internet (strona 335 z 342)

Firefox nie będzie blokował ciasteczek? Mozilla wycofuje się ze swoich deklaracji

Kiedy w lutym tego roku Mozilla zapowiedziała,że wprowadzi do Firefoksa automatyczne blokowanie ciasteczekpochodzących z serwisów stron trzecich (czyli w praktyce blokującwszystkie ciasteczka sieci reklamowych, wykorzystywane do śledzeniaaktywności internautów), branża reklamowa zareagowała histerycznie.Stowarzyszenie IAB określiło decyzję tę jako atak nuklearny nabranżę reklamową i próbęzdławienia praktyk targetowania behawioralnego. Rozpoczęło też szybkodziałania lobbyingowe, strasząc politycznych decydentówkatastrofalnymi konsekwencjami gospodarczymi, do jakich doprowadzićmoże wzmocnienie ochrony prywatności internautów. Najwyraźniejstraszenie okazało się skuteczne – Mozilla wycofuje się rakiemze swojego pierwotnego planu.O tym, że coś jest nie tak,mogliśmy się przekonać już w czerwcu, z premierą Firefoksa 22, któryjako pierwszy miał ciasteczka stron trzecich blokować. Mozilla przedjego wydaniem wstrzymałałatkę, ogłaszając, że musi opracować lepszą politykę w tejsprawie, taką, która uwzględniałaby listy wyjątków na baziemechanizmu CookieClearinghouse, gdyż nie może to w całości zależeć od użytkownika,ręcznie zarządzającego wyjątkami. Brendan Eich, dyrektor technicznyMozilli, tłumaczył wówczas, że otrzymał wiele listów odzaniepokojonych właścicieli witryn, więc konieczne było ustalenie,czy czasem łatka nie blokuje ciasteczek zbyt agresywnie,tak że zaszkodzić to może funkcjonowaniu stron internetowych.[img=cookie]Teraz nawet i ta delikatniejszaforma blokowania ciasteczek zostaje skierowana na boczny tor. AleeciaMcDonald z Center for Internet and Society, która wraz z Mozilląnadzorowała projekt Cookie Clearinghouse, przyznała, że doszło doopóźnień i potrzeba więcej czasu, niż się początkowo spodziewano –powstanie szkicu planu, jak taka lista w ogóle ma działać,przeniesiono na początek 2014 roku. Po ukończeniu takiego szkicu,minie przynajmniej trzy do pięciu miesięcy, zanim pojawi się wersjafinalna dokumentu. W tym czasie wysłuchiwane będą opiniezainteresowanych stron, wprowadzane niezbędne poprawki i tworzonepierwsze wersje samej listy.Jednak nawet ukończenie tych pracniczego nie gwarantuje. Harvey Anderson, starszy wiceprezes Mozilli,zapowiedział w wywiadzie dla magazynu The Chronicle, że projektCookie Clearinghouse ukończony zostanie w przyszłym roku, ale nawet ito nie oznacza, że mechanizm blokowania znajdzie się w Firefoksie.Jak będzie już gotowy, trzeba będzie go porównać z innymitakimi systemami i ekosystemami –enigmatycznie stwierdził Anderson.Deklaracja wzbudziła konsternacjenawet wśród sojuszników Mozilli, rozpoczynając dyskusję nadfaktycznymi motywami producenta Firefoksa. Obawy o technicznekonsekwencje takiej blokady wydawały się dość wątpliwe. Projektowanałatka niczym się przecież nie różni od rozwiązania Apple'a, które wprzeglądarce Safari (zarówno mobilnej jak i desktopowej)konsekwentnie blokuje wszystkie ciasteczka stron trzecich – ijakoś nie prowadzi to do niewłaściwego działania stron internetowych.Lee Tien, prawnik z ElectronicFrontier Foundation, tłumaczy co prawda, że Mozilla widzisiebie jako efektywniejszego gracza na tym polu, gdy współpracuje zinnymi, zamiast być zachowywać się antagonistycznie,ale już jego kolega Dan Auerbach jest przekonany, że producentFirefoksa ugiął się pod naciskiem reklamodawców – a cała tasprawa z Cookie Clearinghouse była raczej zasłoną dymną, niż realnątechniczną potrzebą.Co najzabawniejsze, sama branżareklamowa wcale nie jest zadowolona z reakcji Mozilli. Szef IABRandall Rothenberg stwierdził, że to wcale nie jest izbarozrachunkowa dla ciasteczek – to nielegalny sąd dlaciasteczek, arbitralnie powołana grupa, która chce ustalać, kto możez kim robić biznes. Zastępuje ona wybór użytkownika aroganckimsystemem 'Mozilla wie lepiej' –czytamyna łamach jego bloga.Nie wiadomo więc, o co Mozillichodzi, a to na pewno nie jest dobre dla przeglądarki, która kiedyśbyła synonimem niezależności, wolności i ochrony użytkowników.Twierdzenie teraz, że nigdy nie obiecywano blokowania ciasteczekstron trzecich, czy uznanie łatki za tępy instrument,daje jednak użytkownikom sygnał, że producent Firefoksa ma albo innąwizję przyszłości swojej przeglądarki, albo co gorsze, takiej wizji wogóle nie ma.

