sprzet (strona 314 z 338)

Robak Darlloz bierze na celownik urządzenia z wbudowanym Linuksem

W marcu tego roku opublikowanodokument pt. Internet Census 2012, podsumowujący stan infrastrukturySieci. Dokumentów takich każdego roku powstaje całkiem sporo, tenwyróżniał się jednak zastosowaną metodą badawczą: anonimowyautor raportu stworzył oprogramowanie, które przejmowało kontrolęnad znalezionymi w Sieci źle zabezpieczonymi urządzeniami z adresemIP, zamieniając je w węzły ogromnego (w końcowej fazie zarażonychzostało 420 tys. maszyn) botnetu, służącego do skanowaniaInternetu. W swoim raporcie badacz podkreślił, że choć udostępniakompletny zbiór pozyskanych w ten sposób danych (i faktycznie, natorrentach pojawiło się archiwum o „skromnych” rozmiarach 565GB), to nigdy nie udostępni samego botnetu, gdyż zbyt duże jestryzyko wykorzystania go przez cyberprzestępców. Cóż,cyberprzestępcy poradzili sobie i bez tego – w Sieci pojawił sięnowy robak, zainteresowany nie komputerami czy telefonami, alesprzętem, którego na co dzień nie zauważamy.O robaku, który otrzymał nazwę Linux.Darlloz, pierwsidonieśli badacze Symanteka. Kaoru Hayashi z tej firmy wyjaśnia,że szkodnik losowo generuje adresy IP, a następnie próbuje uzyskaćdostęp do konkretnych ścieżek na atakowanych maszynach,wykorzystując popularne kombinacje loginów i haseł, a gdy się touda, wysyła żądanie HTTP POST, by pobrać na urządzenie kodrobaka i uruchomić go, korzystając z dobrze znanego exploita w PHP,załatanego już półtora roku temu (wiele takich urządzeńkorzysta z PHP do „napędzania” ich webowego panelukonfiguracyjnego).[img=robak]Ale co po istnieniu łatki, skoro maszyny, którymi Darlloz sięinteresuje, to routery, dyski sieciowe, kamery telewizjiprzemysłowej, telewizyjne settop boksy, praktycznie wszystko, codziała pod kontrolą nigdy nie aktualizowanych wersji Linuksa.Firmware takiego sprzętu pozostaje bez zmian przez cały jego cyklżycia, czy to ze względów ekonomicznych (marża producenta jesttak mała, że nie opłaca się mu wydawać poprawek dooprogramowania), czy też ze względów technicznych (nowe wersjeoprogramowania mają zbyt duże wymagania, więc pozostaje się przystarych). Na drodze do rozpowszechnienia się robaka mogłaby staćrozmaitość architektur sprzętowych, wykorzystywanych w takichurządzeniach – niestety jednak jego twórcy przewidzieli tenproblem, i przygotowali cały zestaw binarek w formacie ELF,skompilowanych na różne procesory. Badacze Symanteca natrafili coprawda tylko na wersję atakującą systemy z procesorami x86, alejak twierdzi Hayashi, na swoich serwerach napastnicy utrzymują teżwersje dla architektur ARM, PPC, MIPS i MIPSEL. Przy niewielkichprzeróbkach, robak byłby więc w stanie infekować praktyczniewszystkie linuksowe urządzenia, wykorzystując w tym celu całyzbiór podatności, które na linuksowych desktopach i serwerach sąjuż od lat załatane.Symantec podkreśla, że jeśli nie możemy zaktualizowaćfirmware'u naszego urządzenia, to konieczne jest przynajmniejzmienienie jego domyślnych haseł, a także zablokowanie wywołańHTTP POST, które odnosiłyby się do interpretera PHP. Oczywiścienie ma co liczyć na to, że miliony posiadaczy tego typu urządzeńw ogóle będą wiedziały jak i po co to zrobić – dla typowegoużytkownika router czy settop box to przecież nie komputery, lecztylko takie sobie pudełeczka, działające praktycznieautomatycznie.

