Na przełomie czerwca i lipca władze
miasta Jaworzno zdecydowały, że na wszystkich komputerach w
szkołach zainstalowany zostanie system Linux. To dość śmiały i z
pewnością niecodzienny krok biorąc pod uwagę fakt, że w
przeważającej większości szkół w Polsce bezapelacyjnie króluje
oprogramowanie Microsoftu. Jeden z naszych czytelników, Quest-88
miał okazję przeprowadzić wywiad z osobą, która na temat całej
sprawy ma wiele do powiedzenia - na pytania o powody zmian,
zasadność rewolucyjnych decyzji i plany na przyszłość odpowiadał
Maciej Bąk, Starszy Informatyk Urzędu Miejskiego w Jaworznie.
Dla poprawienia czytelności wywiadu
oznaczyliśmy pytania pogrubioną czcionką.
Oprogramowanie Microsoftu
było sukcesywnie wykorzystywane w polskiej edukacji od wielu lat.
Co takiego wydarzyło się, że Urząd Miejski odwrócił się od tej
tradycji i zechciał wypróbować GNU/Linuksa?
Maciej Bąk: Hmm... po pierwsze, to nie jest tak, że Urząd
Miejski odwraca się od oprogramowania firmy Microsoft :) Nikt przy
zdrowych zmysłach nie odrzuca oprogramowania, które podobno pracuje
(legalnie, lub niestety najczęściej nie) na 99% desktopów w naszym
kraju. W naszym mieście podjęto decyzję o ykorzystaniu w
edukacji systemu GNU/Linux, co nie oznacza jednoczesnego odrzucenia
Windowsów. A dlaczego Linux? Powodów, jak to zwykle bywa, jest
wiele.
Po pierwsze: mamy w tym momencie do czynienia ze swoistą
monokulturą. Dzieciaki w szkołach uczy się posługiwać narzędziami
tylko jednego systemu operacyjnego, co niestety najczęściej
prowadzi do swego rodzaju "komputerowego analfabetyzmu", kiedy to
choćby zmiana ikonki na Pulpicie, skutkuje kompletnym zagubieniem
użytkownika. Nie mówiąc o kreatywnym myśleniu w wykorzystaniu
potencjału komputera. Chcemy pokazać uczniom, że świat
oprogramowania nie zaczyna i nie kończy się na produktach MS, a
korzystanie z komputera nie ogranicza się tylko do bezmyślnego
klikania w ikonki. Z naszego kilkuletniego doświadczenia w
"pielgrzymowaniu z pingwinkiem" po szkołach wynika, że dla uczniów
sporym szokiem jest nieraz widok więcej niż jednego pulpitu na
monitorze komputera, nie mówiąc już o tym, że może on mieć inaczej
zorganizowaną nawigację i inny wygląd niż ten oferowany przez
windowsowe okienka.
Po drugie: legalność! Tak się składa, że ze wszelkich badań wynika,
że nasz kraj jest w czołówce piractwa komputerowego (choć na
szczęście powoli zmienia się to na lepsze). Placówki edukacyjne
posiadają najczęściej legalne oprogramowanie, które zakupione
zostało za czasem śmieszne pieniądze w rozmaitych programach
"wspierania edukacji", ale nikt nie zastanawia się niestety, co
robi uczeń wracający ze szkoły do domu z zadaniem "napisz na jutro
3 strony wypracowania w Wordzie". Niewielu nauczycieli i niewiele
szkół zadaje sobie trud edukowania ucznia, że istnieje alternatywa
dla piractwa. Że istnieją darmowe odpowiedniki większości
komercyjnych aplikacji wykorzystywanych w szkolnej edukacji.
Pamiętajmy, że uczeń (a właściwie jego rodzice) nie jest w stanie
nabyć np. pakietu biurowego za taką cenę jak szkoła, a musi wydać
wielokrotność tej sumy za produkt, którego wykorzystanie w
warunkach domowych i tak obwarowane jest szeregiem ograniczeń
(licencje edukacyjne).
GNU/Linux i Open Source pozwala każdemu, bez względu na jego status
materialny, na efektywne wykorzystanie technologii komputerowej w
edukacji i co ważniejsze na legalne z niej korzystanie!
Po trzecie: pieniądze. Pomijając brak opłat licencyjnych na
oprogramowanie (a są to niemałe pieniądze), warto wskazać
oszczędności na sprzęcie. Tak się składa, że każda kolejna wersja
systemu operacyjnego Windows ma coraz większe wymagania sprzętowe,
czego nie można powiedzieć o GNU/Linuksie. Tak więc korzystanie z
nowoczesnego oprogramowania na platformie Windows wymusza
nieustanną wymianę sprzętu na coraz nowszy. Pewnie, gdyby 8-10 lat
temu użytkownikowi komputera pokazać, jaką specyfikację winien
posiadać dzisiaj komputer wyłącznie do uruchomienia systemu
operacyjnego (a gdzie aplikacje?), popukałby się po głowie.