A. Golański

Opcje

Szpiegostwo bez granic: czajniki i żelazka podsłuchują komunikację przez otwarte Wi-Fi

Wieści, wskutek których kapelusze z folii aluminowej przestająbyć do śmiechu, jest ostatnio coraz więcej: NSA na wielką skalęprowadzi, a przynajmniej prowadziła podsłuch komunikacji obywatelizarówno USA jak i krajów sojuszniczych, malware kryje się wBIOS-ach kart sieciowych, a nawet potrafi łączyć się z maszynamiodciętymi od sieci kanałem akustycznym, ładowarki USB hakująpodłączane do nich smartfony, a niektórzy producenci przeglądarekrobią co mogą, by osłabić w nich szyfrowanie SSL. To jednak niekoniec, może być jeszcze gorzej – nowe wiadomości z Rosjisprawiają, że trzeba będzie uważnie przyglądać się nawetartykułom gospodarstwa domowego, gdyż w tych czasach nawet zwykłyczajnik elektryczny może nie być tym, czym się wydaje.Rosyjska federalna agencja prasowa Rosbałt ostrzegamieszkańców Petersburga przed zagrożeniem tkwiącym w urządzeniachgospodarstwa domowego, takich jak żelazka czy czajniki elektryczne.Przeprowadzając kontrolę importowanych z Chin do Rosji towarów,rosyjscy celnicy znaleźli przynajmniej w 20 egzemplarzach tychurządzeń szpiegowską elektronikę – układy Wi-Fi, którełączyły się z otwartymi sieciami Wi-Fi, przechwytująckomunikację routerów z innymi podłączonymi do nich urządzeniami– a pozyskane dane wysyłały na zagraniczny serwer.[img=czajnik]Innokentij Fedorow, dyrektor firmy Sobol, która importowałafelerny sprzęt z Chin, mówi, że nie ma z czego się śmiać –szpiegowską elektronikę odkryto jedynie wskutek zważenia towarów,które przekraczały zadeklarowaną wagę. Do podobnych odkryćprzyznał się też Gleb Pawłow, dyrektor techniczny firmyPanimport, mówiąc, że w wielu urządzeniach sprowadzanych z Chinznajdowano moduły, które nie uwzględnione były w oficjalnejkomunikacji. To nie tylko wspomniane żelazka czy czajniki, ale teżpodrabiane smartfony czy samochodowe kamery wideo, bardzo popularne w Rosji. Według Ilji Fiedosiewa z firmy Karkam, również importera takichurządzeń, najlepiej w skanowaniu sieci Wi-Fi sprawdzały sięszpiegowskie czajniki, z zasięgiem 200 metrów, zaś modułszpiegowski w podrabianym iPhonie działał w zasięgu do 70 metrów.Biorąc pod uwagę fakt, że tanie urządzenia AGD często kupowanesą przez hotele, które oferują zwykle swoim użytkownikom otwartesieci Wi-Fi (z dostępem ograniczanym wyłącznie przez system hasełna serwerze proxy), ci którzy stoją za rozpowszechnianiemszpiegującego sprzętu, muszą mieć teraz naprawdę sporo danych doprzeanalizowania.Oczywiście sami Rosjanie też nie są tylko ofiarami w tejszpiegowskiej grze – podczas ostatniego szczytu G-20 w Petersburgudelegaci otrzymali torby z podarkami, wśród których znajdowałysię pluszowe misie, notatniki, kubki, ładowarki do telefonów,kable i pamięci USB. Torbę z takim sprzętem dostał m.in.prezydent Unii Europejskiej, Herman Van Rompuy, który nie do końcaufając gospodarzom, przekazał sprzęt do sprawdzenia ekspertom zniemieckiego kontrwywiadu. Jak donosi włoska gazeta La Stampa,Niemcy odkryli, że ładowarki pozwalały na przechwytywanie zesmartfonów e-maili, SMS-ów i połączeń telefonicznych, zaśnośniki USB zawierały, według słów dziennikarzy La Stampa,zatruty podarek od WładimiraPutina.Zgodnie z dyplomatycznymobyczajem, rzecznik Putina Dmitrij Peskow zaprzeczył tym rewelacjom,stwierdzając, że to tylko próba odwrócenia uwagi odrzeczywiście istniejących problemówmiędzy europejskimi stolicami a Waszyngtonem.Cóż, może i tak, ale biorąc zaś pod uwagę bogatą i barwnąhistorię szpiegostwa z czasów Zimnej Wojny, jakoś trudno uwierzyć,by nagle Rosjanie zapomnieli, do czego służą służby wywiadowcze.

