internet (strona 334 z 338)

Facebook sięga po techniki sztucznej inteligencji, by lepiej zrozumieć swoich użytkowników

Marketing społecznościowy, czyli wykorzystanie Facebooka i jemupodobnych serwisów do celów reklamowych, swój okres świetności ma jużchyba za sobą. Po początkowej ekscytacji dość szybko się okazało, żerozmaite działania promocyjne w socialmedia niekoniecznie przekładają się na wzrost sprzedaży.Jeśli jednak nowy projekt ludzi Zuckerberga powiedzie się, tonajwiększy serwis społecznościowy świata będzie mógł znacznieskuteczniej handlować swoimi użytkownikami, oferując reklamodawcomniespotykane gdzie indziej możliwości.Michael Schroepfer, dyrektor techniczny Facebooka, poinformował outworzeniu w firmie nowej grupy badawczej, zajmującej się sztucznymiinteligencjami, a w szczególności technikami maszynowego uczenia się.Na jej czele stanął przejęty z Google ekspert od technik typu deeplearning Marc'Aurelio Ranzato, a w skład wchodzą Yaniv Taigman,współtwórca służącego rozpoznawaniu twarzy startupu Face.com, ekspertod maszynowego rozpoznawania obrazu Lubomir Bourdev i doświadczonyprogramista Facebooka Keith Adams. [img=ai-brain]Na razie większość prac grupy pozostaje tajemnicą. Wiadomojedynie, że chodzi o wykorzystanie technik głębokiegouczenia (deep learning),wykorzystujących sieci neuronowe do modelowania złożonych strukturinformacyjnych o wielu wejściach. Dzięki temu, zamiast przechowywaćwielkie zbiory nieuporządkowanych danych, zapamiętuje się w siecineuronowej powiązania pomiędzy obiektami, budując poszczególne ideejako warstwy definicji – tak że prostsze idee wspólniedefiniują idee bardziej złożone, które wykorzystywane są dozdefiniowania jeszcze bardziej złożonych idei.Techniki głębokiego uczeniaprzedstawiane są jako klucz do zbudowania silnych sztucznychinteligencji, i mimo opinii sceptyków, a ich popularność w IT stalerośnie, przede wszystkim dzięki rosnącej dostępności niedrogich,wydajnych procesorów graficznych, idealnie się nadających dorównoległego przetwarzania danych. Uruchamiane na nich algorytmypozwalają na uzyskiwanie dobrych wyników dla niepewnych,nieskategoryzowanych zbiorów danych – wykrywania obiektów nafotografiach, przewidywania zachowań, czy nawet wnioskowania oemocjach czy zdarzeniach, które nie zostały otwarcie umieszczone wtekstowym opisie. Nie jest to pierwsze podejścieFacebooka do sztucznych inteligencji. Schroepfer wyjaśnił, że serwisjuż korzysta z prostszych technik maszynowego uczenia się doodfiltrowywania powiadomień, których liczba przekracza nawet 1500dziennie, tak by użytkownicy zobaczyli przede wszystkim te 30-60najważniejszych dla nich. W miarę jak ludzie pozyskują nowychznajomych, i więcej czasu spędzają z Facebookiem wskutekupowszechnienia się klientów mobilnych, rośnie ilość danych doprzetworzenia, trzeba będzie znaleźć lepsze metody. Niejest tak, że raz spojrzę wieczorem na powiadomienia –nieustannie spoglądam na telefon, czekając na znajomego czy siedząc wkawiarni. Mamy pięć minut na to, by naprawdę cię zabawić –stwierdził Schroepfer.Tak potężne narzędzia nie będąsłużyły tylko ulepszeniu strumienia powiadomień z Facebooka. Dyrektortechniczny serwisu przyznał, że chodzi przede wszystkim o zrozumienieznaczenia i wagi, jaką użytkownicy przykładają do informacjidzielonych między sobą w Sieci. Umożliwi to nie tylko przedstawianieim treści bardziej dopasowanych do ich zainteresowań, ale i bardziejprecyzyjne targetowanie reklam i przewidywanie reakcji na nie. W teorii takie mechanizmy mogłybypozwolić Facebookowi na dynamiczną optymalizację treści reklam,sugerując reklamodawcom, że użycie tych a tych sformułowań pozwoli nazwiększenie zasięgu o kilka procent, czy podpowiadając, jakie grafikipowinny zostać użyte, aby przyciągnąć uwagę pożądanej grupydocelowej. Wiedza o tym, co kogo interesuje, co ma dla nas znaczenie,wyciągana byłaby wówczas nie tylko z otwarcie zadeklarowanej listyzainteresowań, ale i kontekstu naszych komentarzy oraz relacjiutrzymywanych z innymi użytkownikami Facebooka. Serwis Zuckerberga nie jestoczywiście jedynym, który zainteresował się takimi technikami.Renesans zastosowania sieci neuronowych w AI jest widoczny także wgrupach pracujących w Microsofcie czy Google. Jednak to Facebook dziśdysponuje największym na świecie zbiorem informacji o internautach –i zapewne, jeśli tylko znajdzie sposób na to, by przekształcićnieuporządkowane informację w głęboką wiedzę o użytkownikach, niecofnie się przed jej komercjalizacją.