Szkolna przygoda HP Elitepada: tablety nie zastąpią papierowych podręczników?

Wykorzystanie technologii informatycznych w szkolnictwie to tematod dawna kontrowersyjny. Mimo zastrzeżeń samych nauczycieli, wizja, wktórej tradycyjne pomoce naukowe, tj. podręczniki, zeszyty, pióra ilinijki, zostają zastąpione jakimś lekkim urządzeniem dla każdegoucznia, jakoś nie chce odejść. Taki np. projekt OLPCNicholasa Negroponte zaowocował dostarczeniem 2,4 mln laptopów XO doszkół na całym świecie, choć zarówno edukacyjna ich wartość, jak isame nakłady poniesione na tę inicjatywę były kwestionowane z wielustron. XO to jednak przede wszystkim Trzeci Świat, w krajachPierwszego Świata postępowi pracownicy oświaty stawiająna iPady, a Intel zachęca szkoły do zainteresowania się jegospecjalistycznymitabletami z Androidem i procesorami Atom. Czy jednak sprzęt zwyższej półki może zagwarantować edukacyjny sukces? Przykład jednej zirlandzkich szkół pokazuje, że wcale tak być nie musi.HPElitePad reklamowany jest jako sprzęt klasy premium, przeznaczonyprzede wszystkim dla użytkownika biznesowego. Dwurdzeniowy procesorIntel Atom, świetny wyświetlacz chroniony szkłem Corning GorillaGlass, 64 GB wbudowanej pamięci masowej flash, a na tym wszystkimsystem operacyjny Windows 8 Pro z dodatkowym pakietem oprogramowaniaod HP. Ten właśnie tablet, po kilkunastu miesiącach analiz, zostałwybrany na pomoc edukacyjną na miarę naszej dekady przez jedną zirlandzkich szkół – Mountrath Community Colledge w hrabstwieLaois. [img=tablety]Na początku roku szkolnego rodzice uczniów musieli zapłacić po 550euro za urządzenie, które miało zarówno zastąpić uczniom wszystkiepodręczniki i zeszyty. Dyrektor szkoły Martin Gleeson stwierdził, żepotrzebowano urządzenia, które byłoby komputerem w formie tabletu,mającym edytor tekstu i dużo pamięci – więc wybór HP ElitePadaz Windows 8, mającego więcej pamięci niż inne tablety na rynku, byłprzemyślaną decyzją.Już jednak od początku roku rozpoczęły się problemy. Wieleurządzeń nie chciało się włączać, niektóre tablety w trakcie zajęćprzechodziły w tryb uśpienia, próby automatycznej naprawy systemuprowadziły do niekończącej się pętli restartów, a Wi-Fi zachowywałosię kapryśnie. W wielu egzemplarzach doszło wręcz do uszkodzeń płytgłównych.Teraz w liście skierowanym do rodziców pan Gleeson przyznaje, żewprowadzenie do szkoły e-learningu, w którym główną rolę miał odegraćHP ElitePad z kompletem e-podręczników, okazało się kompletnąporażką. Nie chce nikogo oskarżać, kontaktował się bowiem z HPwielokrotnie (uzyskując zapewnienia, że firma robi wszystko co w jejmocy, by rozwiązać te problemy), ale na razie, aby zapewnić ciągłośćprocesu edukacyjnego, konieczna jest na razie rezygnacja z tabletów.Co może tablety zastąpić? Cóż… szkoła zakupi na swój kosztdla każdego ucznia komplet klasycznych, papierowych podręczników.Można się też spodziewać, że te zbudowane zgodnie z doktryną KISS(Keep It Simple, Stupid) urządzenia nie będą miały problemów zniespodziewanym przechodzeniem w tryb uśpienia, nie trzeba będzie teżnaprawiać ich systemów operacyjnych.