GNU/Linux + proponowany przez nas model z graficznymi terminalami w
pracowni komputerowej pozwalają na uruchomienie najnowszego
oprogramowania i najnowszych systemów operacyjnych bez konieczności
inwestowania wielkich pieniędzy w sprzęt komputerowy.
Czy były jeszcze inne powody (np. polityczne) i ile UM
oszczędził na tym rozwiązaniu?
Maciej Bąk: Edukacja i polityka?! Brrrr... Przecież tutaj
chodzi o nasze dzieci!
W pracowniach komputerowych jaworznickich szkół pracuje obecnie
około 600 komputerów (bierzemy pod uwagę jedynie komputery
wykorzystywane w procesie edukacyjnym, nie interesują nas
stanowiska administracji, dyrektorskie, itp.). Jedna trzecia z nich
liczy sobie już teraz ponad 5 lat, a kolejna jedna trzecia podobny
wiek osiągnie w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak więc można mówić
o efektywnym nauczaniu technologii informacyjnej/informatyki, jeśli
baza sprzętowa w większości nadaje się na złom?
Jeśli edukacja informatyczna nie ma być fikcją, to albo należy
zainwestować znaczne pieniądze w jej modernizację, albo szukać
innych rozwiązań, które pozwolą wykorzystać, to co się ma.
Oczywiście można próbować na nowo "odkrywać Amerykę", ale czemu nie
skorzystać z gotowych rozwiązań (LTSP), które funkcjonują na
świecie i w edukacji doskonale się sprawdzają? Jeśli w wielu
krajach, nieraz znacznie bogatszych od Polski (np. Brazylia, USA,
Kanada, Indie, Japonia, Hiszpania, Norwegia, Szwajcaria, Niemcy,
Rosja), dostrzeżono potencjał drzemiący w oprogramowaniu Open
Source, to czemu nie skorzystać z ich doświadczeń?
Sądzę, że co najmniej 1/3 z wymienionych krajów podjęła
takie decyzje z powodów ekonomicznych (brak przymusu opłacania
licencji) lub politycznych. Tak czy inaczej, ja pytając o inne
powody, miałem na myśli to, czy migracja jest inicjatywą oddolną
(urzędu) czy może powstała na skutek aprobaty i protektoratu władzy
wyższego szczebla.
Maciej Bąk: Inicjatywa jaworznicka jest jak najbardziej
oddolna, a u jej podstaw legła zarówno troska o poziom edukacji
młodzieży, ale oczywiste, że również i ekonomia. Dzięki
proponowanym rozwiązaniom Jaworzno może zaoszczędzić około 2,4 mln
złotych w ciągu najbliższych 3 lat, co jest kwotą wartą zachodu.
Oczywiście to są szacunki, które ze względu na spadające ceny
sprzętu (kto wie, ile będzie kosztował komputer za dwa lata) mogą
ulec zmianie.
Świadomie nie wymieniłem wśród tych krajów Kuby, Wenezueli, Chin,
które również ostatnio stawiają na Open Source, a których intencje
pewnie mocno podszyte są polityką. A ekonomia? No, a cóż złego jest
w tym, że ktoś (osoba prywatna, firma, urząd, czy państwo) wybiera
tańsze rozwiązania?
Nie ma nic złego w tym, że urząd lub państwo wybiera
konkurencyjne, tańsze rozwiązanie. Czy w takim razie Urząd
Miasta wybrał ofertę polskiego dystrybutora Linuksa, czy po prostu
zastępuje płatnego Windows "darmówką" do ściągnięcia z
sieci?
Maciej Bąk: W pierwszym etapie wdrożenia, który obejmie
1/3 szkół i zacznie się od września tego roku, testować będziemy
dwie dystrybucje: Ubuntu i OpenSUSE. Wybór nie jest przypadkowy: są
to obecnie najbardziej przyjazne użytkownikowi produkty ze świata
Linuksa, które pozwalają nawet nowicjuszowi na łatwe uruchomienie
systemu GNU/Linux na swoim komputerze i równie łatwą instalację. A
pamiętajmy, że założeniem programu jest to, by uczeń w warunkach
domowych mógł korzystać z tego samego oprogramowania co w szkole. Z
technicznego punktu widzenia, obie dystrybucje prezentują nieco
inne podejście do technologii terminalowej (różnice nie są wielkie,
ale są) i rok testów pozwoli nam wybrać tę bardziej odpowiadającą
naszym potrzebom.
Oczywiście, dystrybucje te będą przez nas nieco profilowane pod
kątem oprogramowania edukacyjnego i wykorzystywanego w szkolnych
pracowniach, ale jak najbardziej będą oparte na, jak to Pan
określił "darmówkach", które każdy może ściągnąć z sieci.
A czy rozporządzenie MEN-u z grudnia 2008 r., które
nakazuje, by od 2012 r. na jednego ucznia przypadał jeden komputer,
nie jest powodem politycznym?
Maciej Bąk: Na pewno jest to katalizator zmian, ale nawet
bez niego, za 3 lata trudno byłoby sobie wyobrazić zajęcia z
informatyki w większości jaworznickich szkół, z powodów, o których
wspominałem powyżej. Poza tym, czego można nauczyć, jeśli przy
jednym stanowisku siedzi dwóch, a czasem nawet trzech uczniów?
