Z Gears of War sprawa była o tyle śmieszna, że produkcja została zaprojektowana głównie pod kątem trybu dla pojedynczego gracza, a tymczasem okazał się on owszem, bardzo dobry, lecz prawdziwą furorę zrobiły rozgrywki wieloosobowe. Koszmarnie niedopracowane, niesprawiedliwe, dość ubogie – jednak skrywające takie pokłady miodu, iż osiągnięcie za 10.000 sieciowych zabójstw udało się zdobyć bardzo wielu napaleńcom. Wszyscy świetnie się bawili, niemniej po kontynuacji gry spodziewali się przede wszystkim ulepszenia właśnie trybu multiplayer. Zlikwidowania przewagi hosta, wyeliminowania kilku głupich błędów, które potrafiły skutecznie zepsuć zabawę. Miliony graczy czekało na to od bagatela dwóch lat, a atmosferę podgrzewały szumne zapowiedzi Cliffa Bleszinskiego – twarzy Epic Games, firmy stojącej za produkcją tytułu.