A. Golański

Opcje

Anonymous bronią niepodległości Ukrainy, atakując polskie i rosyjskie strony

W ostatnich latach ludzie używający ikonografii ruchu Anonymous(a więc przede wszystkim masek Guya Fawkesa) robili już chybaniemal wszystko – atakowali kościół scjentologiczny,meksykańskie gangi, firmę Sony, pedofili, Justina Biebera,administrację federalną USA, organizacje antypirackie, serwisywarezowe, operatorów kart kredytowych… listę tę trudno wyczerpać– gdyż Anonimowi nie są dziś żadną konkretną grupą hakerską,hołdującą określonej ideologii (for teh lulz), alewspółczesnym mitem, pod który podłączają się wszelkiegorodzaju niezadowoleni internetowi aktywiści. Dołączyli do nichteraz obrońcy niezależności Ukrainy, którzy przywdziewającsłynne maski, zaatakowali internetowe zasoby Polski i Rosji.#OpIndependence – to nazwa trwającej od 28 październikaoperacji, w ramach której haktywiści z Ukrainy promują koncepcjęUkrainy wolnej, niezależnej zarówno od wpływów Rosji, jak iwpływów NATO i Unii Europejskiej. Obywatele Ukrainy zdają sobiesprawę, że podpisanie traktatu stowarzyszeniowego z UniąEuropejską, zaplanowane na listopad, oznaczać będzie rychłąkatastrofę ukraińskiej gospodarki (…) wyrażamy poparcie dlanaszego narodu, chcemy by ukraiński rząd i przywódcy UniiEuropejskiej zrozumieli, że lud Ukrainy nie chce stać się dostawcąsurowców dla Europy (…) Ukraina musi być wolna – nie chcemyzależeć od innych krajów i organizacji. Lud Ukrainy nie potrzebujeopartej na domysłach umowy stowarzyszeniowej z UE, Ukraina niepotrzebuje też być częścią kierowanej przez Rosję Unii Celnej.Nie chcemy też być sługami NATO– głoszą ukraińscy Anonymous.[img=anonymous-ua]W ramach protestu złamanowczoraj zabezpieczenia witryny Rosjan na Ukrainie (rus.in.ua),rosyjskojęzycznego portalu informacyjnego Russkie.org, polskiejpartii Zieloni RP oraz polskiej Państwowej Inspekcji Sanitarnej(gis.gov.pl), publikując na nich manifest #OpIndependence. O ilerosyjskie witryny przyznałysię do włamania, to polskie ten fakt przemilczały.Dzisiaj z kolei rozpoczął sięatak DDoS przeciwko witrynie Europejskiego Banku Inwestycyjnego(bei.org), która przez kilka godzin przestała być dostępna. Natym operacja zapewne się nie zakończy – ukraińscy Anonimowizapowiadają,że zabawa dopiero się zaczyna.Poniższe wideo, pełne uroczychwariacji na temat ikonografii Anonimowych, dokładnie wyjaśnia o coUkraińcom chodzi:[yt=http://www.youtube.com/watch?v=fDemzizdnh8]

