FantAsia: test telefonu Umidigi S2 Lite. Co trzy niemal identyczne modele to przecież nie jeden

Zostały nam identyczne obudowy, ponadto mamy masę dotąd niewykorzystanych podzespołów na składzie to może upchnijmy to teraz szybko w nowy smartfon? W sumie patrząc po telefonie Umidigi S2 Lite, który jest trzecim w ramach tej samej linii, myślenie producenta może wydawać się właśnie takie. Dywersyfikacja oferty z myślą o różnorakich odbiorcach i pułapach cenowych to oczywiście normalne, ale czy ten najsłabszy model, stworzony pozornie na kanwie rozdmuchanej trochę popularności poprzednich dwóch, czymś się wyróżnia na tyle, aby go rozważyć? Jakością zdjęć w kategorii budżetowej na przykład, niemniej z niedopracowanym oprogramowaniem więcej naliczycie tutaj minusów, niż plusów. Na chwilę obecną najmłodze z rodzeństwa, z przyciętymi parametrami, nie uzasadnia pułapu 150 dolarów, na którym szybuje. Sam ekran 18:9 to już teraz norma...

Nie liczyłem na fajerwerki, bo przede wszystkim ciekawy byłem właśnie oczka kamerki , gdzie wykorzystano wciąż niedocenianą technologię od OmniVision, lecz stawiałem na utrzymanie formy przynajmniej oryginalnego S2. Tymczasem w wielu miejscach coś przycięto, poszło się na skróty. Tu zabrano, tam ściszono, a w tle nie przetestowano należycie i ostatecznie, kiedy tak dodać dwa do dwóch, ta czwóreczka nie satysfakcjonuje. Tylko wiecie... O S2 Pro nie mówmy, gdyż to zupełnie inna kategoria ze swoim 128/6 GB. S2 na papierze lepszy od Lite, jednak nie dostanie już aktualizacji poza Androida 6.0. Tutaj opisywany model ma już 7.0, z wizją dalszych poprawek, niemniej na chwilę obecną trudno będzie go z ręką na sercu polecić, a i gwarancji dłuższego wsparcia nikt nie daje. Umidigi Z2, będący kopią iPhone'a X, już się przecież robi. Lite takim modelem na przeczekanie?

Od czopątku

Usystematyzujmy trochę myśli, by na końcu dojść do werdyktu. Należy docenić wreszcie inne opakowanie. Mamy czarną cegiełkę z mieniącymi się okręgami, wychodzącymi z logotypu Umidigi na środku, na to zaś idzie również czarna wsuwka. Stylowe. W środku standard: sam telefon, silikonowy ochraniacz (już nie proszkowany, lecz gładki), spora ładowarka 2.0A, czerwony kabelek USB-C plus kabelek USB-audio, ponieważ nie przewidziano osobnej dziurki na słuchawki. Do tego kopertka ze szpileczką do tacki SIM oraz skrócona instrukcja. Wszystko. Smartfon ma fabrycznie naklejoną folię ochronną, z kilkoma paprochami pod spodem. Jak na najbardziej budżetową S2-kę, nie jest tak źle.

Na co w Umidigi S2 Lite można liczyć:

  • CPU: MediaTek MT6750T, Octa Core 1.5 GHz
  • GPU: Mali T860 MP2 650MHz
  • Ekran: 6 cali, 1440x720 (18:9)
  • Pamięć: 4 GB RAM, 32 GB pamięci na dane
  • Kamerki: OmniVision OV16880 16 MP i 5 MP tył + dioda LED, 5 MP przód
  • System: Android 7.0
  • Akumulator: według producenta 5100 mAh
  • Inne: dual nano sim (lub SIM i karta pamięci), WiFi 802.11n, Bluetooth 4.0, GPS, OTG, Face ID, czytnik palca
  • Częstotliwości: WCDMA 850/900/1900/2100, GSM 850/900/1800/1900, FDD-LTE 800/1800/2100/2600
  • Wymiary: 167 x 74 x 8 milimetrów
  • Wymiar pudełka: 182 x 98 x 44 milimetrów

Niby to samo, ale...

