Wpis hakerów pojawił się na komunikatorze Infosec Exchange, a jego treść przekazał w serwisie X portal Zaufana Trzecia Strona. Autorzy komunikatu twierdzą, że po ataku na MyDr skradzione dane nie zostaną opublikowane ani odsprzedane.
"Firma MyDr popełniła błąd, ale bardzo dobrze sobie z tym poradziła, dlatego (wykradzione - przyp. red.) dane nie zostaną upublicznione ani sprzedane dalej" - napisali.
Według tej samej deklaracji sprawa nie kończy się na jednym podmiocie. "Dostaliśmy propozycje i podzielimy się nimi z polskimi władzami. Nie oznacza to jednak, że MyDr była jedyną firmą, która gromadzi tego typu dane. Po kontakcie z Zaufaną Trzecią Stroną podzielimy się wkrótce czymś jeszcze większym. Mamy nadzieję, że uda się zapobiec temu, by ten przeciek trafił w ręce złych szpiegów" - dodali.
WIDEOChiny zachwyciły cały świat. Robot pobił rekord sportowca
Co wiadomo o wycieku danych z MyDr
12 sierpnia minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski potwierdził, że doszło do wycieku danych z systemów MyDr. Mogły one dotyczyć m.in. informacji o lekach i receptach 19 mln Polaków.
- Mamy do czynienia z jednym z największych incydentów w historii Polski - powiedział minister, apelując o zastrzeżenie numeru PESEL w aplikacji mObywatel.
Od soboty numer PESEL można sprawdzić na stronie bezpiecznedane.gov.pl. Serwis podaje, czy dany numer znalazł się w wycieku. Administratorzy strony zaznaczyli jednak, że informacji o szczegółach dotyczących ujawnionych danych może udzielić wyłącznie ich administrator, na przykład przychodnia albo gabinet lekarski.
W ostatni poniedziałek prezes spółki Piotr Miluski przeprosił pacjentów za wyciek danych.
- Przede wszystkim chcę przeprosić za niepokój, stres i niepewność, które spowodowała ta sytuacja. Przepraszam każdego pacjenta i każdego naszego użytkownika, niezależnie od tego, czy incydent w ogóle dotyczy jego danych - napisał.