A. Golański

Opcje

Służby europejskich krajów, w tym Polski, pomagały NSA w inwigilacji obywateli?

Afera związana z podsłuchem komunikacji elektronicznej w krajacheuropejskich przez amerykańską NSA zatacza coraz szersze kręgi. Czyjednak faktycznie przez te wszystkie lata działalność amerykańskiejAgencji Bezpieczeństwa Narodowego była nieznana kontrwywiadomeuropejskich krajów? Z ujawnionych właśnie przez hiszpański dziennikEl Mundo dokumentów pochodzących od Edwarda Snowdena wyłania się dośćzaskakujący obraz rzeczy.Hiszpańska prokuratura generalna poinformowała wczoraj, żerozpoczęła wstępne śledztwo w sprawie doniesień o masowej inwigilacjikomunikacji elektronicznej obywateli tego kraju przez NSA. Skalaoperacji, o której poinformowało El Mundo, przyprawia o zawrót głowy– tylko między 10 grudnia 2012 roku a 8 stycznia 2013 rokuzarejestrowane zostały metadane ponad 60 mln połączeń telefonicznych,czyli informacje o tym, kto i do kogo dzwonił, skąd połączeniezostało zainicjowane i ile trwało. [img=nsa]Oficjalnie hiszpańskie władze są oburzone: wezwano na rozmowęambasadora USA, zaś minister spraw zagranicznych Hiszpanii JoseManuel Garcia-Margallo oznajmił, że jeśli śledztwo potwierdzidoniesienia gazety, to zniszczy to klimat zaufania między obomapaństwami.O jakim jednak zniszczeniuklimatu zaufania może być mowa, w sytuacji, gdy z kolejnychopublikowanychprzez El Mundo materiałów NSA wynika, że Stany Zjednoczone i ichsojusznicy od lat współpracują w kwestii inwigilacji obywateli.Dokument pod tytułem Sharing computer network operationscryptologic information with foreign partners(Dzielenie się zaszyfrowanymi informacjami z zagranicznymi partneramio operacjach przeprowadzanych w sieciach komputerowych) przedstawiazasady takiej współpracy. Okazuje się, że wymieniane były w tensposób nie tylko dane pochodzące z obszarów objętych wojną, czyobszarów leżących poza Unią Europejską, ale też dane obywateli UniiEuropejskiej, pozyskiwane i udostępniane z naruszeniem prawa.Stany Zjednoczone podzieliłykraje, w których prowadzono operacje wywiadowcze, na cztery grupy. Wpierwszej (grupa A), znalazły się sojusznicze państwa anglofonii(Australia, Kanada, Nowa Zelandia i Wielka Brytania). Z nimi toutrzymywano wszechstronną współpracę.W skład grupy B weszło 20 krajów – sojuszników USA, wśród nichHiszpania, oraz jak można się domyślić, Polska. Współpraca z tymikrajami miała być rozważana pod kątem utrzymania stałychkorzyści dla Stanów Zjednoczonych.Kraje grupy B zobowiązane były doułatwiania amerykańskiemu wywiadowi dostępu do informacji swoichsłużb specjalnych, w tym do zbiorów metadanych dotyczącychokreślonych tematów. Zabronione byłoby przy tym służbomkontrwywiadowczym tych krajów stosowanie narzędzi informatycznych,które uniemożliwiłyby Stanom Zjednoczonym dostęp do Sieci.Jednocześnie jednak NSA ostrzega, że kraje te mogą same zbieraćinformacje wywiadowcze przeciwko USA, dlatego też należy wewspółpracy z nimi zachować ostrożność.Co na to polskie władze? MinisterSpraw Zagranicznych, Radosław Sikorski powiedział dziś PolskiemuRadiu, że Polska oczekuje odpowiedzi od władz Stanów Zjednoczonych,czy prowadziły działania szpiegowskie na terenie naszego kraju.Minister ciekawie się też ustosunkował do pytania dziennikarza o to,czy to jest normalne, że kraje sojusznicze się podsłuchują –uznał, że jest to niemiłe,ale podkreślił, że największym problemem jest to, że informacje otakich operacjach trafiają do opinii publicznej. To (wyciekdokumentów – przyp. red.) świadczy o niekompetencjitych, którzy pozwalają, że jakiś facet z ulicy wszedł donajtajniejszej agencji Stanów Zjednoczonych i wyszedł z tego typudanymi – stwierdził min.Sikorski.Cóż, teraz przynajmniej wiadomo,dlaczego niemiecki kontrwywiad nie ochronił kanclerz Angeli Merkelprzed podsłuchem amerykańskiego wywiadu.

