Batman: Arkham Origins — takie sobie początki
Chociaż zapowiedzenie gry Batman: Arkham Origins już na pierwszy rzut oka wyglądało po prostu na próbę błyskawicznego wyciśnięcia z uznanej marki jeszcze nieco grosza, nim ewentualnie pojawi się ona z przytupem na konsolach nowej generacji, wierzyłem w umiejętności deweloperów z Warner Bros. Montreal. Mieli za zadanie tylko nie zepsuć tego, co do tej pory dało fanom Rocksteady Studios. Samo utrzymanie poziomu serii by pozytywnie wpłynęło na postrzeganie młodej zdolnej ekipy. Niestety, jak to w biznesie bywa, kiedy pojawiła się wizja szybkich pieniędzy, kontrola jakości i ukłony w stronę fanów komiksów DC zeszły na drugi plan. Gdybyśmy mieli do czynienia z faktycznym prologiem, czyli pierwszą (a nawet drugą, niech już i tak będzie) częścią sagi, liczne wady projektu dałoby się wybaczyć. Na tle Batman: Arkham City jednak gra wypada blado.