant ma w dużej mierze wykorzystywać Binga, ale rozwijana jest też autorska metoda indeksowania witryn. Blisko 80% z niemal 60 mln comiesięcznych użytkowników wyszukiwarki korzysta z niej na terytorium Francji.
Jedną z najmocniejszych stron Qwanta jest to, że u każdego użytkownika lista wyników w odpowiedzi na dane hasło będzie taka sama. Google, zbierając dane o użytkownikach, wprowadza eliminację mniej popularnych źródeł per użytkownik. Słowem – internauta o utrwalonych zwyczajach zobaczy w wynikach przede wszystkim znajome sobie witryny, bez większych szans na eksplorację. W Qwancie ten problem nie występuje.
A jak korzystanie z Qwanta wygląda w praktyce? W Vivaldim wystarczy wybrać wyszukiwarkę z pola w lewym górnym rogu. Lista wyników jest wyświetlana w układzie znanym z innych wyszukiwarek, nawigacja po kategoriach odbywa się z wykorzystaniem menu pionowego po lewej stronie ekranu. Znajdziemy tam możliwość przeszukania aktualności, wzmianek w serwisach społecznościowych, grafik oraz filmów.
Oczywiście dodanie Qwanta do listy domyślnych przeglądarek jest kolejnym krokiem, która ma utrwalać wizerunek zespołu Jona von Tetzshner jako ludzi idących pod prąd, a na pewno sprzeciwiających się wielkim handlarzom danych, na czele z Googlem. Z całą pewnością Qwant może się przydać, polecić można tę wyszukiwarkę zwłaszcza miłośnikom DuckDuckGo.
Najnowszą wersję programu znaleźć można w naszej bazie oprogramowania.