A. Golański

Opcje

Wyloguj się do życia: społeczna inicjatywa ma ocalić młodzież przed Internetem

O tym, że zachowania młodych ludzi są postrzegane przez wieluprzedstawicieli starszych pokoleń jako naganne, amoralne, szkodliweczy wręcz skandaliczne, wiemy przynajmniej od czasów Cycerona,oburzonego rzymskim zepsuciem obyczajów. Ponad 2 tysiące lat późniejsytuacja jest całkiem podobna. Co prawda współczesnym krytykommłodego pokolenia brakuje zwykle oratorskiego talentu rzymskiegomówcy, ale waga stawianych zarzutów jest porównywalna. I tak otoInstytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznegozajął się kwestią korzystania z Sieci przez nastolatków, ainterpretacja wyników jego badań pozwoliła mediom bić na alarm. „Rzeczpospolita” cytuje Bogusława Prajsnera, socjologaz Instytutu Psychologii Zdrowia. Zdaniem eksperta, od 8 do 10proc. nastolatków jest realnie zagrożonych uzależnieniem odInternetu. To młodzi ludzie, którzy spędzają w sieci ponad czterygodziny dziennie, także w nocy.Prowadzić to ma do niemożliwości wyobrażenia sobie normalnegofunkcjonowania bez Internetu, wybuchów agresji wśród tych młodychludzi, których próbuje się odciąć od komputera, czy też chronicznegokorzystania z Sieci bez żadnych korzyści edukacyjnych czyrozwojowych – ten ostatniproblem dotyczyć ma ponad 80% gimnazjalistów. [img=padplayer]Konsekwencją takiego stylu życiamają być zaniedbania nauki, rodziny czy (sic!) hobby. Badaniaprzeprowadzone w ramach inicjatywy EU Kids Online pokazały, że tegotypu zaniedbania dotykać mają 35% nastolatków, zaś niemal 20% przezSieć zaniedbuje także potrzeby fizjologiczne, tj. jedzenie i sen.Około 20% europejskich nastolatków miało też mieć w Sieci kontakt ztreściami, które mogą zaszkodzić kształtującemu sięsystemowi wartości –ostrzega „Rzeczpospolita”.Dr Izabela Krauze, psycholog zCentrum Usług Psychologicznych w Warszawie, posuwa się nawet dostawiania świata wirtualnego w opozycji do światarzeczywistego, mówiąc, że trafiado niej coraz więcej dzieci i nastolatków, które uzależnione są odgier w Internecie, kontaktów społecznych w Sieci, czy też nawetbudowania własnego nieprawdziwego wizerunku.Receptą na ten stan rzeczy ma byćedukacja. Rusza oto kampania społeczna pod nazwą Wylogujsię do życia. W jej pierwszymetapie powstanie pod egidą studia Film Produkcja film edukacyjny,który trafić ma do szkół w całej Polsce (a co ciekawe w kontekściekampanii, jego skrócona wersja