Wedle komunikatu prasowego trzech domniemanych przestępców zostało już ujętych. Są to kazachowie Siergiej Ovsyannikov i Jewgienij Timczenko, a także Rosjanin nazwiskiem Aleksandr Żukow. Pozostała piątka – Boris Timokhin, Mikhail Andreev, Denis Avdeev, Dmitry Novikov i Aleksandr Isaev – pozostaje na wolności.
Grupa praktykowała rzekomo dwa nieco odmienne, ale prowadzące do tego samego celu schematy oszustwa. Pierwszy z nich, Methbot, zarobił 7 mln dol. w okresie od września 2014 r. do grudnia 2016 r. Domniemani sprawcy zawierali umowy z sieciami reklamowymi, a następnie wynajmowali serwery, aby zasymulować aktywność prawdziwych użytkowników. Drugi natomiast, 3ve, między grudniem 2015 r. a październikiem 2018 r. przyniósł twórcom aż 29 mln dol. zysku. Modus operandi nie zmieniono, jednak zamiast komercyjnych farm serwerów wykorzystano sieć botnet złożoną z około 1,7 mln zainfekowanych komputerów.
Lista zarzutów jest bardzo pokaźna i zawiera m.in.: oszustwo telekomunikacyjne, pranie pieniędzy, kradzież tożsamości i spisek mający na celu przeprowadzenie włamania komputerowego. Zostali (lub dopiero będą) zatrzymani w ramach współpracy między Federalnym Biurem Śledczym (FBI), Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) i grupą prywatnych firm, w tym Google'm i białoruską agencją ds. cyberbezpieczestwa, które jako pierwsze ujawniły Methbota pod koniec 2016 r.
Co ciekawe, analitycy z zespołu White Ops uważają, że straty odniesione wskutek działania Methbota są w rzeczywistości znacznie wyższe, niż szacuje resort. Ich zdaniem obecnie malwersanci zarabiają na Methbocie nawet 3 do 5 mln dol. dziennie, a sam program „wprowadził zupełnie nowe poziomy innowacji w oszustwa reklamowe”. Co prawda nie wszystkie kalkulacje są aż tak pesymistyczne, część ekspertów sądzi wręcz przeciwnie – przeliczył się aparat prawa, ale to wciąż nie zmienia faktu, że mowa o jednej z największych malwersacji reklamowych w historii.