Nie będę opisywał co i gdzie w telefonie umiejscowiono, kiedy wizualnie to czyste S2, włącznie z lekkim zażółceniem ekranu. Zerknijcie proszę do recenzji tego modelu. Przejdę od razu do marudzenia na działanie. System chodzi zadziwiająco sprawnie oraz bez zacinek, lubi się jednak wykrzaczać. Raz na jakiś czas wyskakuje błąd interfejsu i wyłącznie restart da nam kilka godzin bezstresowego użycia. Naprawdę pojemny akumulator, w zależności od wykorzystania słuchawki, oferuje od 3 do nawet 7 dni użycia i to akurat znowuż świetnie. Same konwersacje są przy tym zazwyczaj ciut ciche, tryb głośnomówiący też wcale taki głośny nie jest, a ponadto kapryśna jest i transmisja danych. LTE się gubi, co akurat w wielu chińskich telefonach standard, ale nawet 3G potrafi przedziwnie łapać zadyszkę, wyrzucając błąd netu. GPS-owi także się dostało. Mamy gorszą dokładność namierzania położenia użytkownika, w stosunku do świetnych w tej materii poprzedników, choć tragedii nie ma. Czytnik palca ma lekkie opóźnienie, prosta implementacja FaceID, czyli odblokowywania twarzą, też potrafi lekko zamulić. Tradycyjnie nie zastosowano w Lite gestów ekranowych.

Wyniki w testach kształtują się na spodziewanym poziomie. Czysty Android 7.0 pozbawiony jest śmieciowych aplikacji, adware czy trojanów. S2 Lite nadaje się także do gier, mimo swego skromnego procesora MTK. 4 GB RAM rzadko zapełnia się poza 2 GB, a 32 GB na dane spokojnie wystarczy początkującym fotografom na start. Wi-Fi jest po prostu w porządku, zaś o przydatności 6-calowego ekranu o proporcjach panoramicznych w temacie przeglądania stron internetowych czy np. komiksów nie ma się co rozpisywać - to wygoda i koniec. Bardzo ciężko wraca się potem do mniejszych wyświetlaczy, nawet pomimo faktu, że to jedynie 720p. Tu również nie dopatrzycie się po prostu wcale pojedynczych pikseli.

Foty na propsie?

Co z tymi zdjęciami? Moim subiektywnym okiem wychodzą one lepsze, jak w S2, przy czym mają gorszy kontrast. Przy dobrym oświetleniu kadry są dużo mniej rozmazane, choć wciąż nieco przesadnie wyostrzone. Gubi się mniej szczegółów, a przy zmniejszeniu fotografii do druku można nawet się uśmiechnąć pod nosem do jakości. Kolorystyka w dzień zadowala. Wieczorami za to ujęcia nie powalają, co było do przewidzenia. Podstawowa aplikacja aparatu, z efektem Bokeh i całym swym niepotrzebnym upiększaniem twarzy, nie obsługuje jednak odpowiednio zdjęć makro. Wszystko cykane z bliskiej odległości będzie nieostre. Trzeba użyć bardziej zaawansowanej apki, aby złapać ostrość na czymś blisko oczka kamerki. Ciekawe niepożądane zjawisko to także zazielenianie kadrów w przypadku zielonego obiektu w wizjerze... Ostatecznie byłbym ze skromnych możliwości frontowego i większych głównego aparatu S2 Lite nawet zadowolony, gdyby znowu nie niestabilność smartfonu. Wyobraźcie sobie, że zrobicie ze 3 zdjęcia, po czym aplikacja aparatu (nie ma znaczenia jaka) dezaktywuje w jakiś magiczny sposób ekran dotykowy. Robienie fot przyciskiem głośności działa, tymczasem ekran już nie. Blokowanie, odblokowywanie, gimnastyka i znowu przez moment dobrze, a potem źle. Ewidentnie coś ze sterownikiem w oprogramowaniu jest nie tak i trzeba to rozwiązać. Tylko ile można czekać na sprawny fon?

Pełna galeria na Flickr.com (Umidigi S2 Lite High Resolution Sample Photos): >>KLIK!<<

Tutaj jest właśnie pies pogrzebany. Ja nie wątpię, że S2 Lite byłby w swej cenie ciekawym modelem dla wielu, gdyby producent postarał się tylko dopracować oprogramowanie. Ponownie. Ot, zamiast na szybkości wyrzucać na rynek kolejny (przypomnę, trzeci już w serii) model. Zapewne inne, wcześniej wspomniane mankamenty, pozornie sprzętowe, również odpowiednie poprawki w sofcie by rozwiązały. Póki co mamy zapowiedź marcowej aktualizacji, lecz oddechu bym nie wstrzymywał... Około miesiąca od premiery najnowszej propozycji Umidigi na rynku, ta bardziej irytuje, niż cieszy, nie spełniając podstawowych założeń współczesnego smartfonu. Nie tędy droga. Sama cena i teoretyczne możliwości chińskich urządzeń przestały być moim zdaniem odpowiednim motywatorem do śmiałego inwestowania pieniędzy w ciemno, w dniu debiutu kolejnej słuchawki Umidigi. Przykro mi, bo firmie kibicuję, lecz strategia obrana przy S2-kach rozczarowuje. Czy Z2 coś odmieni?