Najpierw na smartfona lub tablet pobieramy odpowiednią darmową aplikację, potem rejestrujemy konto w systemie producenta i parujemy zawieszkę ze swoim urządzeniem mobilnym. Od teraz za każdym razem, kiedy przedmiot z nowoczesnym brelokiem znajdzie się poza zasięgiem Bluetooth, zostaniemy o tym poinformowani na telefonie, a Wistiki zacznie cicho pikać. Dodatkowym ułatwieniem przy odnajdywaniu zgub jest mini-radar w aplikacji. Po wciśnięciu jedynego przycisku na akcesorium połączony z nim smartfon z kolei zacznie dzwonić, więc system działa w obie strony. Wymienialna bateria starcza na rok pracy.
Każdy oczywiście stara się zrobić ze swojego breloka coś więcej, niż gadżet. Momentami nawet fenomen społecznościowy, bo mówi się o całej platformie dla rzeczy zgubionych i znalezionych. Da się zidentyfikować, do kogo należy brelok doczepiony do np. kluczy i za pośrednictwem aplikacji dać mu znać, nawet anonimowo, że gdzieś ktoś akurat na zapodziany przedmiot się natknął. Problem w tym, iż nie mając pojęcia o tym, co przykładowo Wistiki robi, nikt nie domyśli się roli kawałka plastiku piszczącego w kącie... Platformy poszczególnych producentów nie są też ze sobą kompatybilne.