W natłoku informacji, które co chwilę pojawiają się na portalu, coraz trudniej jest wyłuskać rzeczywiście wartościową treść. Żeby temu zaradzić, Facebook testuje możliwość promowania postów pojedynczych użytkowników. Funkcja działa podobnie jak w przypadku stron biznesowych i od maja tego roku, gdy pojawiła się pierwszy raz w Nowej Zelandii, trafiła już do ponad 20 krajów. Do grona testerów dołączyli wczoraj także wszyscy użytkownicy ze Stanów Zjednoczonych, którzy mają mniej niż 5000 znajomych. Za kwotę 7 dolarów mogą oni sprawić, że wybrany post znajdzie się wyżej na tablicy aktywności, a tym samym zauważy go więcej osób. Serwis dodatkowo udostępnia statystyki wejść, by właściciel konta mógł ocenić skuteczność promocji. Facebook zaznacza przy tym, że cena nie jest ostateczna i może się zmienić w zależności od analiz rynkowych.
Można by rzec, że tonący brzytwy się chwyta. Od momentu wejścia na giełdę wartość portalu spadła niemal o połowę i marzenia o łatwym zarabianiu na portalu społecznościowym prysły niczym bańka mydlana. Mark Zuckerberg musi się mocno postarać, by odbudować zaufanie inwestorów i generować oczekiwany zysk. Sądzę jednak, że wyciąganie ręki po dodatkowe pieniądze od użytkowników nie zmieni obecnego stanu rzeczy. Na pewno znajdzie się wielu chętnych na nową usługę (w końcu miliard potencjalnych klientów to blisko 1/7 całej populacji Ziemi), lecz może to spowodować tylko większy chaos. Wkrótce bowiem może się okazać, że wartościowych, ale bezpłatnych treści trzeba będzie szukać na gdzieś dole strony, pod bezsensownymi, opłaconymi postami. W efekcie najwięcej do powiedzenia będą mieć nie ci, którzy są faktycznie interesujący, ale ci, którzy mają wypchany portfel. A stąd już krótka droga do przenosin na inne portale, które będą opierać się na „tradycyjnym” sposobie wyświetlania.