Któremu wystawiać ocenę? Sytuacja dość śmieszna przyzna Pan. Czy za
kierownicą samochodu siedzi dwóch kierowców?
Zadaniem samorządu, jako organu prowadzącego szkoły na swoim
terenie, jest zapewnienie odpowiedniej bazy do prowadzenia zajęć. I
to właśnie staramy się w Jaworznie zorganizować.
Mnie zdecydowanie wygodniej prowadzi się samochód w
pojedynkę. ;) Jak Pan powiedział, pierwszy etap zacznie się we
wrześniu tego roku. Kiedy zacznie się drugi i jak będzie on
wyglądał?
Maciej Bąk: Tak naprawdę, to w pierwszym etapie wdrożenia
główny nacisk położony zostanie na szkolenie nauczycieli i
adaptację programów nauczania do wykorzystania oprogramowania Open
Source. O stronę techniczną jesteśmy w miarę spokojni, bo - jak już
wspomniałem - mądrzejsi od nas przedeptali wcześniej na świecie
ścieżkę, którą chcielibyśmy podążać w Jaworznie. Po roku będziemy
mogli sobie odpowiedzieć na pytanie, czy polska szkoła jest gotowa
na skorzystanie z proponowanych rozwiązań. Wierzymy, że - pewnie
nie bez trudności - wynik będzie pozytywny, a wtedy kolejny rok
szkolny oznaczać będzie objęcie programem pozostałych jaworznickich
placówek, które wyraziły zgodę na uczestniczenie w nim (bo
uczestnictwo w programie było dobrowolne).
Wspomniał Pan o "pielgrzymowaniu z pingwinem" po szkołach.
Wynika z tego, że w Jaworznie już wcześniej zachodziły podobne
inicjatywy. Jak one wyglądały, jak się rozwinęły i czy
doświadczenia z nimi związane mogły wpłynąć na aktualne
wydarzenia?
Maciej Bąk: W jednej z jaworznickich szkół (ZSZ PKE S.A.
przy Elektrowni Jaworzno III) już w 2000 roku powstała pracownia
oparta o system operacyjny GNU/Linux, w której kilka roczników
uczniów mogło poznawać zalety tego systemu. Pod koniec 2003 roku
zawiązała się nieformalna grupa miłośników tego systemu (JLUG),
która od dwóch lat jest już stowarzyszeniem. Osoby związane z tą
inicjatywą przez kilka lat odwiedzały jaworznickie szkoły z
prelekcjami i pokazami "pingwinka", nie stroniąc w nich również od
problematyki piractwa komputerowego i bezpieczeństwa.
Powoli udawało się zdobywać kolejne przyczółki: nauczycieli
informatyki, fizyki, czy nawet języka angielskiego, którzy
zaczynali korzystać z Linuksa i stosować go w swojej pracy. Od 3-4
lat w naszym mieście działa już kilka pracowni opartych na Linuksie
(dawniej na Auroksie i PLD, obecnie na Ubuntu i Debianie), co ważne
w każdym typie szkoły: podstawowej, gimnazjum i liceum. To właśnie
doświadczenia tych kilku lat napawają nas optymizmem.
Z doświadczeń tych wynika, że najtrudniej jest zacząć, przełamać
barierę myślenia. Potem leci już z górki, a efekty w postaci choćby
osiągnięć uczniów w konkursach czy olimpiadach są nagrodą za
początkowe trudności.
Pieniądze zaoszczędzone na oprogramowaniu zostaną
przeznaczone na zakup nowego sprzętu komputerowego, a na tym
starszym zostanie zainstalowane Ubuntu bądź OpenSUSE. Czy to jest
dobra decyzja? Ubuntu nie należy do lekkich dystrybucji, a OpenSUSE
jest ociężałe. Właściwie są to jedne z "najcięższych" dystrybucji.
Na "złom", jak Pan to nazwał, bardziej nadaje się Xubuntu lub
cokolwiek innego z lekkimi X-ami np. z
Enlightenment.
Maciej Bąk: Ubuntu/OpenSUSE zostaną w zdecydowanej
większości zainstalowane na serwerach, nie na słabych końcówkach.
To jest właśnie plus rozwiązań terminalowych, że najistotniejsze z
punktu widzenia tego modelu jest serwer, natomiast końcówki mogą
być mocno przestarzałe. Komputer, na którym z trudem może pracować
sam Windows XP (nie mówiąc o dodatkowych aplikacjach), z
powodzeniem sprawdzi się jako terminal graficzny, służący de facto
jedynie do wyświetlania wyniku pracy aplikacji na serwerze.
W takim układzie, jakakolwiek modyfikacja oprogramowania odbywać
się będzie jedynie na serwerze, a jeśli któregoś dnia okaże się, że
specyfikacja serwera nie wystarcza na potrzeby pracowni szkolnej,
to się go zmodyfikuje lub w ostateczności wymieni na lepszy. W
każdym przypadku rzecz będzie się rozbijała o jedną maszynę.
