r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Microsoft rezygnuje z bitcoinów – nie doładujesz już nimi swojego konta

Strona główna AktualnościBIZNES

Bitcoiny przestały być w praktyce instrumentem płatniczym – przy obecnym kursie w miarę szybko idący przelew kosztuje w opłatach dla górników nawet kilkadziesiąt złotych. Stały się w praktyce cyfrowym złotem, wykorzystywanym do przechowywania bogactwa i spekulacji na rynkach kryptowalutowych. Nic więc dziwnego, że ci, którzy kiedyś próbowali wykorzystać bitcoiny do płatności w swoich systemach, teraz się z tego wycofują. Zrobił to Steam z początkiem grudnia zeszłego roku, a teraz robi to Microsoft. Co w zamian? Ano nic – wygląda na to, że stare dinozaury od nowych instrumentów finansowych wolą trzymać się z dala.

Microsoft ogłosił oficjalne wsparcie dla Bitcoina w 2014 roku. Oczywiście nie wycenił swoich produktów i usług w kryptowalutach, lecz potraktował bitcoiny jako mechanizm transferu wartości na konto Microsoft. Użytkownik mógł je zasilić, wybierając wskazaną kwotę w walucie fiducjarnej, po czym skrypt przeliczał mu to po aktualnym kursie na kwotę do przesłania w bitcoinach na wskazane konto. Następnie już za walutę fiducjarną (np. dolary) można było kupić gry, oprogramowanie, muzykę czy filmy.

Wówczas miało to sens – zasilenie konta nie zajmowało dłużej niż godzinę, a koszt transakcji liczony był w centach. Trzy lata później, kiedy za 1 bitcoina przychodzi zapłacić niemal 16 tys. dolarów, kupowanie doładowań wartych co najwyżej 100 dolarów przestaje mieć sens. Koszt transakcji przy drobnych kwotach jest po prostu zbyt wysoki, a przy obecnym obciążeniu sieci czas jej realizacji sięgać może wielu godzin. Na mający zmienić ten stan rzeczy Lighting Network, czyli zbudowany na bazie sieci Bitcoin mechanizm superszybkich mikropłatności przyjdzie jeszcze poczekać, wciąż jest w fazie beta – mimo że był już niemal ukończony w 2015 roku.

r   e   k   l   a   m   a

Nie dziwi więc nas, że Microsoft zrezygnował z bitcoinowych „doładowań”. Przynajmniej na razie, powodem decyzji miała być bowiem kursowa niestabilność kryptowaluty. Najwyraźniej korporacja nie bardzo wie, jak poradzić sobie z instrumentem finansowym, którego wartość zależy wyłącznie od popytu i podaży na rynku. Ryzyko utraty wartości wskutek nagłego spadku kursu jest czymś, z czym księgowość nie chce mieć do czynienia – nawet jeśli drugą stroną medalu jest niespodziewany zysk.

Firma z Redmond nie jest jedyną, która się ostatnio od Bitcoina odcięła. W zeszłym tygodniu w Europie przestały działać zasilane bitcoinami karty płatnicze Visa/WaveCrest, wystawiane przez takie firmy jak Bitwala, BitPay czy CryptoPay. Oficjalnego powodu nie podano, podobno chodzi o problemy z regulatorami. Operatorzy zwrócili wszystkie środki swoim klientom, ale niesmak pozostał, tym bardziej że wspomniane karty w USA i Kanadzie wciąż działają.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.