Autopsja z odtwarzaniem muzyki publikowanej na YouTube

Analogowe oszlifowanie PC na potrzeby odtwarzania muzyki było dla mnie niezbędne przy pracy z amatorskimi nagraniami zaprzyjaźnionych muzyków, które chcieliśmy wysłać na DVD jako materiał informacyjny. Korzystanie z automatów do poprawiania nie wchodziło w rachubę, bo dewastowały one jednocześnie zapisany materiał muzyczny. Trzeba było robić to manualnie, a bez dobrego odsłuchu taka praca nie ma sensu.

Było to spore wyzwanie, bo chodziło o to, by zaakcentować wyjątkowość. Na przykład jedna z koleżanek została w Gazecie Muzycznej opisana jako „pełna temperamentu porywa w rytm egzotycznej hiszpańskiej muzyki, tęskni za dziką, romantyczną miłością w romansach rosyjskich, tworzy charyzmatyczny czar narzucając swoją zmysłowość”. Coś takiego trudno jest zarejestrować nawet ekipie z profesjonalnym sprzętem, więc materiał z amatorskiej kamerki pozostawiał bardzo wiele do życzenia i mógł pokazać artystkę w krzywym zwierciadle. Trzeba było wyłapać wszystkie zakłócenia nagrania i w miarę możliwości jakoś je naprawić.

Zawodowo nigdy bym tego nie robił, bo nie można rozliczyć tak ciężkiej pracy, ale dla przyjaciół jest to inna sprawa. Na szczęście sytuacja poprawiła się dzięki YouTube, bo semiprofesjonalny sprzęt stał się bardziej dostępny, a organizatorzy imprez artystycznych starają się rejestrować swoje eventy z coraz lepszą jakością. Nie trzeba robić DVD, bo wystarczają linki na YouTube.

Wspomniana koleżanka zrobiła ostatnio taką semiprofesjonalną produkcję z myślą o YouTube. Przekazała mi pocztą elektroniczną, że kończy ten filmik i chociaż robiła go z nieznanymi mi muzykami kurpiowskimi, a nie gronem naszych przyjaciół, to byłem pewny, że wyjdzie z tego coś ciekawego, bo znałem piosenkę. Spodziewałem się nawiązania do portowej knajpki z początków ubiegłego wieku. Właśnie taki klimat miało miejsce na gdańskiej starówce, gdzie dała wiosną koncert, a potem spędziliśmy tam bardzo miło czas z grupką znajomych. Planując ten koncert w Gdańsku rozmawialiśmy o wykorzystaniu piosenek z jej płyty „Ach, Odessa mama” i śródziemnomorskiego klimatu knajpki pokazanej w komedii „Jak rozpętałem II wojnę”. Nie chodziło oczywiście o bijatykę, która miała tam miejsce, a o bezpośredni kontakt wokalistki z publicznością. Ten klimacik miał akcentować, że koleżanka wychowała się w adriatyckim kurorcie, który był także portem macierzystym statku ratującego Titanica.

Filmik koleżanki pojawił się w sieci, gdy miałem ograniczone możliwości dobrego odsłuchu. Obejrzałem go pierwszy raz na kilkucalowym ekranie telefonu i nie miałem słuchawek, ale bez żadnego problemu stwierdziłem, że ciekawie to wyszło. Spodobało mi się nawiązanie w nim do klimatu przedwojennej knajpki portowej, ale ze współczesną publicznością i zaserwowane w stylu kojarzącym się z piosenką Wojcecha Młynarskiego o pannie Krysi na wczasach w góralskich lasach.

Oglądając w telefonie to nagranie nie zastanawiałem się zbyt wiele nad muzyką. Widziałem, że skoro jest w sieci to muzycy grają na 100 % poprawnie, bo inaczej by nie poszło. Później obejrzałem to na laptopie i głośniczki zagrały tak jak mogły. Coś mnie jednak zaintrygowało. Odinstalowałem najnowszy sterownik procesora dźwięku i dałem zamiast niego ten dobrze sprawdzony. Wyłapałem przez to kilka ciekawych szczegółów w wokalu i ucieszyłem się, że tym razem koleżanka nie odpuściła realizatorowi dźwięku.

Po jakimś czasie obejrzałem filmik z porządnym zestawem audio, ale koncentrowałem się bardziej na oprogramowaniu niż na tym jak jest nagrany, bo materiał był nadal z YouTube. Wyłapywałem różnice przy odtwarzaniu dźwięku z przeglądarką i Light Alloy, a także z przystawką do AIMP. Wszędzie coś brakowało i odpuściłem sobie ten temat, aż dostanę lepszy materiał.

Klika dnie temu przez czysty przypadek ten materiał z YouTube ożył. Konkretniej miałem wrażenie przy odsłuchu, że to koleżanka jest obok, a nie głośniki. Przyczyna był bardzo prosta. Użyłem referencyjnych kabli, których nie podłączam podczas intensywnej pracy z konfiguracją sprzętu, bo łatwo jest z nimi o uszkodzenia. Zwróciłem wreszcie większą uwagę na poszczególnych muzyków. Słyszałem już wcześniej pewne rzeczy w ich graniu, ale nie czułem potrzeby, by się na tym skoncentrować. Teraz to przyszło samo.

Problem z tymi referencyjnymi kablami polega na ich wadze i niesamowicie silnym zacisku na złączach. Raz podłączone najlepiej jest tak zostawić i tylko delektować się muzyką. Kilka razy wyrwałem w PC gniazdo cinch, kiedy próbowałem je odłączyć. Koleżanka odpowiadająca za adaptery chinch do PC bardzo dziwnie na mnie patrzy, gdy przychodzę z czymś takim do zreperowania.

Posumowanie

Ze słabszej jakości nagrania można więcej "wydobyć" zapewniając sobie lepszy odsłuch, ale przy okazji wyraźniej usłyszymy różnego typu niedociągnięcia, co nie zawsze jest przyjemne.