Ma on zresztą ku temu wiele przesłanek. W grudniu Microsoft rozpoczął akcję promocyjną Edge’a, która starała się przekonać użytkowników, że wyłącznie ta przeglądarka umożliwia przypinanie i pogląd kart. Jest to oczywiście wierutną bzdurą, czego nie omieszkali ironicznie wytknąć zarówno twórcy Opery, jak i Vivaldiego właśnie.
Dziś jednak na blogu Vivaldiego pojawił się komunikat utrzymany w dużo poważniejszym tonie. Jon von Tetzchner otwarcie przyznaje w nim, że jego cierpliwość wobec praktyk Microsoftu właśnie się skończyła. We wpisie zatytułowanym „Microsofcie, czas postąpić słusznie” wytyka on Microsoftowi nie tylko agresywną kampanię na rzecz aktualizacji do Windowsa 10, ale przede wszystkim automatyczne przywracanie Edge’a jako domyślnej przeglądarki:
Tetzchner jest zdania, że Microsoft nie tylko z pełną premedytacją przywraca Edge’a jako domyślną przeglądarkę po instalacji dużych aktualizacji, ale także świadomie komplikuje wprowadzenie w tej kwestii jakichkolwiek zmian. Twórca Vivaldiego pyta retorycznie: gdzie podział się absolutny przywilej użytkownika w postaci możliwości dokonywania wyboru? Postuluje także, by Microsoft przestał „kraść” pozycję domyślnej przeglądarki.
Trudno oczekiwać, aby apel Jona von Tetzchnera spotkał się z reakcją Microsoftu. Już na podstawie reklamowania przypinania kart jako funkcji dostępnej wyłącznie w Edge’u, można stwierdzić, że korporacja raczej nie nie ogląda się na konkurencję. Na taką postawę może jednak pozwolić sobie Google w rozwoju Chrome’a, nie zaś producent Edge'a, programu z marginalnymi udziałami w rynku. Trudno jednak nie zgodzić się z twórcą Vivaldiego: łatwiej resetować ustawienia domyślnej przeglądarki niż stworzyć przeglądarkę dobrą.