Problemem jest oczywiście to, że linuksowa wersja przeglądarki Chrome wciąż nie wspiera akceleracji sprzętowej. Mówiąc wprost, nie potrafi posiłkować się kartą graficzną przy dekodowaniu strumienia wideo i cały ciężar obliczeniowy przerzuca na procesor.
Co ciekawe, ten problem od wersji 76 nie dotyczy Chrome OS, bazującego przecież na jądrze Linux. Tak więc niniejsze ograniczenie wygląda bardzo sztucznie. Zresztą, back-end w postaci sterowników bezproblemowo akcelerację wspiera, bez względu na producenta grafiki. No ale efekt jest, jaki jest: Chromebooki kompatybilność ze Stadią mają, zwykły Linux nie ma.
Można zaszpachlować
Internauci znaleźli już pewien półśrodek. Instalują na Ubuntu paczkę snap z testową wersją Chromium i VAAPI (API akceleracji sprzętowej), po czym aktywują flagę override software rendering list. Tu rozgrywka staje się możliwa, choć rodzi się inny problem: obsługa urządzeń USB.
Jasne, że Google przy okazji premiery Stadii pokpił o wiele więcej niż tylko wsparcie dla Linuksa, z dystrybucją dostępów na czele. Ale w tej konkretnej sprawie jeszcze bardziej szokuje prowizorka w linuksowej kompilacji Chrome'a, która – nawiasem mówiąc – tłumaczy też zwiększone obciążenie procesora podczas oglądania w tej przeglądarce wideo. Ktoś, zdaje się, pisał o tym ostatnio na blogu. A przecież to nie jest tak, że zawinił jakiś trzeciorzędny partner.