O tym, że epileptycy muszą unikać jaskrawych, migającychświateł, wiadomo od dawna; obowiązkowe ostrzeżenia w grach,systemach multimedialnych czy nawet biletach na dyskotekowe imprezyto coś, do czego się przyzwyczailiśmy. Ale czy epileptycy powinnistrzec się mediów społecznościowych? Kurt Eichenwald jestredaktorem Vanity Fair i autorem Newsweeka, który w trakcie kampaniiprzedwyborczej przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA dał siępoznać jako zaciekły wróg Donalda Trumpa, a i teraz, po głosowaniukolegium elektorskiego robiący co w jego siłach, by szkalowaćnowego prezydenta.
Problem w tym, że Donald Trump cieszy się bezprecedensowąpopularnością w tych nieogarniętych kręgach Internetu, wspołeczności anonimowych użytkowników forów obrazkowych takichjak 4chan i 8chan. Wielu twierdzi, że to ich memetycznej kampaniiprzeciwko Hillary Clinton nowy prezydent USA zawdzięcza(przynajmniej w jakimś stopniu) zwycięstwo. Nic więc dziwnego, żeEichenwald szybko stał się jednym z czołowych wrogów tego ruchu –jak można zobaczyć np. w subreddicie /r/The_Donald,bezceremonialnie atakowali oni jego publiczną, publicystycznąaktywność.
Były to jednak ataki czysto słowne, aż do momentu, gdy pewienużytkownik Twittera, korzystający z konta @jew_goldstein ipodpisujący się jako Ari Goldstein, wysłał Eichenwaldowi obrazek,z podpisem You deserve a seizure for your posts (za swojeposty zasługujesz na atakpadaczki). Ataknajwyraźniej był celny – i nieprzypadkowy, gdyż kilka dniwcześniej na 8chanie ktoś wspomniał, że Eichenwald jestepileptykiem. Ku przerażeniu żony Eichenwalda, przesłany muanimowany, błyskający stroboskopowo GIF wywołać miał u ofiaryatak padaczki.
Last night, for the second time, a deplorable aware I have epilepsy tweeted a strobe at me with the message "you deserve a seizure' on it...
— Kurt Eichenwald (@kurteichenwald) December 16, 2016Oficjalnie środowiskopro-Trumpowe z jednej strony nieźle bawi się całą sprawą (*czymogę zaskarżyć Eichenwalda za to, że posikałem się ze śmiechuczytając jego wypociny), *zdrugiej podważa wiarygodność redaktora Newsweeka, wierdząc, żeniejednokrotnie przyłapano go na kłamstwach. On sam po dojściu dosiebie, miał natychmiast skontaktować się z policją i grozi „AriGoldsteinowi”, że dopadnie go za pomocą środków prawnych.
Policja w Dallas bada jużsprawę, próbując ustalić, czy nie jest to przestępstwofederalne, gdyż napastnik, który miał wysłać to uzbrojonećwierknięcie mógł pochodzić z innego stanu USA. Póki coprawnicy Eichenwalda zdołali uzyskać nakaz sądowy, mający zmusićTwittera do wydania posiadanych danych o użytkowniku. Sądząc poużywanym nicku to zwykłe trollkonto, więc w najlepszym raziemikroblogowy serwis wyda adres IP, z którego @jew_goldstein wysłałstroboskopowego GIF-a.
Można powiedzieć, że w pewnymsensie Eichenwald sam jest sobie winny. Wszyscy wiemy, jak wyglądaInternet i na jak nieprzewidywalne rzeczy można natrafić nastronach internetowych. Jeśli ktoś cierpi na padaczkę, powinienzadbać o to, by zminimalizować zagrożenie wywoływane przez efektystroboskopowe: zmniejszyć kontrast wyświetlacza, przystosowaćwyświetlane kolory stron za pomocą stylów użytkownika, wyłączyćw przeglądarce Flasha i zablokować automatyczne odtwarzanieanimacji. Najprościej zrobić to w Firefoksie, za pomocąrozszerzenia AniDisableHacked,powstrzymującego te samoodtwarzające się GIF-y.
Jest to być może też wskazówkadalszych kierunków rozwoju dla producentów oprogramowaniaochronnego: może przyjdzie czas, że zaoferują dodatkowe moduły doochrony nie tylko systemu operacyjnego czy danych użytkownika, ale ijego zdrowia?