Z naszego, jaworznickiego punktu widzenia warto zwrócić uwagę na
jeszcze jeden fakt. Otóż miasto obecnie uczestniczy w projekcie
budowy sieci szerokopasmowej, który zakończy się właśnie w 2012
roku. Oznacza to, że każda szkoła będzie miała na wyciągnięcie ręki
dostęp do światłowodu, a to w skrajnym przypadku może skutkować
przeniesieniem serwerów ze szkół do centralnej serwerowni
i...
I Jaworzno wdroży edukację na odległość jak rząd
Australii?
Maciej Bąk: A czemu nie?! :) Tak jak Pan zasugerował,
otworzy się możliwość wirtualnej edukacji, może na początek nie w
wymiarze zajęć podstawowych (choć w przypadku osób
niepełnosprawnych jak najbardziej), ale dodatkowych. Dlaczegóż nie
zorganizować wirtualnego kółka informatycznego, astronomicznego,
językowego, czy jakiegokolwiek innego? Często przecież zdarza się
tak, że w jednej szkole, gdzie jest ambitny nauczyciel, któremu
"się chce" nie ma wystarczającej liczby chętnych do uczestniczenia
w tego typu zajęciach. W skali 100 tysięcznego miasta może się
jednak znaleźć wielu chętnych.
Te systemy będą zainstalowane równolegle? Uczniowie będą
poznawać różne środowiska graficzne, czy na obydwóch będzie
zainstalowane GNOME? A może będą to systemy hybrydowe (np.
aplikacje KDE w GNOME)? Sam korzystam z ostatniego wariantu i go
sobie chwalę.
Maciej Bąk: Chcemy pokazać młodzieży, że istnieją różne
środowiska graficzne, że jest w nich coś takiego jak menadżer
okien, i coś takiego jak menadżer plików, a i ikonki na pulpicie
też się z nieba nie biorą. Jednak należy pamiętać, że program
nauczania TI jest przy tym napięty. Dość proste rozwiązanie
przyjęła jedna z nauczycielek w naszym mieście, która w szkole
podstawowej, ucząc od kilku lat na Debianie, program dydaktyczny
realizuje w każdym roku w innym środowisku graficznym. W klasie
czwartej jest to KDE i GNOME, w piątej XFCE, a na koniec pojawia
się nawet Fluxbox. I co? Da się, dzieciaki nie mają z tym żadnych
problemów.
Oba te środowiska posiadają zestaw aplikacji edukacyjnych,
niektóre bardzo dobre i pomocne np. Marble, Kalzium czy KVerbos.
Nie można też nie wspomnieć o świetnych grach uczących logicznego
myślenia (KAtomic, KSudoku). Pomyślano o ich wykorzystaniu? Jaka
decyzja zostanie podjęta ws. aplikacji już zakupionych, ale
działających tylko na Windows?
Maciej Bąk: Pomyślano, pomyślano... Pakiet edukacyjny z
Edubuntu, Gcompris (dla najmłodszych klas szkoły podstawowej),
KTurtle, Free Pascal, FreeMind, Phun i inne programy do fizyki i
chemii - to tylko część oprogramowania, które nauczyciele testowali
już w pracowniach. Ten rok jest właśnie potrzebny na to, by
doświadczenie nauczycieli już uczących na Linuksie "sprzedać"
pozostałym. A jeśli chodzi o już zakupione aplikacje pod system
Windows? A od czego WINE, wirtualizacja a w ostateczności...
natywne uruchomienie pod wymaganym systemem? :)
Pan chce wirtualizować Windows na tym złomie? Przecież to
dodatkowy koszt licencji. A WINE nie jest pewną implementacją API
Windows.
Maciej Bąk: Po pierwsze: nie na złomie, ale na serwerach,
które złomem nie są i nie będą! Po drugie: czemu nie wirtualizować,
żeby pokazać coś, co działa tylko w Windows? A licencje? W
większości szkół licencje już są i... mogą się do czegoś jeszcze
przydać. WINE oczywiście nie zawsze się sprawdza, ale z tego, co
udało nam się przetestować (np. EduROMy), to nie powinno być
większego problemu z uruchamianiem programów edukacyjnych.
Aby móc legalnie wirtualizować, trzeba jednak zakupić
specjalną licencją. W przypadku Windows Visty należy zakupić
najdroższe wydanie - Ultimate.
Maciej Bąk: Jeśli zajdzie konieczność to ostatecznie na
każdy serwer można przecież zakupić takową. Wyjdzie to taniej niż
kupienie 15. czy 20. licencji na każdy komputer.
Czy ta wirtualizacja to rozwiązanie podane ad hoc, czy
myślano o tym wcześniej? Zastanawia mnie wybór odpowiedniej
maszyny. KVM, VitualBox, VMware, XEN?