RIAA chce, by przeglądarki „chroniły” użytkowników przed pirackimi treściami

Stowarzyszenie producentów amerykańskiej branży muzycznej nie oddzisiaj gra pierwsze skrzypce w walce z internetowym piractwem. Wrazz siostrzaną organizacją branży filmowej MPAA robi to na tyleskutecznie, że w wielu krajach zaczęto interpretować zapisy prawa wsposób znacznie znacznie ostrzejszy, niż było to zamierzone przezustawodawców, zaś niejeden dostawca usług internetowych wprowadziłzmiany, znacznie utrudniające wykorzystanie ich do rozprowadzaniaspiraconych treści. Te wszystkie osiągnięcia jednak RIAA niewystarczają – w swoich żądaniach posuwa się dalej. Wedługnowej wizji stowarzyszenia, z piractwem walczyć się powinno już napoziomie przeglądarek.Cary Sherman, dyrektor zarządzający RIAA, wystąpić ma dzisiajprzed komisją amerykańskiego Kongresu, by wyjaśnić, jak powinnawyglądać współpraca pomiędzy właścicielami praw autorskich adostawcami usług i jak powinno się rozumieć zapisy ustawy DMCA.Strategię stowarzyszenia można określić w kilku słowach jakopartnerstwo, a nie konfrontacja. Zamiast szarpać się zdostawcami usług po sądach, znaleźć należy formułę, w ramach którejzawierane będą z nimi dobrowolne, obustronnie korzystne umowy.[img=pirate]Aby cyfrowy rynek mógł funkcjonować, musimy zapewnić, że tymwszystkim dynamicznym, zgodnym z prawem i autoryzowanym technologiomnie będą przeszkadzać ci, którzy dopuszczają się nielegalnejdziałalności. Kluczowym elementem na drodze do tego celu będądobrowolne inicjatywy, podejmowane z internetowymi pośrednikami– powie podczas przesłuchania Sherman.Szef RIAA odniesie się także do już podjętych inicjatyw, takichjak Copyright Alerts System (który jego zdaniem już przyniósłpierwsze pozytywne efekty w walce z nielegalnym rozpowszechnianiemtreści przez sieci P2P), czy zamykaniu kont i blokowaniu płatności,mających związek z piractwem, przez takich operatorów jak Visa,Mastercard, Amex czy PayPal (w ciągu dwóch lat od rozpoczęcia tejoperacji, zablokowanych miało zostać ponad 1500 kont należących dopiratów).RIAA liczy na to, że dzięki wspólnym inicjatywom uda się rozwiązaćproblem treści generowanych przez użytkowników. Organizacja chcemasowego wdrożenia technologii cyfrowych odcisków, dzięki którejbędzie łatwiej filtrować nielegalnie rozpowszechniane klipy audio iwideo, ułatwienia właścicielom praw autorskich dostępu do danychidentyfikujących użytkowników, zidentyfikowania i blokowania witrynsłużących do naruszania praw autorskich, a także śledzenia,identyfikowania i blokowania osób, które notorycznie w generowanychprzez siebie treściach wykorzystują objęte prawną ochroną materiały.Czy to nie za duże oczekiwania? Oczywiście, że nie – todopiero początek żądań RIAA. Stowarzyszenie jest niezadowolone ztego, co udało się uzyskać od Google. Wyszukiwarkowy gigant, zdaniemShermana, niewiele robi, by pomóc w walce z piractwem. Aprzecież powinno być tak, że ustalając kolejność linków w wynikachwyszukiwania, wyszukiwarka brałaby pod uwagę to, czy dane strony sąautoryzowane, czy też nie. Uwzględniano by w tym nie tylko liczbężądań usunięcia linków, wysyłanych w ramach procedur DMCA –Sherman chce, aby domyślnie pozycja stron aprobowanych przez jegostowarzyszenie była w wynikach wyszukiwania wyższa.Szef RIAA przypomina, że Google dysponuje technologią pozwalającąna usunięcie wszystkich pirackich treści – w ten sposóbusunięte miały być z wyszukiwarki materiały związane z pornografią zudziałem dzieci. Co więcej, technologie te nie kończą się tylko nawyszukiwarce – tak samo należy tu wykorzystać przeglądarkę.Google ma narzędzia by ostrzegać użytkowników Chrome przed wejściemna witrynę ze złośliwym kodem. Czy ta technologia nie powinna byćużyta też do ostrzegania przed pirackimi witrynami? – pytaSherman, zauważając, że w ten sposób Google mogłoby też wyróżniaćautoryzowane witryny. Marzy mu się sytuacja, w której „dobre”strony zostają oznaczone certyfikatami bezpośrednio w wynikachwyszukiwania, tak by użytkownik wiedział, że dana witryna jest wzgodzie z prawem i płaci tantiemy twórcom treści.W walce z piractwem to wszystko jednak może nie wystarczyć –piraci przecież zaczynają tworzyć własne przeglądarki do omijaniacenzury. Może zatem RIAA powinno przyjrzeć się bliżej chińskiemumodelowi i zaproponować budowę Wielkiego Amerykańskiego Muru, któryochroniłby wreszcie amerykańską własność intelektualną?

