Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Okres przejściowy dla USB typu C się nigdy nie skończy

Oto nadchodzi USB typu C. Nowe gniazdko, znacząco ulepszone, bo można je włożyć w dowolny z dwóch sposobów, nie wymagający kombinowania, ani nie osiągający efektów kwantowej superpozycji. Super?

A ja szukałem części starej nawigacji, aby ją sprzedać, a znalazłem wiele "historycznych" już rzeczy. A to dwa smartfony z czasów zanim istniało pojęcie smartfona, a to aparat cyfrowy z odległych czasów, kiedy 2 megapiksele zmieniały wszystko, a nawet przypałętała się lampka oświetlająca biurko pierwszymi jasnymi białymi diodami LED. A wszystkie te urządzenia łączy jedna rzecz. Mogę je bez problemu podłączyć do każdego z komputerów w moim domu, bo każda z nich dysponuje połączeniem USB. I to nie tylko do tych nowych, ale i do moich starszych.

Z komputera stacjonarnego mam wyprowadzone dwa kabelki podłączone do huba w monitorze - jeden z końcówką micro-USB, drugi z końcówką mini-USB. Kosztowały mnie w sumie poniżej 10 zł i podłączam do nich to, co mi akurat wpadnie - a to płytki w rodzaju Netduino, a to telefony - i to najróżniejsze - a mam w domu ich trochę; a to starą nawigację, czytnik kart pamięci, kamerkę samochodową, zewnętrzny dysk twardy... Zasadniczo wszystko co mam w domu jestem w stanie obsłużyć za pomocą mini-USB i micro-USB. Z wyjątkiem Arduino Uno i drukarki, które wymagają złącza USB typu B oraz aparatu cyfrowego, który ma swoje własne złącze by Nikon (a w zasadzie mini-USB z innym kształtem wtyczki).

r   e   k   l   a   m   a

Za kanapą schowana jest sobie ładowarka z wyjściem micro-USB na długim kablu. W razie potrzeby wyciągam sobie kabelek i podłączam - do telefonu, do drugiego telefonu, a nawet do zdalnie sterowanego helikopterka za mniej niż 100 zł, którego niestandardowe złącze ładowania mnie denerwowało, więc wlutowałem do niego gniazdko micro-USB.

(nie, to nie jest żart, naprawdę dolutowałem gniazdko micro-USB do chińskiego helikopterka - to odstające coś na zdjęciu)

W plecaku też noszę zawsze ze sobą kabelek micro-USB i mini-USB, które pozwalają mi w razie potrzeby podłączyć telefon do komputera lub np. power banku, który na szczęście też ma gniazdko USB typu A. A jak popatrzę do różnych pudełek to z pewnością jeszcze kilkanaście kabelków USB do micro-USB lub mini-USB znajdę.

A tu najnowsze pogłoski mówią, że kolejna generacja Lumii będzie wyposażona w gniazdo USB typu C. Świetnie. Tylko jak ja to podłączę? Pewnie kabelek będzie dostarczony gratis. Ale znając życie - sztuk jeden. Udam się więc na zakupy i zobaczę ceny. Monoprice jest dość tani przecież. A tu 10 dolarów kosztuje męski USB-A do męskiego USB-C. 25 dolarów kosztuje kabelek USB 3.1 typu C do typu C. Czyli taki, jakiego będziemy używać w przyszłości, aby podłączyć telefon do komputera. Albo już dziś aby podłączyć tablet Nokia N1 do nowego MacBooka :-) W etapie przejściowym będziemy musieli polegać na adapterach - adapter żeńskie USB-A do męskiego USB-C kosztuje w okolicach 9 dolarów. "To nie są tanie rzeczy".

W Chinach lepiej - około 6 dolarów za męskie USB-C do żeńskiego USB-A lub męskie USB-A i męskie USB-C czy też męskie USB-C i męskie micro-USB. Ale nadal jest to wielokrotnie drożej niż kosztujące poniżej dolara obecne kable.

Oczywiście, USB typu C w tym momencie jest produktem nowym, więc ma nałożony typowy podatek od nowości. Stanieje, to pewne. Zwłaszcza stanieją kabelki typu 2.0, składające się z 4 przewodów na krzyż. Ale adaptery nie odejdą tak szybko. Zwłaszcza, gdy pomyślimy o miliardach sztuk prostych pendrive, które trzeba będzie nadal wkładać do komputerów.

Można powiedzieć, że przecież te 17 lat temu USB też musiało się upowszechnić. Też stare klawiatury na DIN i PS/2 odeszły na rzecz klawiatur USB. FireWire zaginęło w mrokach dziejów.

Ale jaki problem w zasadzie usuwa nam USB typu C?

Większa prędkość - USB 3.1 obiecuje wiele gigabitów na sekundę. Oferując możliwość przesyłania obrazu w wysokiej rozdzielczości pozwala nam teoretycznie usunąć dowolne złącza graficzne i pozwolić nam je zastąpić tylko USB. Precz z VGA, HDMI, DVI i DisplayPort?

USB Power Delivery - już teraz wszystko ładujemy przez USB. A czemu by nie... całe komputery? Tablety już się da przecież, a nie różnią się tak samo. A bo laptop potrzebuje kilkudziesięciu watów? Więc USB da nam ich teraz 100. I zasilimy z naszego komputera drugi komputer, jeżeli trzeba. Albo podłączymy komputer do gniazdka jednym kablem i jedną ładowarką. Każdy.

Odwracalna wtyczka - podobno USB istnieje w stanie nieokreślonym. Dopóki się nie wetknie to nie wiadomo czy wtyczka jest dobrze ułożona w stosunku do gniazda. U mnie ten problem jest widoczny jeszcze bardziej, bo mam przecież komputer ustawiony pionowo. Wszystko by było dobrze, gdyby producenci pracowali zgodnie ze specyfikacją, gdzie logo USB ma być "na górze". Niestety, tutaj zdarzają się rzeczy dziwne.

Jedna wtyczka - zastąpimy wszystko. Skoro HDMI możemy zastąpić... i port zasilania... to po co nam w zasadzie cokolwiek innego? Zróbmy tylko USB typu C! Może niekoniecznie jedno, ale wiele. I już standard PC97 z określonymi kolorami portów i żart o dziecięcej zabawce przestają obowiązywać.

Prawie dwie dekady z dotychczasowymi rozwiązaniami wywarło bardzo duży wpływ na cały przemysł komputerowy. Na tyle duży wpływ, że nie wierzę, że USB-A umrze. Jest go za dużo.

A teraz patrzę na tył mojego komputera stacjonarnego i obecne tam dwa gniazda PS/2... 

sprzęt

Komentarze