David Martin zauważa dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Pierwszą z nich jest fakt, że stworzenie skutecznego oprogramowania, które szyfruje pliki użytkownika dla okupu to koszt około 10 tysięcy dolarów. W stosunku do korzyści finansowych, jakie może przynieść atak twórcom oprogramowania, jest to dość niewiele. Niemniej, według Martina, wysokość wykupu będzie sukcesywnie... maleć.
Ma się tak dziać, gdyż zarówno korporacje jak i organy ścigania nie będą wykazywać zainteresowania działalnością, która nie generuje spektakularnych szkód. Ponadto istnieje prawdopodobieństwo, że gdy okup będzie niższy, użytkownicy częściej będą go uiszczać.
Wypowiedź skomentował Artiom Baranow, analityk z rosyjskiego oddziału ESET. Potwierdza on, że ransomware stanowi coraz częstszy problem i istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego popularność będzie się nasilać. Dla większości programów antywirusowych unieszkodliwienie tego typu programów nie stanowi problemu, jednak aktualne wersje np. FileCodera są odporne na próby odszyfrowania. W przypadku ataku, użytkownik niezabezpieczonego komputera ma zatem trzy możliwości: przywrócenie kopii zapasowej, opłacenie okupu lub utratę danych.
Według Baranowa priorytetem dla autorów szkodliwego oprogramowania jest aktualnie minimalizowanie ryzyka poniesienia odpowiedzialności. To rośnie, gdy igra się na przykład z wielkimi korporacjami lub instytucjami państwowymi. Eksperci z ESET są zatem zgodni – kończą się czasy spektakularnych ataków, nadchodzi okres drobnych wymuszeń, którymi nie zainteresują się wielcy tego świata.