Polityczne boty zatruwają naszą demokrację. A to dopiero początek
Od kilku lat nie ustają wątpliwości dotyczące wpływu obcych sił na ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Żywa dyskusja dotycząca kontaktów Donalda J. Trumpa z rosyjskimi oligarchami toczyła się jeszcze przed samymi wyborami, podgrzewana przez kolejne demaskowane kampanie propagandowe, prowadzone na masową skalę przez tzw. „farmy trolli”. Miały one, rękami setek współpracowników oraz z pomocą automatów, wpływać na dynamikę debaty w mediach społecznościowych. Słynny Raport Muellera, kilkusetstronicowe sprawozdanie z działalności wyborczej Trumpa nie wykazało zmowy (tak często powtarzane no collusion), w dalszym ciągu jednak podkreśla zajście poplecznictwa (obstruction of justice), co oznacza, że temat nieprędko odejdzie w zapomnienie. Dyskusja na temat potencjalnej współpracy Trumpa z Rosjanami często pomija temat botów – tymczasem prezydent Trump mógł dzięki nim otrzymać pomoc, o którą wcale nie prosił. Zresztą nie tylko on.