ma być dostępna w Internecie). Wśróduczestników projektu znalazł się jeden z najbardziej rozpoznawalnychpolskich raperów, Wojtek Sokół Sosnowski, pisarz Jakub Żulczyk, atakże scenarzysta Kuba Łubniewski. Film posłuży wychowawcom wszkołach do przeprowadzenia lekcji na temat uzależnienia od Sieci ikomputera, będzie też podstawą do konkursu dla szkół na plakatinspirowany antyuzależnieniową tematyką. W ten sposób młodzież ma byćprzekonywana, że wirtualna rzeczywistość nie zastąpi emocjiw prawdziwym życiu.Dość to ryzykowna teza, zarównopod względem psychologicznym, jak i egzystencjalnym – co bowiemrozumiemy przez „emocje”? Choć definicji, co do którejwszyscy psycholodzy i kognitywiści się zgodzą chyba nie ma, to wjednym z bardziej udanych modeli doświadczenia emocjonalnegoautorstwa Magdy Arnold, zachodzi ono w trzech etapach: postrzeżenia ioceny (gdzie zewnętrzny bodziec zostaje dostrzeżony i oceniony jakodobry, zły, szkodliwy czy pożyteczny na bazie wyuczonych skojarzeń),emocji (gdzie pojawia się wewnętrzny stan pobudzenia, powiązany zreakcją fizjologiczną) oraz działania (określonego działania –np. zbliżenia, ataku czy ucieczki, powiązanego z intensywnościąemocji, wyuczonych wzorców zachowań i innych towarzyszącychmotywacji). Emocje jako takie są więc stanami wewnętrznymi, a niezachowaniem, czy też postrzeżeniem zewnętrznej rzeczywistości (czy towirtualnej, czy fizycznej).Tak samo też trudno uwierzyć wto, że istnieje jakaś esencjalna różnica między rzeczywistościąfizyczną (prawdziwą?) a wirtualną (nieprawdziwą?), skoro i jedna idruga przynosi odczuwalne emocjonalnie i egzystencjalnie konsekwencjezachowań w nich prowadzonych. Istoty ludzkie, poszukując rozrywek,wybierają te, których stosunek atrakcyjności do kosztów zdobycia jestdla nich najkorzystniejszy. Jeśli ktoś decyduje się spędzić weekendna graniu ze swoim klanem w Team Fortress, zamiast np. uczestniczyć wfizycznych interakcjach społecznych, to być może jest tak dlatego, żefizyczne interakcje społeczne stały się mało interesujące, a polebitwy TF dostarcza bardziej autentycznych emocji, niż odgrywaniespołecznie akceptowanych ról w świecie ciała.Jeśli zatem inicjatorzy akcjiWyloguj się do życiachcą wyciągnąć młodych ludzi z Sieci, to może by spróbowali uczynićżycie poza Siecią ciekawszym, bardziej ekscytującym? Wówczas niebyłby potrzebny przymus i pouczanie – nastolatki samepodążyłyby za tym, co atrakcyjniejsze.

A. Golański

Opcje