Prawdziwym problemem premiery Apple jest jednak mięso, czyli produkty. Niemal wszyscy komentatorzy zgadzają się co do tego, że Apple nikogo nie zaskoczył i to pierwszy problem. Niemal wszystkie nowości przeciekły wcześniej w plotkach i mam wrażenie, że nie tylko ja czekałem na coś więcej. O wszystkim wiedzieliśmy więc przed premierą, niczego więcej nie pokazano, a część nowości (jak usunięcie gniazda jack i bezprzewodowe słuchawki) jest delikatnie mówiąc kontrowersyjna. Rewolucji nie było, w przypadku nowego iPhone'a mamy do czynienia z ewolucją szlifującą wyrafinowanie. Znów kilka procent lżejszy, kilkadziesiąt procent szybszy, 2 godziny dłużej na baterii (chyba że słuchacie muzyki przez nowe słuchawki, wtedy 10 godzin mniej), ekran trochę lepiej świeci, przycisk trochę lepiej chodzi (choć to się okaże, używam Taptic Engine w nowym MacBooku Pro i fanem nie jestem). Są to zmiany, których można spodziewać się po facelifcie produktów (czyli modelach z literką S), a nie po dużych premierach. Nowy iPhone powinien raczej nazywać się 6S Series 2 (nie śmiejcie się, takie microsoftowe nazewnictwo Apple zastosował w nowym Watchu).
polls & surveysPytanie, które zadałem sobie po prezentacji, to czy odczuwam potrzebę posiadania tego nowego iPhone'a? Korzystam obecnie z iPhone 6 (bez S) i jestem bardzo zadowolony. W 6S nie było niczego, co uzasadniałoby zakup nowego telefonu i w siódemce również niczego takiego nie znalazłem. Będę zatem nadal korzystał z szóstki, aż się zepsuje. Spodziewam się, że mój poziom zadowolenia ze starego telefonu zostanie subtelnie zredukowany przy okazji premiery iOS 10, pytanie czy aż na tyle, żeby przekonać mnie do wymiany. A jak z Wami, czy firmie Apple udało się wykreować u Was potrzebę zakupu nowego smartfona?