WAŻNE
TERAZ

Jeden szczegół zmienił wszystko. Oto kulisy afery wokół senatora KO

felieton (strona 20 z 25)

Społeczność stara się o zupełnie nowe obudowy… do Amigi 1200

Społeczność stara się o zupełnie nowe obudowy… do Amigi 1200

Kiedy kilka lat temu społeczność skupiona wokół starych komputerów wzięła na tapetę temat pożółkłych obudów, w bólach zrodził się Retr0bright, żel – chciało by się rzec – opensource'owy, który każdy mógł upichcić w domowym zaciszu i który był wybawieniem dla nieatrakcyjnych pożółkłych obudów C64 czy Amigi. Wśród tej samej społeczności coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że efekt Retr0bright okazał się być tymczasowy i przemija, niczym świetność maszyn, które dzięki żelowi miały wyglądać jak nowe. Przepis na Retr0bright w postaci wideo poradnika znajdziecie również u nas, ze swojej strony możemy tylko dodać, że obudowy, które potraktowaliśmy żelem bazującym głównie na perhydrolu wciąż nie zżółkły, efekt nie przeminął, ale kto wie, co będzie dalej? Być może minęło za mało czasu.[yt=https://www.youtube.com/watch?v=GL6NXGqiOxc] Chęć posiadania niepożółkłej obudowy jest duża i społeczność się nie poddaje – skoro tworzywo ABS z którego wykonane są obudowy starych sprzętów nie daje się doczyścić po dobroci, wymyślono inny sposób, a mianowicie produkcję zupełnie nowych obudów. W kwietniu tego roku, sukcesem zakończyła się zbiórka na uruchomienie produkcji nowych obudów do kultowego C64. Okazuje się, że inicjatorzy akcji odnaleźli oryginalne formy do odlewu obudów C64 (niestety tylko do modelu C64 C) i ku uciesze kolekcjonerów postanowili trochę na tym zarobić. Za 35 amerykańskich dolarów cały czas można stać się posiadaczem zupełnie nowej obudowy do Commodore 64. Za 10 USD więcej można nabyć wersje czerwoną lub niebieską, odrobinę drożej kosztuje wersja przezroczysta.[img=c64col] Teraz również posiadacze Amigi 1200 mają szansę na zdobycie nowej (ulepszonej) obudowy, na Kickstarterze trwa bowiem zbiórka na rozpoczęcie produkcji i jest spora szansa, że projekt zostanie sfinansowany. Na chwilę obecna zebrano już ponad 106 tysięcy euro ze 125 tysięcy niezbędnych, a do końca akcji jeszcze 9 dni.W odróżnieniu od zbiórki na obudowy do C64, nowe obudowy do A1200 projektowane są od podstaw przez zaangażowany zespół zapaleńców. Oprogramowanie jakim się posługują to Solidworks, a gotowe maszyny do ich tłoczenia mają ważyć około 5,5 tony. Warto zaznaczyć, że będą wykorzystane do tego trzy prasy: do górnej i dolnej części obudowy, oraz elementy takie jak klapy do gniazd rozszerzeń (tzw. trapdoors). Jeśli uda się zebrać o pięć tysięcy euro więcej niż wymagane 125 tysięcy, to twórcy obiecują udostępnić pliki projektowe do Solidworks. Aby stać się szczęśliwym posiadaczem nowiutkiej obudowy do Amigi 1200 trzeba wysupłać 79 dolarów, tj. około 300 zł (przy odrobinie szczęścia można za tyle wylicytować u nas w kraju goły, podstawowy zestaw Amigi 1200 – może nawet działającej).