Do rozpoczęcia korzystania z pakietu konieczne jest zarejestrowanie się, można tego dokonać na stronie projektu. Wówczas automatycznie rozpoczyna się pobieranie pulpitowego klienta chmury, w której przechowywane są pliki, możliwe jest także pobranie aplikacji mobilnej Open365, o której więcej za moment. Po zalogowaniu się użytkownik widzi przejrzysty interfejs (skórka znana z KDE Plasma) z listą plików oraz szybkim dostępem do edytora tekstu, arkusza kalkulacyjnego, edytora prezentacji oraz konta pocztowego. Wszystko to jak dotąd w fazie beta, co jest mocno odczuwalne.
Trzeba przyznać, że wszystkie programy składające się na pakiet mają bardzo zaawansowane możliwości, oferują w zasadzie dokładnie takie same funkcje w takim samym układzie, jak LibreOffice. Po uruchomieniu edytora tekstu zobaczymy zatem klasyczny, znany z pulpitowych pakietów, zestaw narzędzi zorganizowanych w analogiczny do otwartego pakietu sposób. Nieczęsto zespołom tego typu poniekąd eksperymentalnych pakietów udaje się odtworzyć pełną funkcjonalność, Open365 się zatem pod tym względem wyróżnia.
Nadal nie może być jednak mowy o korzystaniu z Open365 na co dzień, jako podstawowego pakietu biurowego wykorzystywanego w pracy. Mimo tego, że pozwala ona na zaawansowane formatowanie tekstu, posiada pełnoprawnego czarodzieja formuł w arkuszu kalkulacyjnym oraz całkiem spore możliwości tworzenia prezentacji o różnych układach, to nagminnie zdarzały się nagłe komunikaty o problemach z połączeniem, co przerywało pracę. Jej efekty zapisywały się w chmurze, niemniej ociężałe webowe oprogramowanie w wydaniu Open365 na aktualnym etapie pozostaje ciekawostką.
Problemy występują ponadto w nawigowaniu po dokumencie, można odnieść wrażenie, że po jego przewinięciu, widzimy losowy fragment. Na pochwałę zasługuje natomiast możliwość współdzielenia zasobów, jednak od tym względem nieźle radzi sobie w zasadzie każdy tego typu pakiet. Aplikacja mobilna, dostępna na razie jedynie na Androida, nie powala możliwościami – jej funkcjonalność ogranicza się do przeglądania już utworzonych plików, a to na dzisiejsze standardy zdecydowanie za mało.
Nie oznacza to jednak, że rozwijanie Open365 jest pozbawione większego sensu, a wręcz przeciwnie. Jest on już dziś znacznie bardziej rozbudowany i funkcjonuje sprawniej, niż choćby opisywany przez nas wcześniej CODE. Przeniesienie ogromnych możliwości LibreOffice’a do środowiska webowego jest nie lada osiągnięciem – w przyszłości może stanowić to najbardziej zaawansowany tego typu pakiet działający w przeglądarce. Cały projekt jest z pewnością godny śledzenia i naśladowania.