Maciej Bąk: Oczywiście, że nie ad hoc. Myśleliśmy o tym
wcześniej! Ba, testowaliśmy to i testujemy cały czas. Dość
powiedzieć, że w jaworznickim urzędzie miejskim 150 urzędników od
lat pracując na terminalach (linuksowych via RDP do Windows TS), od
mniej więcej roku korzysta z wirtualnych serwerów terminali.
Wykorzystujemy w tym celu VMWare, ale pod inne rozwiązania (choćby
WWW) kończone są testy rozwiązań opartych na XEN.
VirtualBox to na razie rozwiązanie raczej nie na serwer, a KVM jako
podstawowe rozwiązanie wirtualizacyjne Ubuntu pozostaje oczywiście
również w polu naszego zainteresowania. Zasadniczo wirtualizacja
nie jest jednak krytycznym ogniwem jaworznickiej migracji.
To wszystko ładnie wygląda na kartce papieru. A ktoś
przecież musi przelać tę wiedzę do uczniowskich głów. Jak będzie
wyglądać proces doszkalania pedagogów?
Maciej Bąk: Zdajemy sobie sprawę, że to głównie od
nauczycieli zależeć będzie sukces projektu i dlatego dla części z
nich zapowiada się rok intensywnych szkoleń. Wiadomo, że będą
musieli poświęcić nieco czasu na naukę, ale za to zyskają
nowoczesne, wolne od wirusów pracownie komputerowe, które nie muszą
co miesiąc "stawiać na nogi". A czas na to poświęcony - najczęściej
prywatny - przecież również kosztuje. Chyba byłoby lepiej, żeby
nauczyciel skupił się na dydaktyce, a nie na okiełznywaniu
niesfornego sprzętu lub systemu operacyjnego.
To, że od pedagogów zależy sukces tego projektu to truizm.
Najistotniejsze jest to, kto im tę wiedzę przekaże. Będą to
pracownicy placówki szkoleniowej, wolontariusze JLUG-u, a może
nauczyciele, zgodnie z powtarzaną przez siebie mantrą, sami
przysiądą do książek? W końcu samouk nauczy się więcej niż
nauczyciel uczęszczający na szkolenia. ;)
Maciej Bąk: Na pierwszym etapie nie przewidujemy
zewnętrznych szkoleń. Zakładamy, że większość potrzebnej wiedzy
przekażą nauczyciele już uczący na Linuksie, pracownicy Urzędu
Miasta i wolontariusze z JLUG-u. W kolejnym etapie nie wykluczamy
sięgnięcia po środki zewnętrzne (np. unijne) na zewnętrzne
szkolenia. O ile oczywiście okaże się to konieczne.
A jak wygląda dostosowywanie podręczników do nowego
programu nauczania? Standardowy podręcznik do TI nie informuje,
czym np. jest Bash i jak w nim pisać skrypty. Wiemy, że Fundacji
Nowoczesna Polska pracuje nad stworzeniem Wolnych Podręczników. Czy
te dwa projekty mają jakiś związek?
Maciej Bąk: Zmienianie podręczników, to już nie nasza rola
a autorów i wydawnictw (i na razie, na wiele bym w tej materii nie
liczył), ale na szczęście w większości programów nauczania
wystarczy zamienić słowo Word na Writer, Excel na Calc, a z tym
pewnie da sobie radę każdy nauczyciel. Zresztą obok takich
inicjatyw jak Magiczny Flet,
czy ostatnio wydany przez Novella
podręcznik są również zatwierdzone przez MEN
programy/podręczniki, które już uwzględniają platformę GNU/Linux.
Pamiętajmy przy tym, że podstawa programowa jest neutralna
systemowo!
Dopełnieniem tego projektu mógłby być wirtualny
dzienniczek, dzięki któremu rodzice mogliby na bieżąco kontrolować
edukację swoich dzieci, a nie tylko raz w miesiącu, gdy szkoła
organizuje wywiadówkę. Brano pod uwagę tego typu program w momencie
planowania migracji?
Maciej Bąk: Tak, wirtualny dzienniczek, jak najbardziej
(chociaż szkoły różnie do tego pomysłu podchodzą, a część ma już
wdrożone określone rozwiązania), ale również: centralna baza
uczniów umożliwiająca kontrolę dostępu do usług i zasobów i wiele,
wiele innych udogodnień, wynikających choćby ze współpracy z
równolegle prowadzonym projektem Karty Miejskiej.
Załóżmy, że uczeń przygotowuje dokument z grafikami
w OpenOffice.org i musi go dokończyć w domu. Prawdopodobnie posiada
tylko Worda i nie odczyta dokumentu, a nawet jeśli posiada Writera
to i tak dokument zgubi formatowanie. Irytacja ucznia nie będzie
bezpodstawna, bo OO.o na Linuksie nie jest kompatybilny z OO.o na
Windows.