[img=ami_case3.png] Nowe obudowy maja być dostępne w aż 12 (sic!) kolorach, jednak dziewięć z nich jest jeszcze nieujawnionych. Wiemy natomiast, że dostępny będzie standardowy „kremowy”, czarny (OMG!) oraz przezroczysty. Na zdjęciach opublikowanych na Kickstarterze widać również model czerwony oraz hybrydy „żółto-pomarańczowe” czy (o zgrozo) „różowo-żółte”. O reszcie kolorów zadecydują wspierający, po zakończonej zbiórce. Trzymam kciuki za #7D3DFF.[img=ami_case2] Dla wspierających dostępne są również limitowane edycje, gdzie ceny zaczynają się od około 180 EUR, z motywami Skidrow, Phenomena (pod spodem pokaz ich zdolności koderskich) czy Red Sector – nazwy mówiące wiele amigowcom i zupełnie nic całej reszcie, nie istotne to jednak, bo wszystkie edycje bije na głowę wersja świecąca w ciemności.[yt=https://www.youtube.com/watch?v=XaFDbh2EfdI] Pomyślano również o możliwości zainstalowania w obudowie płytek Raspberry Pi (wszystkie modele) oraz MiST FPGA co w tandemie z interfejsem Keyrach w wersji v2 pozwoli na wykastrowanie starej elektroniki z Amigi i zastąpienie jej zupełnie nowym kwarcem, który wykorzysta oryginalną klawiaturę. Jest to świetna alternatywa dla posiadaczy uszkodzonych Amig 1200 ze sprawną klawiaturą, a te się raczej nie psuły. Efektem ubocznym takiego zabiegu będzie świetna jakość obrazu płynąca np. z HDMI.[img=amimugs] Ulepszenia jakie znajdziemy w nowym odlewie to przede wszystkim miejsca na porty, których w czasach Amigi zwyczajnie nie było, np. USB, DVI, HDMI czy VGA. Wszystko zaprojektowano tak, aby można było umieścić oryginalną elektronikę z Amigi w środku. Warto też zaznaczyć, że obsługiwane mają być wszystkie rewizje płyt głównych. Możliwe będzie również wmontowanie wyświetlacza HxC od popularnego emulatora stacji dysków. Zrealizowano to w sprytny sposób, od wewnętrznej strony znajdują się nacięcia pod wyświetlacz, których nie widać od zewnętrznej strony.[img=ami_case] Nowe odlewy to również definitywny koniec z pożółkłymi obudowami. Do produkcji wykorzystane mają być tworzywa ASA, odporne na działanie promieni słonecznych. Przyznam, że ulepszenia jakie dodano do obudowy skłaniają mnie do zainwestowania w projekt, z drugiej jednak strony, moją wybranką serca jest A500+ i skoro taką popularnością cieszą się projekty tego typu, to pewnie niedługo pojawi się zbiórka na nowe obudowy do Przyjaciółki 500. A jeśli na wzór tej zbiórki obudowy takie będą posiadały ulepszenia, jak np. miejsce na porty USB to będzie to najlepszy zakup „technologiczny” jakiego dokonam od lat… może przesadzam, ale na pewno taki zakup, który da mi dużo radości (kolekcja Uncharted skłoniła mnie do zakupu PS4, przejście trzech znanych na pamięć gier zajęło mi weekend – teraz PS4 się kurzy i nie przynosi już żadnej radości).[img=PA230227-1]PS: w przyszłym tygodniu kolejny odcinek Amiga Corner, w którym pokażemy jak przenosić dane z PC do Amigi.
Thank You For Playing: „Czasopisma (…) były tworzone przez dzieci, które ledwo umiały pisać, dla dzieci, które ledwo umiały czytać”

