Sama idea embarga, czyli wymuszanie deklarowania się, że materiały o najnowszym hicie pojawią się w sieci nie prędzej niż danego dnia, aby produkt dostarczony przed premierą został dobrze, a nie na szybko ograny, nowa nie jest. Podpisywanie umów grożących zerwaniem współpracy z wydawcą przy ich nieprzestrzeganiu to normalna rzecz. Ale z embargiem na ujawnienie daty orientacyjnej nawet publikacji recenzji, czyli też końca embarga na wrażenia z ogrywania Fallouta 4, kogoś w firmie nieźle poniosło. Z punktu widzenia zwykłego gracza ten fakt jest niepokojący o tyle, że może świadczyć o niepewności producenta, co do jakości wypuszczanego zaraz do sklepów projektu.
Reasumując, od dzisiaj można już informować Internautów, kiedy mogą spodziewać się recenzji, nie obawiając się późniejszych nieprzyjemności wynikających z tego faktu.