W kwietniu doszło do wypadku Tesli Model X, w której jechał inżynier Apple. Oddał on prowadzenie autopilotowi, nie nadzorując jego pracy. Komputer popełnił błąd, który niestety skończył się tragicznie – 38-letni Walter Huang zginął w drodze do pracy. Według oficjalnego oświadczenia Tesli winny był kierowca, który nie zachował odpowiedniej ostrożności, zostawiając prowadzenie wyłącznie komputerowi.
Wypadek nie tylko pokazał zawodność elektroniki, ale również potwierdził inny problem samochodów Tesli. Według raportu opublikowanego przez straż pożarną z Mountain View, walka z ogniem była niezwykle trudna. Winne okazały się akumulatory, które po uderzeniu zostały uszkodzone. Po ugaszeniu widocznego ognia, wysoka temperatura utrzymywała się wewnątrz akumulatorów. Efektem były kolejne pojawienia się ognia przez cały dzień od wypadku.
Tesla crashes, catches fire
Samochód stanowił zagrożenie nawet po ściągnięciu go z autostrady. Jedynym wyjściem było skontaktowanie się z Teslą, która została poproszona o zabezpieczenie i rozebranie rozbitego pojazdu. Co więcej, po rozebraniu poszczególne ogniwa akumulatorów przegrzewały się i rozpalały nawet przez kolejne 6 dni.
Wraz z popularyzacją elektrycznych samochodów na drogach, podstawowe szkolenie dla straży i służb ratowniczych powinno skupiać się m.in. na radzeniu sobie z akumulatorami. Tesla już teraz oferuje szkolenie uczące, jak radzić sobie z palącymi się akumulatorami. Firma dodaje, że same akumulatory zostały zaprojektowane w taki sposób, aby ogień rozprzestrzeniał się możliwie jak najwolniej, aby zapewnić pasażerom czas na opuszczenie samochodu.