r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Vivaldi ucierpiało przez monopol Google – tak można karać za obronę prywatności?

Strona główna AktualnościBIZNES

Motto „nie bądź złym” (don’t be evil) było od 2000 roku częścią kodeksu postępowania Google. Po restrukturyzacji w 2015 roku, gdy Google zostało częścią konglomeratu Alphabet Inc., zastąpiło je inne motto: „postępuj słusznie” (do the right thing). Ale co to znaczy słusznie? Jon von Tetzchner, człowiek który stworzył Operę, a dziś rozwija przeglądarkę Vivaldi, opowiada, jak bardzo zmieniły się obyczaje w Mountain View po tym, gdy Google stało się w praktyce monopolistą na kluczowych cyfrowych rynkach: wyszukiwarek, reklam internetowych, przeglądarek i urządzeń mobilnych.

Google AdWords dla działających w Internecie jest jedną z najważniejszych metod zdobycia widoczności – za względnie nieduże pieniądze można wypromować się zarówno w wynikach wyszukiwania najpopularniejszej przeglądarki na świecie, jak i na niezliczonych witrynach, korzystających z mechanizmu emisji reklam AdSense. Nie dziwi więc, że z tego mechanizmu korzystał też producent Vivaldiego. Dla niszowej przeglądarki liczy się każdy pozyskany użytkownik.

W maju 2017 roku Jon von Tetzchner udzielił wywiadu serwisowi Wired. Postawił w nim kontrowersyjną tezę: uważa on, że dziś jedynym sposobem na ocalenie tego, co zostało z naszej prywatności w Sieci, jest zakazanie śledzenia użytkowników przez wielkie firmy internetowe, na czele z Google i Facebookiem. Jedynie decyzją polityczną dałoby się cofnąć do czasów, gdy firmy internetowe nie wiedziały, kim jesteśmy. Mechanizmy rynkowe nic tu już nie zdziałają, firmy będą jedynie mówić, że robią to, czego chcą użytkownicy, a oni chcą lepiej dopasowanych reklam.

r   e   k   l   a   m   a

Dwa dni po opublikowaniu wywiadu, konto Vivaldiego w Google AdWords zostało zablokowane – pisze von Tetzchner na łamach bloga swojej firmy – i to bez żadnego ostrzeżenia. Zbieg okoliczności, czy też forma ostrzeżenia? Dla producenta Vivaldiego bez znaczenia: przez kilka miesięcy odcięto ich od jednego z najskuteczniejszych kanałów promocji.

Oczywiście próbowano kontaktować się z Google. Pojawiły się wyjaśnienia, jak pisze von Tetzchner, zamaskowane w formie ogólnikowych warunków, z których nie wszystkie były konieczne. W zamian za przywrócenie do sieci reklamowej Google, należało dostosować zawartość strony Vivaldiego do wymogów firmy z Mountain View: to eksperci Google’a określali, jak producent alternatywnej przeglądarki ma komunikować się ze swoimi użytkownikami.

Niemal trzy miesiące zająć miało doprowadzenie strony do stanu, w którym blokada została zdjęta. Niemal trzy miesiące wypełniania nierozumnych żądań, często takich, które Google samo nie spełnia – twierdzi von Tetzchner. Tak, jakby monopolista nie mógł oprzeć się nadużywaniu swojej potęgi wobec… trudno powiedzieć nawet, że rywala. W lipcu 2017 roku Vivaldi miał 0,04% rynku (według danych serwisu StatCounter).

A może po prostu Vivaldi nie ma jakoś szczęścia do Google. Widać to choćby po wynikach jej popularności w usłudze Analytics: mimo że od premiery wersji 1.0 minęło już 16 miesięcy, do tej pory w panelu Odbiorcy/Technologia/Przeglądarka i system nie widać, by ktokolwiek z niej korzystał. Nie żartujemy: mimo że w dobrychprogramach o Vivaldim regularnie piszemy, przegrywa w popularności np. z wbudowaną przeglądarką konsoli Nintendo. Jak to możliwe? Usługa Google’a po prostu ignoruje ciąg User Agent Vivaldiego – cały ruch zalicza na rzecz Chrome.

Czy to jest słuszne postępowanie?

Aktualizacja

7 września otrzymaliśmy odpowiedź w sprawie zawieszenia konta Vivaldiego. Piotr Zalewski z Google Polska stwierdził:

Nigdy nie zawieszamy kont AdWords, za to że ich użytkownicy nas krytykują. Podejmujemy działania przeciwko witrynom, które naruszają nasze wytyczne i zasady dotyczące pobierania oprogramowania. Zasady te powstały po to, by nasi użytkownicy dokładnie wiedzieli co pobierają, a proces instalacji był bezpieczny i łatwy do zrozumienia. Stosujemy te same wytyczne i zasady do naszych produktów
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.