Maciej Bąk: Jak uczy nasze doświadczenie (a pracuję w
Urzędzie Miejskim, do którego spływają dokumenty elektroniczne z
różnych źródeł i w którym OpenOffice.org na platformie Windows i na
Linuksie jest podstawowym pakietem biurowym od 2005 roku) problem
"rozjeżdżającego" się formatowania dotyczy wyłącznie źle
sformatowanych dokumentów. Najczęściej przy pomocy spacji,
tabulatora i entera. Jeśli więc początkowa frustracja ucznia
przełoży się na większe zrozumienie, czym tak naprawdę jest
formatowanie i jak je poprawnie przeprowadzić, żeby nie przeżywać
stresów związanych z przenoszeniem dokumentów między komputerami i
systemami - to chyba dobrze. Bo to jest właśnie to, czego szkoła
między innymi powinna nauczyć: rozpoznawać problemy i szukać
sposobów ich rozwiązania.
Zresztą pamiętajmy, czego naucza się na zajęciach z technologii
informacyjnej/informatyki w polskiej szkole. To są elementarne
podstawy obsługi systemu operacyjnego, pakietu biurowego, pakietów
graficznych, korzystania z internetu + podstawy programowania w
profilowanych klasach, a do tego idealnie nadaje się Open
Source.
Ja mam inne doświadczenia. W udostępnionym szablonie
dyplomu zastosowano tło z domyślnej galerii klipów. Autor dodatku
pracuje na OpenOffice dostarczanym przez firmę Sun, ja również.
Różnica polega na tym, że on pracuje na Windows, ja na Ubuntu. U
mnie szablon gubił grafikę, przez co dokument stawał się
nieczytelny. Wszystko przez to, że OpenOffice.org domyślnie stosuje
ścieżki bezwzględne odnoszące się do lokalizacji w systemie.
Szablon stworzony w OO.o/Windows posiadał zapis w
postaci
style:background-image
xlink:href="../../../../../../Program%20Files/OpenOffice.org%203/Basis/share/gallery/www-back/confetti.jpg"
xlink:type="simple" xlink:actuate="onLoad"/>
podczas gdy powinien on wyglądać następująco:
style:background-image
xlink:href="Pictures/100000000000005E0000005E2AAFE172.jpg"
xlink:type="simple" xlink:actuate="onLoad"/>
W momencie wstawiania tła z
galerii klipów nie ma opcji rozróżnienia czy chcemy skopiować
grafikę, czy tylko linkować do niej. Trzeba to potem zmienić w
opcjach.
Poza tym dla użytkownika, przymus pamiętania wszystkich linków i
załączników to krok wstecz względem MS Office. Kolejna przykładowa
wada OpenOffice.org pod Linuksem to brak obsługi fontów OpenType,
podczas gdy wersja na Windows nie ma z tym formatem problemów.
Natomiast Impress pod Linuksem posiada bardzo efektowne,
trójwymiarowe przejścia slajdów, których z kolei nie ma na
Windows.
Maciej Bąk: No i czy z tego wynika, że na poziomie
szkolnym OpenOffice nie nadaje się do wykorzystania? Przecież nawet
MEN wydało w 2006 roku komunikat: "Ministerstwo Edukacji i
Nauki, uwzględniając założenia inicjatywy eEurope w zakresie
wspierania i rozwoju w Europie oprogramowania typu Open Source
uznaje, iż oprogramowania Open Office w wersji 2.0, dystrybuowane
nieodpłatnie, jest produktem dostatecznie dojrzałym i zaawansowanym
zarówno dla potrzeb edukacyjnych, jak i dla zastosowań biurowych w
sektorze edukacji i nauki. Wyżej wymienione oprogramowanie może z
powodzeniem zastępować stosowane do tej pory oprogramowanie
komercyjne, dając znaczne oszczędności środków przeznaczanych na
opłaty licencyjne za korzystanie z większości dostępnych typów
oprogramowania biurowego".
Z tego wynika, że użytkownik musi mieć świadomość różnic
tego samego oprogramowania na różnych systemach, i wiedzę jak te
różnice niwelować.
Z produktami Microsoftu nie ma tego problemu, gdyż niemal każdy ma
tę samą, najnowszą wersję Office, Windows i te same niewolne
fonty.
Maciej Bąk: Dodajmy, najczęściej kradzione :(
Zawsze się zastanawiam, dlaczego z jednej strony na ogół ceniąc
sobie indywidualność i różnorodność, z drugiej tak łatwo
przyjmujemy (a może raczej daliśmy sobie wmówić?), że w informatyce
będzie nam lepiej, jak wszyscy będziemy używali tego samego
oprogramowania.
Czy na prawdę wtedy będzie lepiej? I czy unifikacja ma być w tym
przypadku receptą na niedopracowane programy i brak umiejętności
lub chęci korzystania ze standardów?
Nie twierdzę, że Office Microsoftu lepiej się sprawuje w
edukacji niż OpenOffice.org. Po prostu błędy w OpenOffice.org nie
mogą być usprawiedliwiane przez niedoróbki w MS Office. Nie
tłumaczmy tego też piractwem. OO.o jest oprogramowaniem
wieloplatformowym i tak też jest reklamowany, dlatego takie
trywialne błędy nie powinny w ogóle istnieć. Jeśli MS Office jest
zastępowany przez OpenOffice, ten drugi musi być przynajmniej tak
samo dobry w tych samych zadaniach.