Thank You For Playing: „Czasopisma (…) były tworzone przez dzieci, które ledwo umiały pisać, dla dzieci, które ledwo umiały czytać”

Niejeden z Was pamięta, jakiś procent z Was załapał się na końcówkę tego fenomenu, a część z Was zaledwie tylko słyszała o tym, że w latach 90. w naszym kraju wychodziło wiele czasopism o grach komputerowych. Pomimo faktu, że słowo „wiele” oznacza tutaj liczbę, którą da się przedstawić na palcach jednej ręki, to ich nakład oraz ówczesna sytuacja w kraju sprawiają, że był to fenomen na skalę światową. Studio Luma Films zrealizowało film dokumentalny traktujący właśnie o tym.O Thank You For Playing (TYFP) pisaliśmy w zeszłym roku, a konkretnie o przebiegu zbiórki na portalu crowdfundingowym. Twórcy poprosili o 10 tysięcy złotych, zebrali dokładnie 31 624 zł i nieco ponad rok później wszyscy możemy obejrzeć owoc ich pracy. Owocem tym jest zbiór wspomnień redaktorów dawnych czasopism takich jak Top Secret, Świat Gier Komputerowych, Secret Service czy Reset.[yt=https://www.youtube.com/watch?t=74&v=-TnFy0A-MTs]Jako uczestnik tamtych wydarzeń, przypomniałem sobie, że i ja miałem trochę rysunków, które trzymałem w szufladzie, ale jednak nigdy nie zdobyłem się na odwagę, aby je wysłać do jakiegoś czasopisma, a kupowałem chyba wszystkie. Stąd dzisiaj najczęściej zadawanym pytaniem przez rodzicielkę, jakie słyszę, jest „kiedy zabierzesz te pudła z gazetami do siebie?” Wkrótce mamo, wkrótce.Trudno nie rozpamiętywać starych czasów oglądając TYFP. Każdy rysunek i komiks znam, większość recenzji pamiętam, bo czytałem na szkolnej przerwie, no i Gambleriada. Sceny z tej imprezy przywołały najwięcej wspomnień, bo i wydarzenie było nieprzeciętne. Młody człowiek, z małego miasta, pozwolenie od rodziców, wizyta w stolicy, majestatyczna hala Torwar (no ej, tak mi się wtedy wydawało!) i Super Mario 64 plus godzinna kolejka, aby zagrać dwie, góra trzy minuty. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że trafiłem na dobrą edycję, bo oprócz pokazu Nintendo 64/Mario 64, premierę miał tam magazyn Reset, a po hali unosili się nad podłogą najwięksi celebryci, czyli twórcy programu Escape.Myślę, że to najlepsza laurka dla dokumentu – oglądając go, ma się przysłowiowego „banana” na twarzy. Wartość sentymentalna płynąca z TYFP to na szczęście nie jedyne, co produkcja ma do zaoferowania.W końcu, po latach domysłów, oskarżeń, podejrzeń i plotek wiemy na pewno, że wiele recenzji, jakie wtedy czytaliśmy, powstała na bazie spiraconych wersji gier. Co warto podkreślić, nie chodziło o okres pierwszej połowy lat 90., kiedy ustawy o ochronie praw autorskich w kraju nad Wisłą po prostu nie było. Nieautoryzowane kopie gier krążyły po redakcjach nawet do 1999 roku, jak możemy usłyszeć i zdarzało się nawet, że sam dystrybutor udostępniał kopie recenzenckie z mistycznym folderem CRACK na płycie.Dlaczego tak się działo? Nie będę spoilerował, ale zaznaczę że odpowiedź (całkiem sensowną zresztą) znajdziecie w dokumencie.Sporo miejsca poświęcono postaci Marcina Góreckiego, znanego bardziej pod pseudonimem Gulash. Kombat Korner – jego dział na łamach Secret Service – był często najbardziej wymiętoszonym fragmentem czasopisma.Wspomniano również o kontrowersji w postaci mangi na łamach Secret Service, a dokładnie o dziale Manga Room. Tak, kontrowersji, bo o ile z punktu widzenia czytelnika były to zaledwie dwie kolorowe strony w czasopiśmie, to od strony redakcji była to kość niezgody pomiędzy redaktorem naczelnym a jego zastępcą. Po dokładniejsze wyjaśnienie również odsyłam do dokumentu.Właśnie takie smaczki znajdziecie w TYFP. Rzeczy, o których dawny czytelnik nigdy by nie pomyślał, tutaj zostają przedstawione i wyjaśnione. Można w skrócie powiedzieć, że redaktorzy po prostu odkrywają karty.[yt=https://www.youtube.com/watch?v=-XKS-SniraM]Na wzmiankę zasługuje dobra muzyka autorstwa m.in. Ziemowita „Chippy” Wójcika. W filmie usłyszymy też innych autorów, nawet jednego z redaktorów Secret Service – Mr. Root. Nie mogę powiedzieć, że trafił w mój gust muzyczny, ale przyznać muszę, że muzyka idealnie wkomponowała się w to, co widać na ekranie.Film dokumentalny Thank You For Playing jest wart polecenia, co też czynię. Starzy gracze zobaczą sporo znanych mord, których nigdy wcześniej nie widzieli na oczy, a młodzi gracze mają niepowtarzalną okazję przekonać się, jak funkcjonował światek gamingowy bez Internetu, a co za tym idzie bez YouTuba, Steama, itd.W odbiorze dokumentu nie przeszkadza nawet fakt nieobecności pewnych (być może nawet kluczowych) postaci czy jednego dużego czasopisma. Osobiście zabrakło mi jedynie podania informacji na temat obecnych zajęć osób przedstawionych w dokumencie. Część jest dość oczywista, ale zawsze zostaje ta druga część.Rok 2014 zapadnie w pamięci (chyba głównie) starszych graczy jako ten rok, kiedy za sprawą serwisów do robienia tzw. ściepy zakiełkowały dwa wielkie wydarzenia. Jedno skończyło się nieprzyjemnie i chodzi oczywiście o zamieszanie związane ze wskrzeszeniem Secret Service. Drugie wydarzenie jest na szczęście pozytywne. Zbiórka na TYFP zakończyła się sukcesem, zarówno dla twórców, jak i wszystkich, którzy się ściepnęli.[img=tyfp_scrn1]Z całego dokumentu najbardziej w pamięci zostały mi słowa Jacka Grabowskiego czyli Dr Destroyera z Gamblera, a później z Reseta, które przytoczę na zakończenie tej recenzji:Dla mnie… liczy się koleżeństwo, przyjaźń, zabawa, takie rzeczy... i może dlatego Reset upadł.