Nie może Pan. Jak nie mogę. W licencji stoi, że mogę!

Dziś, w ramach porannej lektury informacji ze świata, natrafiłem na wpis na jednym z portali społecznościowych. Linkował on do artykułu na Spiders' Web o pakiecie Office 365. To co mnie skłoniło do jego lektury, to żywa wymiana zdań w komentarzach na Google+. Myślę sobie, że poczytam, bo wspomniany serwis (ale nie ten googlowski :p) często dostarcza rozrywki. Nie zawiodłem się.

Autor publikuje swoje przemyślenia, między innymi, na temat licencji. Jak wiemy, pakiet ten możemy zainstalować na 5 komputerach (w opcji Office 365 dla Użytkowników Domowych ). Autor tylu licencji nie potrzebuje, więc się nimi dzieli:

Licencja nie definiuje też dokładnie powiązań między użytkownikami, więc mogliśmy legalnie składać się w pięć osób na ów abonament, z którymi niekoniecznie jesteśmy spokrewnieni.

Problem w tym, że nie każdy potrzebuje tylu licencji. Swój abonament na Office’a 365 rozdzieliłem między swoją kobietę, mamę i… dwóch kolegów, z którymi luźno czasem współpracuję.

Hm... coś mi tu nie gra. Specjalistą od licencjonowania to ja nie jestem, ale chyba Autor trochę się rozpędził z tymi kolegami? Sprawdzam, sięgając do źródła :

Na ile licencji/instalacji zezwala subskrypcja Office 365 dla Użytkowników Domowych?

Subskrypcja Office 365 dla Użytkowników Domowych uprawnia do zainstalowania pakietu Office maksymalnie na pięciu komputerach PC lub Mac oraz na pięciu tabletach z systemem Windows lub iPadach używanych maksymalnie przez 5 członków gospodarstwa domowego.

W komentarzach wpisu na G+, komentujący zwrócili uwagę, że koledze to można raczej dać na piwo (to moja interpretacja), a nie licencję tego programu. Pozwolę sobie wkleić część riposty Autora na zarzuty:

Jak stwierdził pracownik Microsoftu odpowiedzialny za relacje z mediami (mogę nawet z nazwiska wymienić: Marek Zaleski) nie łamię w tej sposób postanowień licencji.

No dobra, ale co to za zwierz, ten "członek gospodarstwa domowego"? Oprę się na definicjach z trzech źródeł: Wikipedia, Portalu Edukacji Ekonomicznej NBP oraz GUS i GUS rozszerzony.

Bez wchodzenia w szczegóły oraz "definicyjny" język:

Gospodarstwo domowe, to grupa ludzi (bardzo często ze sobą spokrewniona . Oczywiście nie dotyczy to par ;)) mieszkających wspólnie (choć to warunek nie konieczny - np. dziecko wynajmuje stancję na studiach, ale jest na utrzymaniu rodziców) i wspólnie podejmujących decyzje dotyczące ich życia czy utrzymania.

To ja się pytam, bo głupi jestem. Kto ma rację? Autor artykułu, poparty przez pracownika MS z działu PR? Czy Autor (i pracownik MS) tej racji nie ma w świetle obowiązującej definicji gospodarstwa domowego.

Jeżeli racja jest po "mojej" stronie, to śmiem twierdzić, że Autor albo tej licencji i definicji nie czytał, albo ich nie rozumie. Ale, co gorsza, sugeruje, że takie rozdawanie jest "legalne" skazując innych na ewentualne problemy.

Jeżeli racji nie mam, to przepraszam za pomówienia i przy okazji dziękuję za podanie sposobu wykorzystania licencji domowych.