Maciej Bąk: Nie chciałbym się tutaj ustawiać w roli
adwokata społeczności tworzącej pakiet biurowy OO.org, wcale
niemałej zresztą, ale... naiwnością byłoby sądzić, że jest to
oprogramowanie wolne od błędów! Nie ma takiego oprogramowania i
pewnie jeszcze długo nie będzie. Powinniśmy raczej w tym miejscu
rozstrzygnąć podstawową wątpliwość, która mogłaby się tutaj
pojawić: czy OpenOffice.org nadaje się do wykorzystania w polskiej
edukacji. I tę wątpliwość na szczęście rozstrzygnęło za nas MEN
kilka lat temu.
Proszę także pamiętać, że nie mówimy tutaj o wyborze prywatnego
użytkownika, który jeśli chce i ma wystarczająco zasobną kieszeń,
może zakupić i używać dowolną aplikację. Mówimy o publicznej
szkole, na której utrzymanie wykłada pieniążki polski, nie
najbogatszy przecież, podatnik.
1 serwer + terminale to z pewnością model zapewniający dużą
wygodę w administrowaniu szkolną pracownią. To dobre rozwiązanie,
zważywszy, że duża część WiOO częściej nie działa, aniżeli działa.
Dowolna aktualizacja może sprawić, że oprogramowanie nie będzie się
nadawało do pracy, a tak admin będzie się męczył tylko z jednym
stanowiskiem. Z własnego doświadczenia mogę wymienić brak dźwięku w
Impressie wynikający z niepoprawnej bądź braku współpracy pakietu z
JMF (Java Media Framework) czy wywalanie się Kdenlive przy
nakładaniu efektów.
Maciej Bąk: Nasze doświadczenia na temat stabilności WiOO
są jednak diametralnie odmienne od Pańskich. W jaworznickim
magistracie zdecydowana większość newralgicznych baz danych i usług
od lat działa na systemach Open Source, które (odpukać w
niemalowane) trzymają się mocno i sprawdzają w boju. Nieco inne
doświadczenie mamy z rozmaitymi aktualizacjami komercyjnego
oprogramowania (nie tylko rodem z MS), które potrafi wywrócić
nieraz plan dnia do góry nogami (aczkolwiek nie jest to reguła). Na
każdej platformie są aplikacje napisane lepiej i napisane gorzej, a
rolą administratora jest umiejętne zarządzanie zasobami, tak aby
były one dostępne.
Jakkolwiek musi Pan przyznać, że proponowany przez nas model
zawiera tylko jeden punkt awarii, podczas gdy tradycyjna szkolna
pracownia komputerowa, zawiera ich kilkanaście. ;-) Punkt, który
zresztą przy rozsądnej polityce backupów można postawić "od zera" w
godzinę.
Mnie chodziło o aplikacje na biurko, a Pan o stabilności
oprogramowania serwerowego...
Maciej Bąk: Powtarzam, nasze doświadczenia z WiOO w
jaworznickich szkołach przez kilka lat dowodzą, że Open Source się
nadaje i sprawdza. Nie mieliśmy większych problemów ze stabilnością
pracy aplikacji wykorzystywanych w edukacji. Ba! Zdarzało się, że
kiedy zawirusowana pracownia na Windows nie chciała pracować,
nauczyciel przełączał się na zainstalowanego równolegle Linuksa i
spokojnie realizował założony program nauczania.
Nie jestem pewien, czy GNU/Linuksa powinno się wdrażać na
hasło "jest darmowy, co implikuje oszczędności". Uważam, że takie
myślenie nie może się sprawdzić na dłuższą metę, zwłaszcza w
placówkach instytucji publicznych. Być może jest to argument dla
urzędników, jednak kto będzie rozwijać owe oprogramowanie, jeśli
wszyscy będą je brać za darmo, nie dając nic w zamian? A gdy
oprogramowanie się zdezaktualizuje, skończy się darmobranie, i
urząd będzie miał dobry argument, by wrócić do oprogramowania
Microsoftu.
Zresztą powtarzanie, że "Linux jest za darmo", może wzmocnić
roszczeniową postawę i przekonanie młodych Polaków, że im się
wszystko należy - o zgrozo - za darmo! W kraju gdzie piractwo jest
na tak wysokim poziomie, nie wyeliminujemy problemu, zastępując
pirackie oprogramowanie przez "darmowe próbki" konkurencyjnych
producentów. Być może tym krokiem zmniejszymy ilość pirackich
Windows na domowych biurkach, jednak mentalnie Polacy wciąż będą w
tym samym miejscu. A Wolne i Otwarte Oprogramowanie to jednak idea,
która bazuje na chęci dawania i obopólnych korzyści, a nie na
ciągłym, jednokierunkowym braniu.
Ta decyzja to na pewno dobry krok ku ograniczeniu problemu, ale
dokonując przemian w taki sposób, nie nauczymy następnych pokoleń
szacunku dla cudzej pracy.
