Karolina Pilawska zwraca uwagę, że wpis w polu opisu przelewu nie jest obojętny dla banku. Nawet jeśli nadawca traktuje go jako żart, system bezpieczeństwa może odczytać go inaczej. Ryzyko rośnie wtedy, gdy pojawiają się sformułowania sugerujące przemoc, okup albo narkotyki.
Jakich słów należy unikać?
W rozmowie w "Dzień Dobry TVN" adwokatka wymieniła przykłady, które mogą wzbudzić podejrzenia. To m.in. opisy "za bombę", "na materiały wybuchowe", "na narkotyki", "za okup" czy "za zabójstwo". Takie frazy mogą zwrócić uwagę osób analizujących operacje i uruchomić kontrolę konta.
Gwałtowny manewr i utrata wysokości. Boeing 737 zniknął z radarów
Pilawska zaznaczyła, że nie każdy żartobliwy tytuł przelewu prowadzi do problemów. – Jeżeli mamy tytuł przelewu "nie wydaj na głupoty", to myślę, że z tego powodu nie będziemy mieć konsekwencji – tłumaczyła w programie. Inaczej bank może ocenić opisy powiązane z przestępstwami.
Bank ma obowiązek
Adwokatka przypomniała, że banki mają ustawowy obowiązek obserwować działania klientów. Dotyczy to nie tylko samych kwot, ale też danych towarzyszących przelewom. Jeśli tytuł przelewu budzi wątpliwości, instytucja finansowa musi sprawdzić, czy operacja nie narusza przepisów o praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.
Jak wyjaśniała Pilawska, monitoring wynika z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz rekomendacji organów nadzorczych. Bank ma więc oceniać, jak klienci korzystają z usług, przede wszystkim przy przechowywaniu środków i wykonywaniu przelewów. Podejrzenia może wywołać zarówno opis, jak i sama kwota. W efekcie można również stać się powodem wszczęcia kontroli skarbowej.
Wniosek z tej wypowiedzi jest prosty: w polu opisu warto zachować zdrowy rozsądek. Tytuł przelewu ma ułatwiać identyfikację płatności, a nie przypominać żart, który system bankowy odczyta jako sygnał ostrzegawczy. To ważne także przy przelewach między znajomymi, gdzie o swobodne komentarze najłatwiej.