Chińska firma Umeng, trudniąca się analizą rynku aplikacji dla iOS, zebrała dane od 75 tysięcy deweloperów, którzy umieścili w App Store w sumie 210 tysięcy aplikacji. Według tych danych, aktywacje na modelu 5s, czyli obecnym flagowcu, stanowią 12% wszystkich. Od premiery urządzenia minęło niecałe 6 miesięcy (w większości krajów jest dostępny od 25 października) i wyraźnie widać, że zdobywa ono popularność szybciej niż iPhone 5 w analogicznym okresie po wprowadzeniu na rynek — i to jest dla Apple'a świetna wiadomość.
Tańszy 5c w tym samym czasie ledwo wdrapał się na poziom 2% aktywacji, a w tajwańskich magazynach zalegają jakieś 3 miliony pudełek z tym smartfonem. Fani urządzeń mobilnych z jabłkiem na obudowie najwyraźniej wcale nie chcą żyć kolorowiej, a z premiery iPhone'a 5c najbardziej ucieszyła się Nokia.
Tim Cook podczas konferencji prasowej poświęconej wynikom finansowym Apple'a za pierwszy kwartał fiskalny 2014 roku przyznał, że analitycy firmy zupełnie nie trafili z określeniem popytu na iPhone'a 5c. Krąży nawet plotka, że seria jest ogromną klapą i zostanie skasowana pod koniec tego roku. W końcu Cook powiedział także, że jeśli firma zdecyduje, że w jej interesie jest zmiana, to ją wprowadzi.
Na razie jednak 5c z rynku nie znikną. Przeciwnie, do rodziny dołączył dziś jeszcze trochę tańszy i uboższy model, czyli iPhone 5c w wersji 8 GB. U niemieckiego operatora O2 jest tańszy od wersji 16 GB o całe 60 euro (kosztuje 509 euro w abonamencie), ale nadal nie można powiedzieć, że jego cena jest przystępna. W brytyjskim sklepie Apple'a kosztuje 429 funtów, model 16-gigabajtowy jest 40 funtów droższy i jak byśmy nie przeliczali walut, nie ma szans, żeby po wejściu do Polski jego cena zeszła poniżej magicznej granicy 2 tysięcy złotych. Wielkiej kariery u nas raczej nie zrobi. Na naszym rynku wciąż łakomym kąskiem jest mniej krzykliwy iPhone 5 16 GB o niemal identycznej specyfikacji i dostępny w sklepach w cenie poniżej 2300 zł.