Maciej Bąk: Po pierwsze, aspekt ekonomiczny jest w tym
wszystkim ważny, ale pewnie, gdyby GNU/Linux nie nadawał się do
wykorzystania w edukacji, to do szkół by nie trafił. Pamiętajmy
jednak, że pracownie oparte na GNU/Linux są w wykazie dopuszczonych
do użytku szkolnego przez MEN! Mało tego, z danych Ministerstwa
wynika, że w latach 2005-2008, kiedy to realizowana była dostawa
sprzętu komputerowego dla szkół (w ramach unijnego programu EFS),
2% placówek wybrało właśnie tego typu pracownie.
Po drugie: w kwestii długofalowego myślenia w instytucjach
publicznych, to niestety kolejny raz nie mogę się z Panem zgodzić.
Wykorzystywanie otwartego oprogramowania wszędzie, gdzie tylko się
da, a komercyjnego tam, gdzie to jest to konieczne, powinno -
przynajmniej moim skromnym zdaniem - stać u podstaw decyzji,
którymi kierują się wszyscy zajmujący się informatyzacją instytucji
publicznych. Takie postępowanie jest nie tylko gwarancją
optymalizacji wydatkowania publicznych środków, ale - w połączeniu
ze stosowaniem otwartych standardów - sprzyja zachowaniu
neutralności technologicznej państwa. A to przecież jest
(przynajmniej na papierze) częścią polskiej rzeczywistości
prawnej.
Po trzecie: o rozwój otwartego oprogramowania byłbym raczej
spokojny. Proszę zerknąć choćby na SourceForge.net i przefiltrować
sobie ile jest tam projektów na licencjach otwartych. Spora ich
część z pewnością nie zasługuje na określenie: "darmowe próbki", a
już na pewno nie traktują tak Open Source choćby twórcy Shreka,
którzy dość otwarcie przyznają się do jego wykorzystywania w
produkcji filmów. ;-)
Jeśli wdroży Pan Ubuntu na 600 komputerach, nie płacąc
absolutnie nic za oprogramowanie, i jeśli ten scenariusz będzie się
powtarzał (a Pan powtarza za Brazylią, USA, Kanadą, Indiami,
Japonią, Hiszpanią, Norwegią, Szwajcarią, Niemcami, Rosją) jego
producent, Canonical, nie będzie miał motywacji, aby pracować nad
kolejnym wydaniem. Pan przedstawił politykę długoterminową, ale
tylko z jednej perspektywy, a jak wcześniej napisałem, WiOO to
idea, do której trzeba także dawania. Pan to musi świetnie rozumieć
jako członek LUG-u.
Maciej Bąk: No dobrze, a skąd brać ludzi do pracy nad
WiOO, jeśli się go ludziom wcześniej nie pokaże?
Może wystarczyłoby im zapłacić za pracę w pełnym wymiarze
godzin, aniżeli liczyć na pracę po godzinach?
Maciej Bąk: A może z tych około 15 tysięcy uczniów, którzy
w naszym mieście będą mieli okazję poznać WiOO, choć co setny
zastanowi się jak to działa, a z tego, co setny stanie się aktywnym
członkiem społeczności Open Source regularnie podsyłającym
poprawki?
Być może. Kiedyś usłyszałem prawdziwą anegdotę dobrze
obrazującą wolontariuszy. "Lepszy jeden nawiedzony niż setka
opłaconych". ;)
Maciej Bąk: Dokładnie tak jest! :D
Z SourceForge.net jest ten problem, że pomimo ogromnej
liczby projektów, większość z nich jest w fazie pre-alpha a liczba
deweloperów to jeden pasjonat. Na tym modelu nie można stworzyć
oprogramowania do zarządzania urzędami i szkołami. Do tego trzeba
państwowych pieniędzy i dużego producenta. Pan najwyraźniej
chciałby, aby Open Source tworzyli wyłącznie pasjonaci po godzinach
pracy.
Maciej Bąk: Oczywiście, że ze 100 pomysłów przetrwa nieraz
jeden, czy dwa, ale czasem zyskuje on uznanie użytkowników (i
programistów), którzy po latach przekształcają go w coś
poważniejszego. Przykładem może być Firefox, GIMP, Blender czy
mplayer. I tak z projektu pasjonackiego przekształca się on np. w
najpopularniejszą obecnie przeglądarkę wśród polskich użytkowników.
Jeśli zaś chodzi o doświadczenia ze wdrażaniem Open Source w sporej
wielkości instytucjach państwowych, to pewnie nasze Narodowe
Archiwum Cyfrowe wydaje się pięknym przykładem, że można godzić oba
modele: opensourcowy i komercyjny w informatyzowaniu instytucji
publicznych.
Czy urząd udostępni zainteresowanym swoje know-how i będzie
publikował raporty z postępu wdrożenia?
Maciej Bąk: Nie widzę w tej materii przeszkód. Nie tylko
chętnie podzielimy się doświadczeniem, ale i oczekujemy wsparcia od
tych, którzy podobne działania realizowali już wcześniej w naszym
kraju.
Dziękuję za rozmowę.