Polski rynek LTE: Play chce zapewnić dostęp do swojej sieci 4G na 66% powierzchni kraju

Niezbyt przemyślana polityka PR-owa Play sprawiła, że wodniesieniu do tej firmy mówi się dziś przede wszystkim o decyzjiUOKiK-u, zgodnie z którą na operatora nałożono karę w wysokościponad 8 mln złotych za niezastosowanie się do wyroku SOKiK-u iograniczania abonamentom możliwości dochodzenia odszkodowań za stratyspowodowane brakiem dostępu do usług telekomunikacyjnych. Tymczasemoperator, który w lutym br. okazał się faktycznymzwycięzcą przetargu na pasmo 1800 MHz, otrzymując trzy z pięciudostępnych pakietów częstotliwości, przedstawił właśnie swoje planywdrożenia usług LTE, które – jeśli zostaną zrealizowane –uczynić go powinny liderem polskiego rynku 4G. A czym jest marne 8mln złotych dla lidera?Już w listopadzie pod marką P4 Play zaoferować ma usługi LTE w 13polskich miastach (mapę zasięgu możecie obejrzeć tutaj).Jak poinformowano, zasięg sieci będzie stopniowo rozszerzany, tak bydocelowo objąć 70% populacji kraju, z wykorzystaniem 3,2 tys. stacjibazowych. Pozostałe obszary, na których LTE nie będzie dostępne, mająbyć objęte siecią HSPA+. Nie wiadomo jednak, kiedy Play zamierzaosiągnąć swój maksymalny planowany zasięg. Gdy to jednak nastąpi,Play powinien obejmować swoją siecią nieco większy obszar niż jegogłówny konkurent, Polkomtel, który w maju br. zadeklarował, żezamierza zapewnić dostęp do sieci na 66% powierzchni Polski. [img=play]Za przyjemność korzystania z LTE w Play zapłacić trzeba będzie ok.50 zł miesięcznie – to cena za podstawowy pakiet, beztelefonu/tabletu, z limitem transferu 2 GB. Maksymalna szybkośćpobierania w sieci LTE Play wynieść ma do 150 Mb/s. Oznacza to, że narazie nie ma mowy o LTE Advanced – a przecież jeszcze w zeszłymroku Play deklarował, że nie jest zainteresowany LTE. Godna uwagi dlaoperatora miała być dopiero technologia LTEAdvanced, zapewniająca przepustowość do abonenta na poziomie 1Gb/s.A co z z LTE u konkurencji? Główny przegrany przetargu na pasmo1800 MHz, kontrolowana przez Orange TPSA, początkowo bagatelizowałaznaczenie tego pasma, twierdząc, że i tak najważniejsza dlaoperatorów jest częstotliwość 800 MHz, jako jedyna, która umożliwizapewnienie usług 4G na obszarze poza dużymi miastami. Najwyraźniejjednak aż tak mało ważne 1800 MHz dla TPSA nie jest – kilka dnitemu podpisałaumowę z polskim T-Mobile o współdzieleniu infrastruktury 4G, ajak wiadomo, T-Mobile w przetargu na to pasmo otrzymał dwa blokiczęstotliwości. Jak będzie wdrażanie usług 4G u tych operatorówwyglądało w praktyce, na razie więc nie wiadomo.Głównym konkurentem dla Playa pozostanie więc jeszcze długoPolkomtel, który po niedawnej modernizacji swojej sieci LTE w paśmie1800 MHz jestw stanie dostarczyć usługi te dla 50% mieszkańców kraju,pozostałym oferując HSPA/HSPA+. Ma też w swojej ofercie sprzętuzgodnego z 4G najszerszy wachlarz urządzeń – smartfony,tablety, modemy, routery i laptopy. Zapewnia przy tym swoim niektórymabonentom (taryfy Bez Limitu i Rozmowne) bezpłatny dostęp do Sieciprzez LTE. Jeśli Play będzie chciał przebić tę ofertę, to powinienzastanowić się przynajmniej nad zwiększeniem transferu dla swojegopodstawowego pakietu, gdyż zapowiedziana cena przebija ceny nawetaustralijskichoperatorów, znanych ze swoich wyśrubowanych stawek.