Scenariusze dostępu do sieci w hotelu są zwykle dwa — albo jest on za darmo, albo za opłatą mniej lub bardziej absurdalną. Bezpłatny dostęp do Internetu nie jest niczym wyjątkowym i oferują go zarówno hostele, jak i pięciogwiazdkowe oazy luksusu. Nie ma w tym niczego dziwnego, jeśli policzyć ile w centrum dużego miasta kosztuje kilkadziesiąt megabitów i jak cena takiego łącza rozkłada się na tysiące gości miesięcznie. Dość powiedzieć, że stanowi to prawdopodobnie jedną z najmniejszych pozycji na długiej liście kosztów prowadzenia hotelu. Jak w tej sytuacji wytłumaczyć fakt, że hotele życzą sobie za dostęp do sieci pieniędzy kompletnie niewspółmiernych do rynkowych realiów?
Ten góralski mental okradania gościa w podróży jest niestety domeną wielu hoteli, których marki chcą przy tym kojarzyć się z bezpieczną i komfortową przystanią. Tak właśnie przedstawia się Hilton, który w Warszawie wymaga od swoich gości takich oto opłat za dostęp do Internetu:
Można oczywiście powiedzieć, że jaki hotel, takie ceny Internetu. Warto jednak pamiętać, że pokój we wspomnianym Hiltonie można dostać w cenie 260 zł ze śniadaniem dla dwóch osób — Burj Al Arab to nie jest. W tym kontekście doba Internetu za 76 zł może wydać się niektórym duża, innym mała, ale raczej każdy płacąc takie pieniądze będzie miał kwaśne poczucie zrobienia w balona. Natomiast stawki za dostęp do Internetu przez modem — 24 zł za 3 minuty — to już nic innego, jak smutny żart. Hilton przebił tym samym koszt dostępu do Internetu na pokładzie międzykontynentalnego AirBusa A380:
O ile jednak koszty takiej usługi świadczonej dla Lufthansy przez T-Mobile na dziesięciu tysiącach metrów nad Atlantykiem wydają się uzasadnione, o tyle cennik Hiltona... oceńcie sami.
A może mieliście okazję widzieć jeszcze bardziej absurdalne ceny?